Okiem Obiektywu: Jan Paweł II
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Paweł II. Pokaż wszystkie posty

20 lip 2021

Kobyla Góra - najwyższy szczyt województwa wielkopolskiego

Kontynuuję cykl wpisów poświęconych Koronie Polski, czyli najwyższym wzniesieniom wszystkich 16 województw w naszym kraju. To projekt wciąż bardzo niszowy - a szkoda, bo jest to niezwykle ciekawy i różnorodny pomysł na podróżowanie po Polsce.

Średnia wysokość szczytów i wzniesień składających się na Koronę Polski wynosi około 722 m n.p.m.. To sprawia, że projekt Korona Polski jest wyjątkowo dostępny - także dla rodzin z dziećmi czy osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z pieszymi wędrówkami.

Co ważne, wiele miejsc z tej listy wciąż pozostaje poza głównym nurtem turystyki. W wielu z nich naprawdę można poczuć się jak odkrywca. Dziś zapraszam Was na najwyższy szczyt Wielkopolski - na Kobylą Górę.

Najwyższy szczyt Wielkopolski - Kobyla Góra (284 m n.p.m.)

Kobyla Góra to najwyższe wzniesienie Wzgórz Ostrzeszowskich, mierzące zaledwie 284 m n.p.m.. Szczyt znajduje się kilkanaście kilometrów na północ od trasy S8, prowadzącej w kierunku Wrocławia, co czyni go łatwo dostępnym celem nawet na krótki wypad.

Co ciekawe, Kobyla Góra przez wielu mieszkańców regionu znana jest pod innymi nazwami - jako Wzgórze Krzyża Jubileuszowego lub Krzyż Wielkopolski. Od lat miejsce to intensywnie przekształcane jest w przestrzeń kultu religijnego i prawdopodobnie dlatego niewiele osób kojarzy je z jego właściwą, geograficzną nazwą.

Na szczycie Kobylej Góry znajduje się dzwon Jana Pawła II oraz monumentalny wielkopolski krzyż, u którego podstawy rozsypano ziemię przywiezioną z Bazyliki Grobu Świętego oraz z Golgoty. To miejsce ma wyjątkowy, niemal kontemplacyjny charakter.

Poza okresami pielgrzymkowymi panuje tu cisza i spokój, które sprzyjają refleksji i odpoczynkowi. Wzgórza Ostrzeszowskie, choć niewysokie, potrafią zaskoczyć atmosferą i poczuciem odcięcia od codziennego zgiełku.

Ciekawostka: codziennie o godzinie 15:00, czyli w godzinę śmierci Jezusa Chrystusa, a także w każdą sobotę o 21:37 - godzinie śmierci Jana Pawła II - na Kobylej Górze rozbrzmiewa dźwięk dzwonu.


Chcesz odkryć więcej takich miejsc? Zapraszam do skorzystania z moich konsultacji podróżniczych. Pomogę Ci zaplanować idealną trasę po Koronę Polski!

Możesz też wesprzeć moje podróże i rozwój kanału, stawiając mi wirtualną kawę: buycoffee.to/okiemobiektywu. Każda "mała czarna" to dla mnie paliwo do dalszego działania!

Korona Polski - wykaz szczytów

Inne miejsca warte odwiedzenia: INTERAKTYWNA MAPA

GPS Kobylej Góry: 51°21′14″N 17°52′57″E

22 lut 2021

Łażyn - opuszczona wieś

Puszcza Bydgoska skrywa wiele śladów po opuszczonych wsiach. Pisałem już wcześniej o Saksońskim Moście. Inną opuszczoną wsią jest Łażyn, która była niewielka osada położona pośród lasów. Tu urodził się m.in. Czesław Jóźwiak, beatyfikowany przez Jana Pawła II pośród 108 błogosławionych męczenników. Dziś, zdziczałe drzewa owocowe, bzy oraz nieliczne i niewielkie fragmenty budynków są materialną pozostałością po wiosce. 
 
