Słyszycie to? To nie tylko muzyka. To dźwięk bębnów, skrzypiec i okrzyków, które nie chcą być tłem - chcą być początkiem. Tak właśnie budzi się ziemia! Choć jesteśmy w sercu gotyckiego Torunia, tuż obok pomnika Kopernika i w cieniu średniowiecznych kamienic, to dziś miasto przejęła Koza. Duch dawnej kujawskiej wsi przeszedł przez brukowane ulice, a ja miałem zaszczyt i radość iść razem z nim. Zapraszam na reportaż z jednego z najbardziej magicznych obrzędów karnawałowych w Polsce. Dziś chodzimy z Kozą!
Zapusty - magia ukryta pod maską
„Chodzenie z kozą” nie jest zwykłym karnawałem ani lokalnym festynem. To echo pradawnych rytuałów, zakorzenionych jeszcze przed nadejściem chrześcijaństwa, głęboko związanych z magią płodności, śmierci i odrodzenia. Zapusty - czas od tłustego czwartku do wtorku przed Środą Popielcową - to chwile, gdy świat staje na głowie, a to co stare, musi ustąpić miejsca nowemu. Dawniej wiejskie drogi Kujaw należały do korowodów maszkar. Dziś ten duch odradza się w samym sercu nowoczesnego miasta.
W 2020 roku „chodzenie z kozą” na Kujawach zostało wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego - i to nie przypadek. To żywa tradycja, która potrafi poruszyć serce i roztańczyć nogi, a jej wpis na listę to dowód na to, jak wielką wagę przywiązujemy do zachowania naszej tożsamości.
Na czele idzie ona - Koza. Jej rytualna „śmierć” i gwałtowne „zmartwychwstanie” to symboliczny koniec zimy i początek nowego cyklu życia. Ale Koza nie jest sama. Towarzyszy jej cała plejada postaci, z których każda niesie ze sobą ładunek dawnych wierzeń:
- Niedźwiedź - uosobienie siły uśpionej w ziemi, która musi się obudzić. Tarzając się po polach (a dziś po toruńskim bruku), symbolicznie przekazuje naturze swoją moc i witalność.
- Bocian - zwiastun wiosny i nowego życia. Zgodnie z tradycją, dziobnięcie przez bociana to dla niezamężnych dziewczyn wróżba rychłego zamążpójścia i macierzyństwa.
- Postacie dwoiste - jak „dziad na babie” czy „żywym na umarłym”. Obrazują one triumf życia nad śmiercią i odwieczny cykl zmian pór roku.
Przystanek pierwszy: Torunianka Cafe i duch bohemy
Wyruszyliśmy spod pomnika Flisaka - symbolicznego opiekuna toruńskich legend. Zgodnie z tradycją, korowód musi odwiedzać domostwa, by zapewnić ich mieszkańcom pomyślność. W miejskiej scenerii tę rolę przejmują miejsca z duszą. Jednym z nich jest Torunianka Cafe.
To miejsce to prawdziwy wehikuł czasu. Przenosi nas w epokę dwudziestolecia międzywojennego, gdy po kawiarnianych stolikach przesuwały się kartki z poezją, a dyskusje toruńskiej bohemy toczyły się do świtu. Torunianka od lat wspiera inicjatywy regionalne i w tym roku ponownie była gospodarzem zapustnego podkoziołka. Widziałem, jak barwne maszkarony mieszały się z zapachem świeżo mielonej kawy i gwarem rozmów. Autentyczna kultura nie potrzebuje muzealnych gablot - potrzebuje ludzi i miejsc, które chcą się otworzyć na żywioł tradycji i radosny chaos.
Rzemiosło i korzenie: INTEK-ART i Park Etnograficzny
Z kawiarni ruszyliśmy dalej, w stronę świata światła i szkła. Pracownia Witraży INTEK-ART, działająca od 1992 roku, to miejsce, gdzie toruńskie rzemiosło spotyka się z pasją. Nawiązując do tradycji dawnych mistrzów, pracownia ta przybliża sztukę witrażu współczesnym odbiorcom. W gotyckim Toruniu, gdzie światło przenikające przez kolorowe szkło ma szczególne znaczenie, wizyta korowodu była czymś magicznym. Rzemiosło i folklor to dwa światy, które idealnie się tu dopełniły.
Naszą ostatnią stacją był Park Etnograficzny przy Muzeum Etnograficznym im. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej. To naturalny dom dla Kozy. Drewniane chaty kryte strzechą, zapach siana i stukot butów o ziemię sprawiły, że poczułem się jak w środku żywej opowieści sprzed stu lat. To właśnie tutaj „chodzony z kozą” wybrzmiał najmocniej - nie jako inscenizacja, ale jako autentyczny rytuał, który pamięta więcej niż współczesny człowiek.
Ostatki na ludowo - Finał z przytupem
Dzień zakończyliśmy tanecznie podczas „Ostatków na ludowo”. W sali widowiskowej muzeum zagrały kapele: agregandado, Skrzypkowie Dzielni oraz Kujawy Bachorne Nowe z Osięcin. Kujawiaki, mazurki, oberki i wiwaty - muzyka niosła się echem jak dawniej po wiejskich karczmach. Tańczyli wszyscy, od najmłodszych po starszych, zacierając granice wieku i czasu.
Dla mnie ten dzień był ostatecznym dowodem, że tradycja nie rdzewieje, jeśli damy jej przestrzeń. Kujawska koza to nie relikt przeszłości - to czysta energia. Żywa, radosna i nieokiełznana. Taka, która nie tylko łączy pokolenia, ale na chwilę pozwala nam wszystkim stać się częścią czegoś większego.
Chcesz zobaczyć więcej kadrów z tej wyprawy?
Zajrzyj na mój Instagram i koniecznie zobacz pełny reportaż na moim kanale YouTube. Tam poczujesz ten rytm i usłyszysz każdą nutę!
Podoba Ci się to co robię? Wesprzyj moje kolejne wyprawy z aparatem: buycoffee.to/okiemobiektywu
Planujesz wydarzenie lub szukasz fotosisty na plan? Sprawdź moją ofertę współpracy.











