Po wizycie w chacie w Chrystkowie wiedziałem, że do historii ludzi związanych z doliną Wisły będę wracał. Tam słuchałem o menonitach, rodzinnej pamięci i drogach prowadzących aż za Atlantyk. Tym razem ten trop zaprowadził mnie na Żuławy, do wsi Marynowy. Do domu, w którym historia zachowała się w drewnie, ale również w zdjęciach, wspomnieniach i codziennej trosce o każdy kolejny remont.
Marynowy w kilku zdaniach
Miejsce: Żuławy Wiślane, województwo pomorskie, gmina Nowy Dwór Gdański.
Zabytek: dom podcieniowy przy ul. Podcieniowej 19.
Rok budowy: 1803.
Budowniczy: Peter Loewen.
Inwestor: Johann Jacob Ziemer.
Dzisiaj: dom mieszkalny, udostępniany do zwiedzania i pobytów gościnnych.
Zajrzyjmy do środka
Dom podcieniowy w Marynowach. Zatrzymaj się przed wejściem
Podcień od razu przyciąga wzrok. Wysunięta część piętra, podparta drewnianymi kolumnami, nadaje budynkowi rozmach. Na zdjęciach łatwo skupić się właśnie na tej efektownej bryle. Z bliska uwagę przejmują szczegóły: zdobione głowice, układ belek, stolarka okienna i napis zachowany w drewnie. Widać, że ktoś chciał zbudować dom trwały, wygodny, ale też piękny.
Budynek powstał w 1803 roku, a jego budowniczym był Peter Loewen. Wzniesiono go dla Johanna Jacoba Ziemera. Charakterystyczną wystawkę wspiera łącznie dziesięć słupów: sześć od frontu i cztery po bokach. Ciemny szkielet drewniany z jasnym ceglanym wypełnieniem tworzy rysunek, który tak mocno kojarzy się z dawnymi Żuławami.
To okazała siedziba zamożnych gospodarzy. Podczas zwiedzania gospodyni zwracała uwagę właśnie na to, kim byli jej dawni mieszkańcy: rolnikami prowadzącymi duże gospodarstwa. Rozmiary domu, staranność wykonania i przestrzeń przeznaczona do przyjmowania gości pomagają wyobrazić sobie ich możliwości finansowe i ambicje.
Czy to chata menonicka? Historia jest bardziej złożona
Przy takich budynkach łatwo odruchowo powiedzieć: chata menonicka. Podobne skojarzenie towarzyszyło mi przy poznawaniu Chrystkowa. Tam jednak mocno wybrzmiała przestroga przed sprowadzaniem całej historii olęderskiej do jednego wyznania. W Marynowach ta uwaga znowu okazuje się przydatna.
Trzy pojęcia, które warto rozróżniać
Menonici to wspólnota religijna wywodząca się z anabaptyzmu, związana z naukami Menno Simonsa.
Osadnictwo olęderskie odnosi się do tradycji osadniczej i zasad organizacji gospodarowania, z czasem obejmujących ludzi różnego pochodzenia i wyznania.
Dom podcieniowy jest natomiast formą architektoniczną. Sam wygląd domu nie rozstrzyga o religii jego mieszkańców.
Menonici przybywali nad dolną Wisłę od XVI wieku, szukając między innymi możliwości życia zgodnego ze swoją wiarą. Praktykowali świadomy chrzest, a ważną częścią ich przekonań było odrzucenie przemocy. Ich doświadczenie w gospodarowaniu na terenach podmokłych miało duże znaczenie dla rozwoju osadnictwa w tym regionie. Żuławski krajobraz kształtowało jednak wiele społeczności i pokoleń; nie powstał wysiłkiem jednej grupy.
Dom w Marynowach przechodził przez ręce kolejnych rodzin. W opisie gospodarzy pojawiają się nazwiska Ziemer, Pohlmann, Kling, Claassen i Brucks. Dwie ostatnie rodziny były menonickie. Podczas oprowadzania usłyszałem również, że wcześniejsi właściciele byli ewangelikami. To ważne rozróżnienie: menonicki wątek jest tutaj rzeczywisty, ale stanowi część dłuższej historii tego samego budynku.