Łażyn - opuszczona wieś
 
Najstarsze wzmianki o Łażynie pochodzą z XVI wieku. Była to niewielka osada położona pośród lasów Puszczy Bydgoskiej. Miejsce to, z racji piaszczystej nieurodzajnej gleb, nie nadawało się do uprawy roli. Natomiast otaczające lasy pozwalały na wytwarzanie przez smolarzu smoły drzewnej, dziegciu i węgla drzewnego. Jako najdawniejsi mieszkańcu Łażyna są odnotowani dwaj smolarze. Nieco później wspomniany jest owczarz. Wypas zwierząt hodowlanych umożliwiały znajdujące się w pobliżu podmokłe łąki i torfowiska. Miejscowość znajdowała się na terenie późniejszego Łażyna Małego. Osada oraz otaczające lasy stanowiły królewszczyznę należącą do starostwa bydgoskiego. 
 
W XIX wieku osiedlali się w Łażynie nowi mieszkańcy, przeważnie pochodzenia niemieckiego. Utworzona została na północ od dotychczasowej zabudowy nowa wioska, położona wzdłuż drogi ciągnącej się z zachodu na wschód, na wykarczowanej wydłużonej polanie. Była to typowa wieś ulicówka (późniejszy Łażyn Duży). Została nazwana Emilienau (Emilianowo). Na pruskich mapach jest zaznaczana jednak jako część Łażyna, dla którego stosowano wówczas nazwę Kleinwalde. Nowe osadnictwo wiązało się z realizacją planowej gospodarki leśnej w Puszczy Bydgoskiej. Większość mieszkańców żyła z pracy w lesie. 
 
Łażyn - opuszczona wieś
Łażyn - opuszczona wieś
 
Pod koniec XIX wieku w wiosce funkcjonowała szkoła oraz gospoda. Najbliższa stacja kolejowa oraz poczta i telegraf znajdowały się w Chmielnikach. W 1920 roku Łażyn znalazł się w granicach odrodzonej Polski. W 1921 roku było tu 51 domów, a wieś liczyła 202 mieszkańców (28 Polaków, 174 Niemców), a wśród nich rodzina Jóźwiaków. 

W 1930 roku zbudowano około 1 km od zachodniego krańca wioski linię kolejową (magistralę węglową), a wiadukt pod torami pozwalał na komunikację z wioskami po jej zachodniej stronie. Przy tej linii powstała stacja Emilianowo. Mieszkańcu Łażyna pracowali przeważnie jako robotnicy leśni. Niektórzy zajmowali się zbieraniem i sprzedawaniem owoców runa leśnego. Wyrabiano różnego rodzaju kosze i koszyki, produkowano „drzazgi" do podpałki i sprzedawano w Bydgoszczy. Kobiety wykonywały robótki ręczne, za które też można było poprawić budżet domowy.
 
Dawni mieszkańcy Łażyna
Dawni mieszkańcy Łażyna
 
II wojna światowa odcisnęła swe piętno na społeczności wioski. Już jesienią 1939 roku zostało zamordowanych przez Niemców 16 Polaków z Łażyna. W okolicach działało w czasie okupacji polskie podziemie Armii Krajowej. W 1945 roku ludność niemiecka opuściła Łażyn. 

Po wojnie Łażyn jako gromada wchodził w skład gminy Solec Kujawski. Zamieszkiwało go niewiele ponad 100 osób. Od 1954 roku był sołectwem w gminie Nowa Wieś Wielka. W latach sześćdziesiątych trwał proces wyludniania wioski. Przyczyną tego były trudne warunki bytowe i potrzeba szukania pracy w mieście. Do wioski nigdy nie dotarła elektryfikacja. Zlikwidowano szkołę oraz punkt biblioteczny. Książki i wyposażenie szkoły przekazano do Wypalenisk. Tam też dowożono do szkoły coraz mniej liczne dzieci z Łażyna. W 1974 roku zlikwidowano sołectwo Łażyn i włączono je do sołectwa Dobromierz. 
 
