Okiem obiektywu
BLOG

Blog dla ludzi aktywnych i ciekawych świata

Zobacz świat Okiem Obiektywu

Odkrywamy historię miejsc i ludzi. Znajdziesz tu bogactwo motywujących opowieści i użytecznych porad. Pozwól się zainspirować

Zobacz
Z DRONA

Z góry widać więcej.

Zobacz świat z wysokiego pułapu.

Zobacz dziesiątki inspirujących miejsc i historii. Pozwól się zainspirować

Zobacz
ZA KULISAMI

Backstage

Spójrz! Jestem tuż za sceną

Wszystko pilnie obserwuje Okiem Obiektywu i wszystkim tym dzielę się z Wami

Zobacz

Zobacz Mapę Okiem Obiektywu

Ostatnio na Blogu

Rezerwat z Poligonu. Jak dbam o odporność.

Wbrew powszechnie spotykanym opiniom, Poligon Toruński stanowi obszar o wysokiej wartości przyrodniczej. Co prawda na poligonie zasoby przyrody są niszczone głównie w tzw. rejonach upadku pocisków oraz w miejscach rozkładania sprzętu bojowego, natomiast pozostałe rozległe tereny, nad którymi przelatują pociski, cechują się wysoką wartością przyrodniczą zbliżoną do pierwotnej, naturalnej Puszczy Bydgoskiej. Paradoksalnie można stwierdzić, że militarny charakter poligonu jest formą swoistą ochrony przyrody. 
Rezerwat z Poligonu. Jak dbam o odporność.
Teren Poligonu Toruńskiego jest w zasadzie ograniczony dla ludności cywilnej, co sprawia, że jest on ważną ostoją zwierząt np. wilka, a w wyniku ograniczenia prowadzenia gospodarki leśnej na terenie poligonu, jest on przez wieki kształtowany przez naturalne procesy ekologiczne zupełnie odmiennie niż w większości lasów w Polsce.

Poligon Toruński to jedyny wielkopowierzchniowy obiekt tego typu, który jest położony na rozległym polu wydm śródlądowych. Sprawia to, iż rzeźba terenu jest tu na dużych obszarach urozmaicona, co jest ewenementem. Takie ukształtowanie powierzchni sprzyja różnorodności biologicznej, a także zwiększa atrakcyjność pod względem krajobrazowym.

Podtoruński poligon jest jednym z najstarszych poligonów w Polsce i Europie. Wykorzystywany był do celów militarnych już w XVIII wieku. Drzewostany, które wcześniej porastały wydmy śródlądowe etapami były wycinane, aby odsłonić teren do celów obserwacyjnych. Sprawiło to, że powstał rozległy, otwarty obszar wydm śródlądowych, który na tak dużej powierzchni nie występuje nigdzie indziej w Polsce. Mimo prowadzonych od lat przez Uniwersytet Mikołaja Koperniki w Toruniu badań środowiskowych na tym terenie, stan wiedzy o przyrodzie tego obszaru pozostaje wciąż niepełny.
 

Góra Rezerwat

 
W południowej części poligonu, niedaleko opuszczonej wsi Popioły - Aschenort w której za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów mieścił się m.in. niewielki folwark szlachecki, znajduje się Góra Rezerwat.

Pomimo jednoznacznej nazwy wzgórza wskazującej, iż znajdować miałby się tu rezerwat, rezerwatu nie odnajdziemy. Jednakże jakieś 700 metrów na wschód od wzniesienia, odnaleźć można teren który "nie pasuje do reszty". Dookoła tylko sosny i sosny aż tu porządek ten zakłócają brzozy, dęby czy daglezje. Świerku można tu szukać jak przysłowiowej igły w stogu siana. Zakątek zupełnie odmienny od pozostałych terenów Puszczy Bydgoskiej.