Lubię takie momenty podczas podróży. Przyjeżdżam z jakimś wyobrażeniem, a rozmowa na miejscu je poszerza. Zamiast jednej etykiety pojawiają się konkretni ludzie, zmiany właścicieli i pytania, na które odpowiedzi trzeba szukać w dokumentach.
Kuchnia wewnątrz komina. Jak wielki musiał być ten dom?
Jedna z najbardziej zaskakujących opowieści dotyczyła kominów. Zwykle myślimy o kominie jako o wąskim przewodzie ukrytym w ścianie. Tutaj trzeba wyobrazić sobie konstrukcję tak rozległą u podstawy, że można było wejść do jej wnętrza i przygotowywać tam posiłki.
To właśnie czarna kuchnia: miejsce gotowania przy palenisku, wewnątrz obszernego trzonu kominowego. Nazwa wiąże się z dymem i sadzą towarzyszącymi takiemu gotowaniu. Gospodyni opisywała ogień, naczynia i pracę, która odbywała się w tej przestrzeni. Z jej relacji wynikało, że dziś w obrębie dawnej podstawy jednego z kominów mieszczą się pomieszczenia o zupełnie innych funkcjach: kotłownia oraz łazienka.
Dopiero takie porównanie pozwala poczuć skalę budynku. Patrzę na ścianę i próbuję wyobrazić sobie dawne wnętrze, zanim podzielono je zgodnie z potrzebami kolejnych mieszkańców. W domu zachowała się także opowieść o wykorzystywaniu dymu do wędzenia mięsa. Codzienne czynności, ogrzewanie i przechowywanie żywności były tu ze sobą ściśle powiązane.
Obok kuchni czarnej funkcjonowała przestrzeń określana jako biała, czyli czysta kuchnia, związana ze spożywaniem posiłków. Zwiedzając, można więc odczytywać dom poprzez następujące po sobie czynności: przygotować jedzenie, ogrzać pomieszczenia, usiąść do stołu, zabezpieczyć zapasy. Układ budynku zaczyna wtedy nabierać sensu.
Schody, stare belki i ślady pracy ludzkich rąk
Na moich zdjęciach z wnętrza szczególnie wyraźnie zapisały się schody. Drewniane ściany, ozdobna balustrada, światło i drobne przedmioty tworzą przestrzeń, w której co chwilę znajduję kolejny kadr. Jest też zachowany fragment dekoracji ściennej. Jego przetarcia i ubytki pozwalają zobaczyć, jak wiele warstw czasu mieści się w jednym pomieszczeniu.
Gospodyni opowiadała o dawnych stopniach, wytartych przez długie użytkowanie. Ich stan wymusił prace, przy których znaczenie miały decyzje konserwatorskie. Ten szczegół przypomina, że mieszkanie w zabytku oznacza ciągłe szukanie sposobu na zachowanie starej substancji i zapewnienie domownikom zwykłego bezpieczeństwa.
Dużo uwagi poświęciła również drewnu. Pokazywała zachowane belki i ślady żywicy, mówiła o przygotowaniu materiału oraz o trwałości dawnych połączeń. W jej opowieści budynek stawał się zapisem wiedzy ludzi, którzy go wznosili. Znali swój materiał i musieli rozumieć warunki, w jakich będzie pracował.
Zapamiętałem też historię starych, kutych gwoździ. Przy wymianie zniszczonych desek próbowano zachować je jako pamiątki dawnego rzemiosła. Według gospodyni ich wyciąganie okazało się tak trudne, że część trzeba było odcinać. Niewielki przedmiot nagle mówi więcej o solidności wykonania niż ogólne zapewnienia o trwałości domu.
Co znajdowało się nad kolumnami?