Leśniczówka Łażyn
Szkoła w Łażynie
 
Wioskę stopniowo opuszczali ostatni nieliczni mieszkańcu. Z gospodarstw zabierano wszystko, co miało jakąś wartość. Na teren zanikającej miejscowości wkraczał las. 
  

Czesław Jóźwiak

  
Czesław Jóźwiak (ur. 7 września 1919 w Łażynie k. Bydgoszczy, zm. 24 sierpnia 1942 w Dreźnie) – polski męczennik chrześcijański II wojny światowej, błogosławiony Kościoła rzymskokatolickiego, wychowanek salezjański, jeden z Poznańskiej Piątki.

W 1930 r. cała rodzina Jóźwiaków tj. rodzice: Leon i Maria, starszy brat Wacław oraz młodsze siostry: Jadwiga i Władysława, przeprowadziła się do Poznania. Mieszkali przy ulicy Żydowskiej, a Leon Jóźwiak pracował w policji kryminalnej. 
 
Szlak im. bł. Czesława Jóźwiaka
 
Do wybuchu wojny Czesław Jóźwiak kontynuował naukę w Gimnazjum im. św. Jana Kantego. Od 1934 r. był członkiem Oratorium - do przy ulicy Wronieckiej w Poznaniu, w czasach przedwojennych był miejscem spotkań młodzieży męskiej, które dość wiernie zachowało strukturę i ducha oratorium z czasów św. Jana Bosko. Młodzież, oprócz służby liturgicznej w kościele, brała udział w zajęciach ówczesnych grup formacyjnych, a także w zajęciach, teatralnych, muzycznych i sportowych. Dał się tam poznać jako opiekun młodszych i zapewne stąd wzięła się jego ksywka "Tato". Należał do harcerstwa.
 
We wrześniu 1939 walczył na froncie w batalionie PW „Koronowo". Po klęsce wrócił do Poznania, podjął pracę w zakładzie malarskim. Nawiązał kontakt z kierownikiem Obwodu Narodowej Organizacji Bojowej Śródmieście Południowe. Z ramienia tej organizacji organizował Harcerstwo Polskie. Po zaprzysiężeniu mianowany kierownikiem sekcji organizacyjnej, której zadaniem było rozpoznanie wywiadowcze obiektów Wehrmachtu w Śródmieściu. Zajmował się kolportażem gazetki „Polska Narodowa".  Do swoich działań wciągnął pozostałych kolegów z Oratorium: Edwarda Kaźmierskiego, Franciszka Kęsego, Edwarda Klinika i Jarogniewa Wojciechowskiego. 

23 września 1940 roku został aresztowany przez gestapo razem z Kaźmierskim, Kęsym i Wojciechowskim (Klinika gestapo aresztowało dwa dni wcześniej, 21 września). Trafił do więzienia gestapo w Domu Żołnierza, następnie do hitlerowskiego obozu w Forcie VII i więzienia przy ulicy Młyńskiej. W tym więzieniu na skutek odniesionych obrażeń podczas tortur został skierowany do Izby Chorych. 16 listopada 1940 przewieziony został do Wronek, a później do więzienia sądowego w Berlinie – Neukölln (23 kwietnia 1941) i od maja w ciężkim więzieniu Zwickau. Z wyrokiem śmierci wydanym 1 sierpnia 1942 oczekiwał egzekucji w Dreźnie. 
 
Tablica pamiątkowa Czesław Jóźwiak
 
30 maja 1942 r. przewieziony do więzienia śledczego Zwickau, gdzie 3 sierpnia został wraz z kolegami skazany na śmierć za działalność przeciwko III Rzeszy Niemieckiej. Wyrok wykonano w więzieniu w Dreźnie w dniu 24 sierpnia 1942 r. między godziną 20.00 a 21.00. Wszyscy chłopcy z „Poznańskiej Piątki" zostali pochowani na cmentarzu katolickim przy Bremer Strasse w Dreźnie. 
 
 

List pożegnalny Czesława Jóźwiaka 

 
Drezno, 24 VIII 1942 r. 

Moi Najdrożsi Rodzice, Janko, Bracie Adzio, Józef! 