Rezerwat, który de facto nim nie jest, to obszar lasu, na którym posadzono eksperymentalnie inne gatunki drzew niż wszechobecna sosna. Odbyło się to jeszcze w czasach zaboru Pruskiego a potem II RP prace te były kontynuowane. W II RP, kiedy poligon toruński był mniejszy niż obecnie, w pobliżu znajdowało się Nadleśnictwo Toruń / Popioły oraz inne nieistniejące już gospodarstwa. To tu, celowo, posadzono te niespotykane nigdzie indziej w okolicy gatunki drzew takich jak: daglezja, dąb, jesion, klon i inne.

W trakcie zimowej wycieczki (podczas tzw. bytowania), które jest dla mnie najciekawszą formą zwiększania odporności, traktując ją jako uzupełnianie suplementacji naturalnymi produktami Grinday, zmierzyłem obwody kilku drzewom. Jeden z największych wyników wynosił 513 cm co daje nam w przybliżeniu 205 lat, czyli drzewo zasadzono w 1815 roku. Jednakże wiek drzewa może być inny. Należałoby dokonać kilkunastu pomiarów tylko jednego gatunku i na podstawie tych wyników ale również analizy warunków przyrodniczych (jakość gleby, dostępność wody, otoczenie itd.) by poznać dokładny wiek. Myślę, że moglibyśmy odjąć jeszcze od tego wyniku jeszcze 30 lat. Czyli miejsce to powstało ok. 1785 roku. 
Grinday - suplementy diety typu clean label - czysty skład
Grinday - suplementy diety typu clean label - czysty skład
 

Jak dbać o odporność

 
Morsowanie, wystawianie się na długotrwałą ekspozycję na zimno czy zimowe bytowanie na łonie przyrody. Ja od zawsze wybierałem tą ostatnią formę zwiększania odporności organizmu. Takie działania zawsze wspieram w zasadzie przez cały rok, bezpiecznymi i jakościowo dobrymi suplementami uzupełniającymi moją dietę. Ja wybieram suplementy Grinday z uwagi, iż w ich składzie znajdują się wyłącznie ekstrakty standaryzowane, witaminy, składniki mineralne oraz antyzbrylacze z otrębów ryżowych. 


Dodatkowo jest to wszystkie produkty Grinday produkowane są w Polsce z zachowanie najwyższych standardów jakości. Suplementy te można kupić w Aptece lub na stronie internetowej polskiego producenta: https://www.grinday.com/pl/content/28-gdzie-kupic-produkty-grinday  

Zobacz inne miejsca które warto odwiedzić - MAPA

Saksoński Most

Jestem pewien, że każdy z Was kojarzy serial: Czterej pancerni i pies. To jeden z najbardziej legendarnych polskich seriali telewizyjnych, uważany za polski serial wszechczasów. Na sukces serialu złożyło się kilka elementów. Jednym z najważniejszych było swobodne, przepełnione humorem i pozbawione martyrologii potraktowanie wojny. Silną stroną serialu była również znakomita gra aktorów – nie tylko pierwszoplanowych, ale również grających w rolach epizodycznych. 


W województwie Kujawsko-Pomorskim ekipa filmowa serialu Czterej Pancerni i Pies pojawiła się w kilku lokalizacjach między innymi w Świeciu, Starogrodzie koło Chełmna, Bydgoszczy i w Toruniu. Czy do tej listy należało by dodać jeszcze opuszczoną wieś Sakosoński Most? Są pewne poszlaki, które na to by wskazywały. Spróbuję im się przyjrzeć.
 

Sachsenbrück - Saksoński Most

 
Saksoński Most to miejscowość należąca dawniej do Rzeszy Niemieckiej. Wcześniej nosiła nazwę Sachsenbrück która w wolnym tłumaczeniu oznacza Saksoński Most. Następnie wieś tą przemianowano na Pieczenia. Dziś po wsi nie ma już prawie śladu.

Saksoński Most bez trudu odnaleźć można na starych mapach. Na mapach zaznaczonych jest kilka domostw po których dziś pozostały dziury w ziemi i resztki obmurować. Analizując poniższe zdjęcie wywnioskować można, że miejsce to kiedyś tętniło życiem - dziś niestety już całkowicie zarośnięte.