Patrząc na fasadę, najłatwiej zachwycić się kolumnami. Warto jednak zapytać o przestrzeń, którą podtrzymują. Wysunięta część domu miała także praktyczne zastosowanie. W tradycji żuławskich domów podcieniowych wykorzystywano ją między innymi do magazynowania zboża.
Gospodyni mocno wiązała ten temat z zagrożeniem powodziowym. Opowiadała o zapasie umieszczonym wysoko, który mógł pomóc przetrwać trudny czas i zachować ziarno potrzebne do dalszego gospodarowania. Na Żuławach przechowywanie żywności było częścią szerszego myślenia o bezpieczeństwie całego gospodarstwa.
Z czasem pomieszczenia zmieniały funkcje. Podczas zwiedzania pojawiły się wątki letniego przyjmowania gości oraz nocowania pracowników sezonowych. Gospodyni wyjaśniała też, że ta część domu pozostaje chłodna i nieogrzewana. Dzisiejsze wykorzystanie zabytkowej przestrzeni zależy zatem również od pory roku.
Żuławy: ziemia, którą trzeba rozumieć
W relacji gospodyni mocno wybrzmiała trudność uprawy miejscowych mad. Gdy brakuje wody, ziemia potrafi być bardzo twarda; przy jej nadmiarze praca staje się równie uciążliwa. Opowieść o dostatku dawnych gospodarzy warto więc czytać razem z historią ich wiedzy, wysiłku i zależności od wody.
Na piętrze pojawia się także świat przedmiotów codziennego użytku. Stare żelazka, tara, sierpy, okucia i zamki stają się pretekstem do rozmowy o dawnych zajęciach. Gospodyni podkreślała rolę kowala, spod którego ręki wychodziły potrzebne w domu i gospodarstwie elementy. W takim otoczeniu nawet zwykły zawias zasługuje na chwilę uwagi.
Nazwiska, fotografie i człowiek, który opisał swoją wieś
W pewnym momencie rozmowa schodzi z architektury na ludzi. Pojawiają się dawne zdjęcia i kolejne nazwiska. Dowiaduję się o Helmucie Enssie, związanym rodzinnie z dawnymi mieszkańcami Marynowów. Gospodyni wspomina jego przyjazdy, kontakt z rodziną i poszukiwania prowadzone w archiwach.
Enss zebrał dzieje miejscowości w niemieckojęzycznej książce „Marienau. Ein Werderdorf zwischen Weichsel und Nogat”. Marienau to dawna nazwa Marynowów. Podczas oprowadzania usłyszałem, że opisy poszczególnych gospodarstw pozwalają odtworzyć losy ich właścicieli, wielkość majątków i sposób gospodarowania. Jeden dom można dzięki temu zobaczyć na tle całej wsi.
To bliski mi sposób opowiadania o przeszłości. Fotografia budynku zatrzymuje jego wygląd, ale dopiero nazwisko i rodzinna historia sprawiają, że wyobrażamy sobie kogoś stojącego dawniej przy tym samym oknie. W Chrystkowie podobny wymiar miało spotkanie z potomkami ludzi, którzy wyjechali znad Wisły. Tutaj ślady dawnych mieszkańców wracały w książce i wspomnieniach o jej autorze.
Po wojnie dom stał się początkiem kolejnej rodzinnej historii
W opowieści gospodyni ważne miejsce zajmują także jej teściowie i ich bliscy. Powojenne zasiedlenie domu łączy się tu z doświadczeniem przesiedleń i opuszczenia wcześniejszego miejsca życia. Na rodzinnych fotografiach pojawiają się ludzie, dla których Żuławy stały się nowym domem.
Nie wszystkie szczegóły takich opowieści da się zamknąć w kilku zdaniach. Wybrzmiewają wojna, rozdzielone rodziny, zesłanie i losy krewnych za granicą. Słuchając, mam świadomość, że za każdą fotografią jest osobna historia wymagająca uwagi. Budynek z 1803 roku pomieścił więc również pamięć ludzi, którzy przybyli tu w zupełnie innych okolicznościach niż jego pierwsi mieszkańcy.