Właśnie dzisiaj tj. 24, w dzień Maryi Wspomożycielki otrzymałem Wasze listy, przychodzi mi się rozstać z tym światem. Powiadam Wam, moi drodzy, że z taką radością schodzę z tego świata, więcej aniżeli miałbym być ułaskawionym. Wiem, że Maryja Wspomożycielka Wiernych, którą całe życie czciłem, wyjedna mi przebaczenie u Jezusa.

Przed chwilą wyspowiadałem się i zaraz przyjmę Komunie świętą do swego serca. Ksiądz będzie mi błogosławi przy egzekucji. Poza tym mamy tę wielka radość, że możemy się przed śmiercią wszyscy widzieć. Wszyscy koledzy jesteśmy w jednej celi. Jest 7.45 wieczorem, o godzinie 8.30 tj. pół do dziewiątej, zejdę z tego świata. Proszę Was tylko, nie płaczcie, nie rozpaczajcie, nie przejmujcie się. Bóg tak chciał. Szczególnie zwracam się do Ciebie, Matusiu Kochana, ofiaruj swój ból matce bolesnej, a Ona ukoi Twe zbolałe serce.

Proszę Was bardzo, jeżeli w czym Was obraziłem, odpuśćcie mej duszy. Ja będę się za Was modlił do boga o błogosławieństwo i o to, abyśmy kiedyś razem mogli zobaczyć się w niebie.

Tutaj składam pocałunki dla każdego z Was. Do zobaczenia w niebie. 

Wasz syn i brat Czesław 
 
Zobacz inne miejsca które warto odwiedzić - MAPA

13 paź 2020

Góra Cisowa: Jak zdobyć Suwalską Fudżijamę i zobaczyć panoramę Suwalszczyzny

Góra Cisowa w Suwalskim Parku Krajobrazowym to doskonały punkt widokowy (256 m n.p.m.), który koniecznie trzeba odwiedzić. Uznawana jest ona za symbol Suwalszczyzny i często nazywana "Suwalską Fudżijamą" ze względu na swój regularny, stożkowaty kształt, do złudzenia przypominający japoński wulkan. Ze szczytu rozpościera się jedna z najpiękniejszych panoram w tej części Polski – niepowtarzalny krajobraz jezior, łąk, torfowisk i polodowcowych wzniesień.

Suwalska Fudżijama - Góra Cisowa

W przeszłości Góra Cisowa kilkakrotnie zmieniała nazwę. Była znana jako Góra Gulbieniszkowska (od pobliskiej wsi) czy Góra Sypana. Ta ostatnia nazwa wiąże się z fascynującą legendą. Według wierzeń, góra została usypana przez olbrzyma z piasku wydobytego z miejsca, gdzie obecnie znajduje się Jezioro Kopane.


Góra Cisowa nazywana jest również Suwalską Fudżijamą, ze względu na podobieństwo kształtu do japońskiego wulkanu o tej nazwie. 

Według wierzenia góra została usypana z piasku wydobytego z miejsca, gdzie obecnie znajduje się Jezioro Kopane którego nazwa koresponduje z jedną z nazw góry tj. Góra Sypana. 


Góra wzięła swoją nazwę od potężnego cisu, który podobno dawno temu rósł na jej szczycie. Pod względem geologicznym, Góra Cisowa jest moreną czołową o regularnym kształcie. Wysokość 256 m n.p.m. powoduje, że jest to wspaniałe miejsce jako punkt obserwacyjny i widokowy.

Suwalska Fudżijama - Góra Cisowa

Podziwiając panoramę warto wiedzieć, co ukazuje się naszym oczom, zatem: w kierunku północno – zachodnim widać jeziora Udziejek, Gubin i Okrągłe, wieś Udziejek oraz kompleks zalesionych wzgórz; w kierunku północno – wschodnim widoczna jest leżąca u stóp Góry wieś Gulbieniszki, jezioro Sumowo oraz leśne wzgórza ciągnące się aż do Rutki Tartak; w kierunku południowo – wschodnim malownicze, bezleśne wzgórza morenowe.