Sachsenbrück - Saksoński Most - Pieczenia

Kierując się z Torunia, do tego miejsca, trafić można podróżując tzw. Traktem Warszawskim który dziś prowadzi przez Poligon Toruński. Po drodze warto odwiedzić miejsce gdzie kiedyś stała Kapliczka z Otłoczyna

Do Saksońskiego Mostu jednak łatwiej jest się dostać Drogą Wojewódzką 250, łącząca drogę krajową nr 15 w Suchatówce ze Służewem która dale przechodzi w drogę wojewódzką 266 do Aleksandrowa Kujawskiego.
 

Czy w Saksońskim Moście kręcono Czterech Pancernych

 
Wszystkie poszlaki prowadzą właśnie do tego miejsca które rzekomo miało zagrać w serialu Czterej Pancerni i Pies. Dodatkowo, potwierdzeniem tej śmiałej teorii jest fakt, iż w starych wersjach nawigacji Auto Mapa, miejsce to oznaczone jest tzw. punktem POI jako miejsce filmowe. 

W miejscu w którym dziś znaleźć można kładkę na rzeką Tążyną, miała być kręcona jedna scena z 8. odcinka serialu pt. Brzeg Morza. I faktycznie, w 8. odcinku Czterech Pancernych i Psa odnaleźć można jedną krótką scenę w której Rudy 102 staje nad zniszczoną przeprawą. W scenie widać połamane deski, las i wodę. Teren rzeczywiście żywo podobny do tego w Saksońskim Moście, ale to mogło być każde inne miejsce. Prawda czy mit? Nie wiem, ale historia ta dodaje temu miejscu jeszcze większej magii. 

Prawdą jest jednak fakt, iż kilka chwil po wspomnianym ujęciu, w filmie widzimy jak Rudy 102 (fikcyjny czołg T-34), forsuje rzekę która jest z pewnością jest Złota Struga (dopływ Czernej) na terenie nieistniejącej już, niemieckiej wioski Jeschkendorf (dziś poligonu Żagań - Żary). Niedawno wybudowano tam bród i teraz każdy może osobiście zrekonstruować tę scenę własnym samochodem.

Plan zdjęciowy Czterej Pancerni i Pies

Czy ekipa filmowa przenosiłaby się z Żagania nad Tążynę do Saksońskiego Mostu aby sfilmować stary most? Czy może scenę tą nagrano w innym czasie? Tego dziś nie rozstrzygnę.

Mimo wszystko romantyczna wizją, iż w tym miejscu pojawiła się ekipa filmowa tego kultowego serialu, dodaje temu miejscu dodatkowych pretekstów by je odwiedzić. Pretekstów jest jednak znacznie więcej.
 

Tama na Tążynie

 
Miejsce to warto odwiedzić także z innych powodów. Tuż obok starej przeprawy na rzeką Tążyna odnaleźć można betonowe pozostałości tamy. Najprawdopodobniej, choć teorii jest jeszcze kilka, jest to pozostałość pochodzenia niemieckiego. Podczas II Wojny Światowej Niemcy planowali zalać dolinę Tążyny. Jednak tempo radzieckiej ofensywy spowodowało ze Niemcy nie zdążyli napełnić przygotowywanego zbiornika wodą a sama rzeka, po latach wydrążyła swój nurt obok tamy. Dziś obok starego przejścia nad Tążyną odnaleźć można betonowe konstrukcje które uwiarygodniają tą tezę.

W tym miejscu, jednemu z detektorystów o którym pisze Jerzy Głuchowski na swoim blogu, w 2015 r. w czasie suszy, na dnie wyschniętej Tążyny odnaleziono tory kolejki wąskotorowej wraz z podkładami i tłuczniem. Biegną one ponad metr pod warstwą koryta rzeki. Czy tory te służyły do transportu materiałów budowlanych do budowanej tamy? Może są to jednak pozostałości po innej linii kolejki wąskotorowej które były na terenach Poligonu Toruńskiego? Póki co zagadki tej nie rozwiąże. 