Dzisiejszy wygląd wnętrz jest związany z troską Jadwigi Grądkowskiej-Sawickiej i jej córki Zofii Krupińskiej. Remontowanie takiego domu oznacza pracę przy elementach, które mają własną historię i wymagają odpowiedniego traktowania. Podczas wizyty widać zarówno zachowane detale, jak i ślady koniecznych napraw. Dom pozostaje przy tym miejscem życia, ze współczesnymi potrzebami i podziałem przestrzeni między mieszkańców.
Jak zwiedzić dom podcieniowy w Marynowach?
Najwięcej daje tu spokojne zwiedzanie połączone z rozmową. Warto zostawić czas na pytania i przyglądanie się detalom. Dla mnie właśnie opowieść gospodyni połączyła wszystkie te elementy: duży komin, drewniane schody, przedmioty na piętrze i zdjęcia dawnych mieszkańców.
Informacje do zaplanowania wizyty
Adres zabytku: ul. Podcieniowa 19, Marynowy. Na wizytówce gospodarzy część gościnna wskazana jest jako Podcieniowa 19b.
Zwiedzanie: 602 668 064
Rezerwacje pobytu: 509 756 893
E-mail: biuro@marynowy.pl
Przed przyjazdem najlepiej uzgodnić termin oraz zapytać o aktualne zasady i koszt oprowadzania. To zamieszkany dom. Możliwość pobytu, poczęstunku czy przyjęcia większej grupy również warto ustalić bezpośrednio z gospodarzami. Powyższe dane kontaktowe pochodzą z wizytówki udostępnionej na miejscu.
Sprawdź położenie domu na mapie
Zobacz ofertę pobytu gospodarzy
Zapamiętałem, jak gospodyni mówiła o pobycie w domu podcieniowym
. W tym określeniu mieści się możliwość pozostania tu dłużej: sięgnięcia po książkę o regionie, powrotu do obejrzanych pomieszczeń i zauważenia czegoś, co umknęło podczas pierwszego przejścia. Sam zwiedzałem dom, ale rozumiem, dlaczego ktoś chciałby spędzić w nim więcej czasu.
Z Chrystkowa do Marynowów. Kolejny przystanek nad Wisłą
Wracam myślami do zdjęć. Na jednym jest cały podcień, na drugim fragment rzeźbionej belki. Dalej schody, dekoracja ścienna i światło w oknie. Każdy z tych kadrów przypomina inną część rozmowy. Właśnie dlatego lubię fotografować takie miejsca: po powrocie obraz pomaga wrócić do usłyszanej historii.
Chrystkowo i Marynowy łączy dla mnie ciekawość ludzi, którzy przez pokolenia układali sobie życie w pobliżu Wisły. Ich domy różnią się, podobnie jak losy właścicieli. Warto poznawać je osobno, uważnie, bez zakładania z góry, że wszystkie opowiadają tę samą historię.
Wcześniejszy przystanek: Chrystkowo
Jeśli chcesz poznać początek tej opowieści, zajrzyj do wpisu „Chata w Chrystkowie. Historia, która prowadzi z Doliny Dolnej Wisły aż do Kansas”. Pisałem tam o spotkaniu, podczas którego dzieje osadników znad Wisły połączyły się z pamięcią ich potomków.
Wspieraj i podróżuj ze mną!
Każda podróż to setki kilometrów, godziny poszukiwań i ogromna pasja, którą chcę się z Wami dzielić. Jeśli moje wpisy i filmy pomagają Ci odkrywać ciekawe miejsca, możesz wesprzeć moje działania i postawić mi wirtualną kawkę. To daje motywację do tworzenia kolejnych reportaży!
A jeśli moje opowieści zainspirowały Cię do odkrywania Polski, ale potrzebujesz pomocy w ułożeniu planu wyjazdu - zapraszam Cię do skorzystania z moich konsultacji podróżniczych. Razem zaplanujemy wyjazd, który na długo zostanie w pamięci!