Panorama, która rozpościera się ze szczytu Góry Cisowej jest jedną z najpiękniejszych i najciekawszych na Suwalszczyźnie. 

Warto wspomnieć, że na szczycie góry znajduje się krzyż i tablica upamiętniająca pielgrzymkę Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski w 1999 r.

Okiem Obiektywu: Porady dla odwiedzających

  • Jak dotrzeć? Najlepiej pozostawić samochód na niewielkim parkingu we wsi Gulbieniszki. Stamtąd na szczyt prowadzi krótka, ale dość stroma ścieżka, częściowo ułatwiona drewnianymi schodkami.

  • Kiedy jechać? Góra Cisowa jest piękna o każdej porze roku. Najbardziej spektakularne widoki są o wschodzie i zachodzie słońca, zwłaszcza jesienią, gdy okoliczne lasy mienią się kolorami.

  • Co w okolicy? Będąc w Gulbieniszkach, jesteś zaledwie kilka kilometrów od słynnego punktu widokowego "U Pana Tadeusza" w Smolnikach. Warto połączyć wizytę w obu tych miejscach podczas jednej wycieczki!


Zobacz inne miejsca które warto odwiedzić - MAPA

29 wrz 2020

Studzieniczna: Sanktuarium na wodzie, które odwiedził Papież

Studzieniczna - malowniczo położona nad jeziorem o tej samej nazwie, tuż obok Augustowa, jest sercem duchowości Suwalszczyzny. Nazwa jeziora, jak i sanktuarium, pochodzi od studni, która według legend i wierzeń zawiera cudowną wodę, mającą moc uzdrawiania chorób oczu. Sanktuarium w Studzienicznej jest nierozerwalnie związane z objawieniami Matki Boskiej, które miały tu miejsce w XVIII wieku.

Pionowe ujęcie Sanktuarium Maryjnego w Studzienicznej i jeziora

Legendy wiążą świętość tego miejsca jeszcze z czasami pogańskimi, czego dowodem miałyby być potężne, kilkusetletnie dęby, które do dziś szumią na wyspie. Najprawdopodobniej jednak początki kultu maryjnego są związane z niezwykłymi zjawiskami naturalnymi, które w momentach klęsk były odczuwane jako cudowne i stawały się podstawą nadziei. Takim na przykład zjawiskiem jest okresowa zmiana kierunku prądu pobliskiej rzeczki, określanej mianem Cudu w Studzienicznej.

Powstanie Sanktuarium w Studzienicznej

Wszystko zaczęło się od gromadzenia się ludności przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, który w niewyjaśnionych okolicznościach pojawił się na sośnie rosnącej na wyspie. O wizerunek ten toczył się zresztą wieloletni proces pomiędzy parafią augustowską a kamedułami wigierskimi, zapoczątkowany przez brawurowy zabór obrazu przez nasłanych przez zakonników "dziadów wigierskich".

Kluczową postacią dla tego miejsca był Wincenty Murawski - były wojskowy, który w XVII wieku osiadł tu jako pustelnik. Szybko zdobył sławę zielarza i uzdrowiciela. W 1770 roku, przy studni z cudowną wodą, zbudował niewielką, drewnianą kapliczkę. Jego determinacja była tak wielka, że w 1782 roku odbył pieszą pielgrzymkę do Rzymu, by u samego papieża uzyskać zgodę na cztery odpusty w Studzienicznej. To właśnie jego działalność ugruntowała przekonanie o świętości tego miejsca.

Legenda głosi, że pewnego dnia ów pustelnik ujrzeć miał na dębie Wizerunek Matki Bożej, wierną kopię cudownego obrazu z Częstochowy. Inna wersja mówi o ubogim człowieku, któremu objawiła się Matka Boża, nakazując mu głosić chwałę tego miejsca.

Pewien ubogi człowiek z nazwiska niewiadomy, wracając z Różanego Stoku, zatrzymał się w Studzienicznej i modły swoje w odosobnionym miejscu na Grądziku, szczerze Bogu posyłał ...