Poniżej publikuję kilka zdjęć detektorysty prosto z bloga http://jerzy-foto.blogspot.com/ na których widać tory kolejki wąskotorowej.

Kolej Wąskotorowa pod korytem Tążyny
Saksoński Most - Kolej Wąskotorowa
Kolej Wąskotorowa pod korytem Tążyny
 

Wspomnienia wojenne z Sachsenbrück

 
Ciekawych wątków tego miejsca jest jeszcze wiele i z pewnością będą się jeszcze tutaj pojawiać. Dzięki Fundacji Moje Wojenne Dzieciństwo dotrzeć można do wspomnień Władysława Sołtysiaka pt. Warthegau czyli Wielkopolska w których opisuje wojenną historię tego miejsca które obfitują w jeszcze inne tematy historii tego miejsca. Sami sprawdźcie poniżej.

„Einsatz”

Przyszedł sierpień 1944 roku. Front wschodni był już nad Wisłą. Niemcy w ostatniej chwili, w pośpiechu, ale jeszcze nie w panice, postanowili budować umocnienia frontowe na zachód od linii Wisły.

Pamiętnego dla mnie dnia 6 sierpnia 1944 roku deportowali nas z bratem i innymi pracownikami warsztatu, wraz z tysiącami ludzi z naszej części Wielkopolski i Łodzi w okolice Torunia, Aleksandrowa Kujawskiego, Dobrego, Radziejowa, na tak zwany „Einsatz”. Tak nazywaliśmy tę niemiecką akcję kopania okopów.

Kilka dni później wywieziono również naszego ojca, ale w okolice Izbicy Kujawskiej. Mama została sama i w bezdennej rozpaczy.

Zakwaterowali nas w stodołach, młynach itp. niemieszkalnych pomieszczeniach. Z bratem rozdzielono nas. Zostałem sam, ale pocieszałem się, iż pozostał ze mną inny pracownik naszego warsztatu z Witkowa – pan Tadeusz Ł. Mieszkaliśmy w stodole. Póki był sierpień i wrzesień (wtedy wyjątkowo ciepłe), spanie w dziurze wygrzebanej w słomie nie było najbardziej uciążliwe. W październiku już zaczęło być wręcz strasznie, kiedy po ciężkiej pracy wracało się wieczorem na kwaterę do stodoły, często w ubraniu przemoczonym na deszczu. Zakopywanie się w słomę nie dawało niezbędnego do odpoczynku ciepła.

Wstawaliśmy o bardzo chłodnym świcie, wciąż w wilgotnej odzieży. Szliśmy na poły głodni wlokąc się kilka kilometrów na wyznaczony odcinek robót. Marsz do pracy długimi kolumnami ludzi pogrążonych w rozpaczy pogłębiał beznadzieję. A jednak w kobiecych kolumnach Łodzianek słychać było czasem śpiew. Tęskny, cichy śpiew łódzkich robotnic. Śpiew milknął, gdy w pobliżu pojawiał sie nadzorca Schultz. Pamiętam to nazwisko.

O trwającym właśnie Powstaniu Warszawskim nie wiedzieliśmy nic, gdyż byliśmy izolowani od miejscowej, nielicznej zresztą, ludności polskiej. A i ta, nie wiem, czy miała takie informacje. Gestapo dbało o to, aby tego rodzaju wieści nie przenikały z GG do polskiej ludności w Warthegau. Być może dorośli zdawali sobie bardziej sprawę z sytuacji, ale nie jestem też pewien, czy wiedzieli dużo o stojącym nad Wisłą froncie wschodnim. Przez mgłę pamiętam, że o tym rozmawiali. Rozmowy o tych sprawach były niebezpieczne, o czym zawsze należało pamiętać i z czego zawsze należało w czasie okupacji zdawać sobie sprawę, nie mając absolutnej pewności, czy rozmówca jest godny zaufania. Byliśmy zbiorowiskiem ludzi przypadkowych, spędzonych przymusowo. Może dorośli analizowali strzępy wiadomości oficjalnych, niemieckich, gdzieś wyczytanych z Ostdeutscher Beobachter?