I wtedy objawić się mu miała Matka Boża. Odtąd

starzec z pokorą chrześcijańską z miejsca na miejsce przechodząc, cud ten ludowi ogłasza ...

Śladami Papieża i echa kinematografii

Sanktuarium w Studzienicznej jest jedną z najważniejszych atrakcji Podlasia. Jego sława wykroczyła daleko poza granice regionu w 1999 roku, kiedy to odwiedził je papież Jan Paweł II podczas swojej pielgrzymki do Polski. To właśnie tutaj wypowiedział słynne, wzruszające słowa, które dziś uwieczniono na pomniku:

Byłem tu wiele razy, ale jako papież po raz pierwszy i chyba ostatni.

Kaplica na wyspie w Sanktuarium w Studzienicznej

W murowanej kapliczce na wodzie, która stoi na 64 dębowych palach wbitych w mokradła, znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej Studzieniczańskiej - Matki Kościoła, wykonany w XVIII wieku przez nieznanego artystę. Zarówno do kapliczki, jak i do studzienki prowadzi malownicza ścieżka usypana na grobli w 1920 roku.

To miejsce inspirowało także filmowców. W Sanktuarium w Studzienicznej toczy się akcja filmów: "Śpiewy po rosie" (1982) w reż. Władysława Ślesickiego, a także kręcone były sceny do kultowego "Karate po polsku" (1983) w reż. Wojciecha Wójcika.

Jak dotrzeć i co warto wiedzieć?

Rowerem, pieszo lub statkiem Żeglugi Augustowskiej ze śluzowaniem w Przewięzi. Jakkolwiek się do Studzienicznej dostaniecie - nie będziecie żałować. Rejs statkiem to niezapomniane przeżycie i okazja, by zobaczyć sanktuarium z perspektywy wody. To miejsce jest szczególnie ważne dla wierzących, ale i na niewierzących robi ogromne wrażenie, oferując chwilę wyciszenia i kontaktu z piękną, augustowską przyrodą.

Zobacz inne miejsca które warto odwiedzić - MAPA

24 sie 2020

Klasztor w Wigrach: Noc w celi mnicha, rejs śladami Papieża i tajemnice Suwalszczyzny

Klasztor w Wigrach nie może zostać pominięty podczas zwiedzania Suwalszczyzny. Pokamedulski Klasztor w Wigrach, malowniczo położony na półwyspie Jeziora Wigry, to jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc na turystycznej mapie województwa podlaskiego.

Pokamedulski Klasztor w Wigrach malowniczo położony na półwyspie

Erem kamedułów w Wigrach należał do najbogatszych w Europie. Został ufundowany w 1667 roku przez króla Jana II Kazimierza Wazę z obowiązkiem codziennej modlitwy o oddalenie od kraju wszelkich nieszczęść. W 1805 roku, w okresie zaborów, klasztor został zlikwidowany przez władze pruskie, a zakonnicy przenieśli się na podwarszawskie Bielany.

Obecnie w dawnych eremach dostępne są pokoje gościnne i apartamenty, które można wynająć. Na terenie klasztoru można zwiedzić Apartamenty i Kaplicę Papieską, Krypty w Kościele, Wieżę Zegarową, Wystawy oraz czytelnię Jana Pawła II, którą ufundowano po jego historycznym noclegu na terenie Klasztoru w czerwcu 1999 roku.

Widok na kościół i eremy Klasztoru Kamedulskiego w Wigrach

Późnobarokowy kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny o bogatym wystroju wnętrza jest nadal używany i służy także jako miejsce koncertów chorału gregoriańskiego.

Krypta kościelna, udostępniona do zwiedzania, zawiera ponad 40 zamurowanych wnęk z ciałami zmarłych eremitów. W dwóch przeszklonych niszach, które prawdopodobnie zostały splądrowane przez Niemców podczas II wojny światowej w poszukiwaniu kosztowności, widać szczątki zakonników. Na jednej ze ścian znajduje się malowidło przedstawiające taniec śmierci (danse macabre) – alegorię kruchości życia, w której Śmierć zaprasza mnicha do tańca.