Nasza praca polegała na kopaniu rowów strzeleckich, rowów przeciwczołgowych, budowie bunkrów, umacnianiu ich faszyną wiązaną drutem. Pół biedy, kiedy ziemia była piaszczysta i lżejsza. Wykonanie tych prac w podmokłym podłożu (nad rzeczkami, których nazw nie znam) było już zadaniem ciężkim. Ja miałem wtedy tylko piętnaście i pół roku.

Pilnował nas personel niemiecki (najbardziej zapamiętałem wspomnianego wyżej Schultza) i biada nam, jeśli praca nasza nie zadowalała nadzoru. Rozpaczliwość położenia pogłębiał fakt, że widzieliśmy wciąż doskonale zorganizowaną machinę: na czas dostarczane drewno budulcowe, drut i faszynę. To jeszcze nie był w gruzy rozsypujący się organizm, o co dbało wszechwładne gestapo. To nie dawało nadziei na rychły koniec.

W drugiej połowie października przydzielono nam na zakwaterowanie opuszczone domostwa w sąsiedniej wsi, bez szyb w oknach, bez drzwi i pieców. To było chyba na byłym poligonie między Toruniem a Aleksandrowem Kujawskim albo na terenach wyludnionych dla celów wojskowych. We własnym zakresie musieliśmy deskami zabić na głucho okna (bez szyb), wykonać jakieś drzwi, w miarę szczelne, aby było cieplej. Robiliśmy wszystko to po normalnych godzinach pracy. Wybudowaliśmy z gliny i cegieł piec do ogrzewania. Zbudowaliśmy również prycze piętrowe. Spaliśmy na nich pokotem w słomie. Nie wszyscy na noc z powodu zimna zdejmowali wierzchnie odzienie, toteż szybko zawszeni byliśmy dokumentnie. Walczyliśmy z wszami gotując wszystko, co było możliwe i niemożliwe do gotowania, w jakimś zdobytym cudem kotle. O ile dobrze pamiętam –skutecznie, gdyż pozbyliśmy się ich. Robiliśmy to po kryjomu, gdyż nie wolno nam było zostawać na kwaterach w godzinach pracy. Nie mieliśmy też niedziel. Na tej kwaterze zostawaliśmy jednak w tym celu  o kolei, nielegalnie. Głowa każdego z nas była w tym, aby nie dać się złapać lotnym kontrolom niemieckiego nadzoru. Ja to przeżyłem kiedyś w ten sposób, że po zauważeniu w porę kręcących się w pobliżu Niemców, skutecznie schowałem się pod pryczę. Paliliśmy odpadkami drewna z budowanych umocnień. Palenie drewnem nie z odpadków było sabotażem.

Dopiero dziś zdaję sobie w pełni sprawę, że wtedy byłem dzieckiem. A przecież musiałem stawić czoło problemom tak, jak dorosły. Płakałem rzadko i to był chyba mój ratunek. Płakałem rzadko chyba dlatego, że nieszczęście było powszechne, że cierpieli wszyscy Polacy, że w nieszczęściu nie ma czasu na zastanawianie się nad sytuacją. A ta była straszna.

Kilka kilometrów od nas przy szosie ze Służewa do Torunia, pod lasem w wąwozie był obóz internowanych włoskich żołnierzy marszałka Badoglio. Tak mówiło się o nich między nami. Pracowali na innych odcinkach niż my, bez kontaktu z nami. Nie wiem, jaki był ich na koniec los. Nigdy po wojnie nie odwiedziłem tych okolic.

Pracowaliśmy do ostatnich dni. Kiedy wreszcie ruszyła ofensywa radziecka 17 stycznia 1945 roku, popędzono nas pospiesznie kolumnami na zachód. W kopnym śniegu, w mróz, bocznymi drogami, nie śpiąc, potwornie zmęczeni brnęliśmy Puszczą Bydgoską. Tam nas „zgubili” konwojujący Niemcy. Oni sami myśleli dopiero teraz o ucieczce.