Historia zakonu kamedułów

Wszystko zaczyna się w Rawennie, we Włoszech, gdzie pod koniec pierwszego tysiąclecia rodzi się św. Romuald. Jako dwudziestolatek, pod wpływem osobistych przeżyć, udaje się do pobliskiego zakonu benedyktynów w celu odbycia pokuty. Tam rodzi się w jego głowie własny, radykalny pomysł na życie zakonne.

Pozostaw cały świat za sobą i zapomnij o nim

Tak widział swoją regułę Romuald. Miała to być pustelnia, a zakonnik musiał żyć w samotności. Jego życie miało być podporządkowane surowej regule milczenia (rozmawiano tylko w wyznaczone dni), postu, modlitwy i pracy fizycznej, z dala od pokus świata.

Widok na spokojną taflę Jeziora Wigry z klasztornego wzgórza

Romuald uczy się życia eremickiego, odwiedza pustelników, rozmawia z nimi. Los kieruje go do Toskanii, tam, dzięki sprzyjającym okolicznościom powstaje pierwsza pustelnia. To rok 1012. Poznaje pewnego właściciela ziemskiego o nazwisku Maldulo. Człowiek ten zachwycony spotkaniem z Romualdem ofiarowuje mu kawałek swojej ziemi w Cammpo di Malduli (Dolinie Maldulego) by ten mógł zbudować swój pierwszy erem. I tak się stało. Stąd też wzięła się nazwa zakonu – Kameduli (Camaldulenses), od nazwiska darczyńcy, czyli właściciela ziemi, na której powstał pierwszy erem. Oficjalnie zakon zostaje zatwierdzony przez papieża Aleksandra II w 1072 roku.

Kameduli przybywają do Polski

Proces sprowadzenia Kamedułów na ziemie polskie przebiegł w bardzo ciekawych okolicznościach, legenda i prawda historyczna splatają się w interesującą opowieść. Jest początek 17 wieku, rok 1604. Mnisi przybywają na krakowskie Bielany za sprawą królewskiego marszałka nadwornego Michała Półkozica Wolskiego, który udał się do papieża w celu załatwienia spraw królewskich postanowił wykorzystać tę okazję do wyspowiadania się u samego papieża ze swoich grzechów.

Papież w ramach pokuty zasugerował, aby sprowadzić do Polski zakon z Włoch sugerując, że mogliby być to Kameduli. Uważał, „że Polska nie posiada jak dotąd zakonu, który by samotnością, ciągłą modlitwą, postem i milczeniem dawał podnietę do bogobojnego życia”. Choć na początku niechętnie, bo Polska jawiła się przeorom kamedulskim jako kraj zimny, daleki, zimny jednak przybywają do Krakowa i budują okazały erem na Bielanach, który istnieje do dziś.

Potem powstają kolejne pustelnie w Polsce, a mianowicie w Rytwianach koło Sandomierza, na warszawskich Bielanach, w Bieniszewie koło Konina, w Pożajsciu na terenie ówczesnego Wielkiego Księstwa Litewskiego i wreszcie Klasztor w Wigrach.

Wigry to nie tylko Klasztor – to serce tętniącej życiem przyrody

Odwiedzając to miejsce, warto pamiętać, że klasztor jest nierozerwalnie związany z otaczającą go naturą. Położony jest w sercu Wigierskiego Parku Narodowego, jednego z najcenniejszych przyrodniczo obszarów w Polsce. Jezioro Wigry i otaczające je lasy to prawdziwy raj dla miłośników przyrody i ostoja dla wielu gatunków zwierząt.

Szczególnie bogaty jest tu świat ptaków. Jezioro to dom dla tysięcy ptaków wodnych. Regularnie odbywa się tu, między innymi, sierpniowe liczenie ptaków, podczas którego ornitolodzy i wolontariusze obserwują i spisują populacje takich gatunków jak kormorany, czaple siwe, gągoły czy nurogęsi. To dowód na to, że Wigry to nie tylko zabytek, ale tętniący życiem, dynamiczny ekosystem, który wciąż jest ważnym ośrodkiem badań naukowych. Stojąc na klasztornym wzgórzu, warto więc nie tylko podziwiać architekturę, ale też wytężyć wzrok i słuch, by dostrzec to niezwykłe, skrzydlate życie toczące się na tafli jeziora.

Wigry dzisiaj: Śladami Papieża i podziemne tajemnice

Klasztor w Wigrach zyskał nową sławę po wizycie papieża Jana Pawła II w 1999 roku. Był to dla niego czas odpoczynku podczas pielgrzymki do Polski. Papież, miłośnik przyrody, pływał statkiem po jeziorze, spotykał się z mieszkańcami i zachwycał pięknem Suwalszczyzny. Apartamenty, w których mieszkał, są dziś udostępnione zwiedzającym jako muzeum.

Niedawno teren klasztoru stał się również miejscem fascynujących odkryć archeologicznych. Przy użyciu georadaru zlokalizowano nieznane dotąd podziemne pomieszczenia i korytarze, które wciąż czekają na zbadanie. Być może pełniły one rolę drogi ewakuacyjnej lub skrywają inne, nieodkryte jeszcze tajemnice.

Zagadka podziemnych tajemnic Klasztoru Wigry pozostaje otwarta, a kolejne badania mogą przynieść jeszcze bardziej fascynujące wyniki.

Inne miejsca warte odwiedzenia: MAPA
GPS: 54°04′07,8″N 23°05′10,1″E

Aktualizacja: 25.08.2025 r.

5 kwi 2016

Biegiem na Tarnicę

Postanowiłem, że wbiegnę na najwyższy szczyt Bieszczady - ‎Tarnicę (1346 m n.p.m). Tradycja pielgrzymowania na Tarnicę w Wielki Piątek rozpoczęła się w 1987 roku, kiedy potajemnie wniesiono na szczyt elementy 6,5 metrowego krzyża. 




Tarnica (1346 m n.p.m.) przyciąga uwagę, z trzech powodów. Po pierwsze jest najwyższym szczytem Bieszczadów, po drugie jej charakterystyczny kształt przypomina siodło, a po trzecie na jej szczycie znajduje się krzyż, który dziś przyciąga rzesze pielgrzymów.


W 1980 roku przemyscy klerycy w celu „uświęcenia” Bieszczadów stawiają na Tarnicy mały drewniany krzyż. Jako, ze warunki pogodowe zimą na tym terenie są bardzo surowe, już rok później postanawiają zamienić drewniany krzyż na stalowy. Było to przedsięwzięcie nielegalne, z racji tego klerycy wyruszyli z Ustrzyk Górnych wieczorem, a o świcie krzyż był usadowiony na Tarnicy.

W 1987 roku Jan Paweł II przyjeżdża do Polski z trzecią pielgrzymką, z tej okazji młodzież stawia kolejny krzyż na Tarnicy. Ma to miejsce 7 czerwca czyli na dzień przed wizytą papieża w Polsce. Poprzedni krzyż postanowiono przenieść na pobliski Halicz (1333 m n.p.m.). Przy okazji pod nowym krzyżem wmurowano tablicę upamiętniającą pobyt księdza Karola Wojtyły na Tarnicy w 1953 roku.

Krzyż ze względu surową pogodę, pod naporem wiatru złamał się. W jubileuszowym dla katolików roku 2000, we wrześniu stanął kolejny, już czwarty krzyż na tym szczycie. Wydaje się, że jego masywna konstrukcja pozwoli przetrwać mu dłużej w tym miejscu.


Krzyż ten ściąga tysiące pielgrzymów, szczególnie w Wielki Piątek, kiedy to z różnych stron wędrują pątnicy odprawiając Drogę Krzyżową. Wydarzenie to często odbywa się w zimowych warunkach, gdyż pokrywa śnieżna w tej części Bieszczadów utrzymuje się nawet do początku maja.