Był chyba 22 stycznia 1945 roku. Ogarnęły nas nacierające wojska radzieckie, które początkowo nie wiedziały, z kim mają do czynienia. Byliśmy wolni. Skończyła się moja okupacyjna gehenna dziecka.

Zobacz inne miejsca które warto odwiedzić - MAPA

Pawie Oczka - czyli o Ceramice Bułgarskiej

Pamiętacie z dzieciństwa, takie brązowe wazonik na komodzie? Może pamiętacie miseczki czy talerzyki w tzw. pawie oczka? Być może stały obok ceramiki z Bolesławca czy Włocławka. To słynna bułgarska ceramika którą do dziś znaleźć można w wielu polskich domach. 
Pawie Oczka - Ceramika Bułgarska
Garncarstwo to jedno z najstarszych rzemiosł. Archeolodzy twierdzą, że koło garncarskie znane było m.in. Trakom zamieszkującym zimie obecnej Bułgarii już we wczesnej epoce żelaza. Kontakty kulturalne i handlowe z Grecją przyniosły wpływ sztuki hellenistycznej na rzemiosło garncarskie, które widoczne jest zarówno w kształtach naczyń, jak i w ich ornamentyce. Wraz z przybyciem na Bałkany Słowian oraz Protobułgarów sztuka garncarska ulegała dalszym przemianom.

Rzemiosło garncarskie podupadło po podboju Bałkanów przez Turków w wieku XIV. Świetność swą odzyskało dopiero w wiekach XVIII i XIX. Wówczas warsztaty garncarskie działały właściwie we wszystkich większych miejscowościach Bułgarii. Szczególnie zasłynęły Gabrowo, Businci, Razłog, Aitos, Cziprowci, Pirot, Trojan a także liczne warsztaty w okolicach Sofii.


W warsztatach tych wytwarzano różnego rodzaju dzbanki, brytfanny do zapiekania potraw, miseczki, talerze, a także naczynia rytualne. Ornamentyka tych przedmiotów różniła się w zależności od ich kształtu oraz przeznaczenia. Przeważnie zachowywano naturalną barwę gliny. 

Motywy dekoracyjne wynikały z tradycji ludowej, ściśle związanej z wierzeniami mieszkańców tych regionów. Zarówno wizerunki węży, rozet, koncentrycznych okręgów czy krzyży, jak również stosowane kolory miały znaczenie magiczne. Np. do odprawiania czarów stosowano wyłącznie miseczki w kolorze zielonym, a osoby cierpiące na opętanie przez samodiwy piły wodę tylko z małych zielonych czaszy. Do przedmiotów o specjalnym przeznaczeniu należały też m.in. naczynia weselne na wino - krondiri oraz garnuszki na jedzenie noszone w pole - rukatki.
Ceramika Bułgarska
Pawie Oczka - Ceramika Bułgarska
Za typowe bułgarskie naczynie najczęściej uznaje się smukły dzban o wydłużonej, delikatnej szyjce, pokryty polewą ceramiczną w kolorach żółtym i zielonym. Charakterystyczne są również okrągłe, spłaszczone z obu stron naczynia na rakiję, przeznaczone do zawieszania u pasa.

Najbardziej rozpowszechnioną techniką zdobniczą jest pokrywanie spodu lub całej powierzchni naczynia różnokolorowymi linearnymi wzorami. Technika zdobnicza z miejscowości Trojan polegała na pozostawianiu kropli białego i brązowego barwnika, aby swobodnie spływały w dół po powierzchni naczynia. Nadmiar barwnika ściekający wzdłuż ścianek dawał charakterystyczny wzorek pawich oczek.  Technika ta stosowana jest w warsztatach Bułgarii do dziś. Stąd wzięła się popularna nazwa tego typu naczyń: trojanska keramika - ceramika z Trojana
Ceramics Bulgaria
Tradycja ta żywa jest do dzisiaj. Szkoła trojańska jest zjawiskiem niepowtarzalnym w bułgarskiej sztuce ludowej. 


Dziś typową ceramikę bułgarską można spotkać przechadzając się uliczkami każdego turystycznego miejsca w Bułgarii. My spotykamy je np. w Słonecznym Brzegu.  Jeśli lubisz plażowanie - koniecznie odwiedź Słoneczny Brzeg.

Na stronie ITAKI znaleźć można mnóstwo atrakcyjnych cenowo ofert pobytu w Słonecznym Brzegu właśnie.

Zobacz inne miejsca które warto odwiedzić - MAPA

Muzeum Arkadego Fiedlera

W okresie pandemii nie łatwo jest znaleźć cel mikropodróży. Jeszcze trudniej jest podróżować w deszczowy, ponury i zimny dzień. Taka aura nie zachęca bowiem do dłuższego przebywanie na łonie natury czy chociażby wychylenia na chwilę nosa za drzwi własnego mieszkania. 
Muzeum Arkadego Fiedlera
W takich sytuacjach warto być dobrze przygotowanym na taką aurę ubierając się na tzw. cebulkę lecz warto być także przygotowanym do przyrządzenia sobie szybkiego, ciepłego i pożywnego posiłku.

W swoim plecaku czy w schowku w samochodzie, zawsze mam kilka zup błyskawicznych Rollton. Wybieram je właśnie z uwagi na naturalne składniki połączone tak, aby doskonale oddać smaki swojskiej polskiej kuchni ale co najważniejsze, wybieram je z uwagi na łatwość ich przygotowania w każdej sytuacji. 

Dodatkowym atutem jest fakt, iż zupy błyskawiczne Rollton są łatwo dostępne w popularnych dyskontach spożywczych np. Lidl. 
Zupy błyskawiczne Rollton
Zupy błyskawiczne Rollton
Podczas tej mikropodróży odwiedzamy Puszczykowo. To niewielkie miasteczko położone 12 kilometrów na południe od Poznania w samym sercu Wielkopolskiego Parku Narodowego. Znajduje się tam m.in. Muzeum – Pracownia Literacka Arkadego Fiedlera. Muzeum pisarza, polskiego podróżnika i reportażysty którego większość zna jako autora książki (lektury szkolnej) Dywizjon 303. 


Muzeum znajduje się w domu rodziny Fiedlerów przy ulicy Słowackiego 1 w Puszczykowie (woj. Wielkopolskie). Pracownia literacka Fidlera to w zasadzie małe, prywatne muzeum poświęcone życiu i twórczości podróżnika i pisarza dokumentujące m.in. 30 wypraw i podróży Fidlera oraz wydanych przez niego 32 książkach przetłumaczonych na 23 języki w przeszło 10 milionowym nakładzie. Naprawdę sporo! Prawda?
Ogród Kultury i Tolerancji w Puszczykowie
Ogród Kultury i Tolerancji w Puszczykowie
W pracowni literackiej i otaczającym go Ogrodzie Kultury i Tolerancji, zobaczyć można kolekcję oryginalnych eksponatów z różnych stron świata. Możemy tu podziwiać zbiory etnograficzne, przyrodnicze, entomologiczne, religijne, ludowe rzemiosło, stare zdjęcia a nawet trofea z ludzkich głów preparowanych przez Indian Hibarów.

Właściciele Pracowni - synowie Arkadego Fiedlera, którzy wciąż tam mieszkają, uzupełnili ogród otaczający muzeum np. żaglowcem Krzysztofa Kolumba Santa Maria (w skali 1:1), piramidą i brytyjskim samolotem myśliwskim Hawker Hurrican.
Hawker Hurrican w Puszczykowie
Znaleźć można tu także kopie słynnych pomników dawnych kultur, m.in. Brama Słońca z Boliwii, kalendarz Azteków w kształcie dysku czy 6,5-metrowy posąg z Wyspy Wielkanocnej

Miejsce to dobry wybór dla miłośników książek Arkadego Fiedlera a także w którym przenieść można się w  egzotyczne zakątki globu. 

Godziny otwarcia muzeum i cennik biletów znajdziecie TUTAJ.

Zobacz inne miejsca które warto odwiedzić - MAPA