Okiem Obiektywu
SUWALSZCZYZNA

Odkryj ze mną Suwalszczyznę

Kraina jezior i malowniczych wzgórz

Od najgłębszego jeziora Hańcza po widoki z Cisowej Góry. Odkryj ze mną ten niezwykły region!

Zobacz
KATALONIA

Odkryj ze mną Katalonię

Śladami Dalego i Gry o Tron

Od świata Salvadora Dalego po filmowe zaułki Girony. Odkryj ze mną ten niezwykły region!

Zobacz
ALBANIA

Kraina Orłów i Bunkrów

Przygoda tuż za rogiem

Wjedź kolejką na górę Dajti, odkryj historię zamku w Krui i poczuj tętniące życie Tirany.

Zobacz
KORFU

Niesamowita Wyspa

Nie tylko plaże i mity

Podążaj śladami Jamesa Bonda, odkryj polski akcent i znajdź najlepsze miejsca do podziwiania samolotów!

Zobacz
TOFIFEST 2025

Niepokorne kino w Toruniu

Gala, spotkania - ważne chwile

Relacje, zdjęcia i rozmowy z twórcami. Odkryj mój Tofifest!

Zobacz

Zobacz Mapę Okiem Obiektywu

Mapa podróży Okiem Obiektywu

Ostatnio na Blogu

9 sty 2026

Biskupia Kopa - najwyższy szczyt Opolszczyzny. Tajemnica zapomnianej skoczni.

Słyszeliście o Koronie Polski? To taki mniej oczywisty brat Korony Gór Polski - projekt, który polega na zdobyciu najwyższych wzniesień wszystkich szesnastu województw. I choć brzmi to jak lista "do odhaczenia", to w praktyce jest to genialny pretekst, żeby zajrzeć w miejsca, do których normalnie byśmy nie pojechali.

Wieża widokowa na szczycie Biskupiej Kopy, najwyższego punktu województwa opolskiego, widok na Góry Opawskie i Nizinę Śląską

Tym razem padło na Biskupią Kopę - 894 metrów nad poziomem morza, najwyższy szczyt województwa opolskiego i jednocześnie jedno z tych miejsc, które potrafią zaskoczyć nie wysokością, tylko historią. Bo te góry nie krzyczą atrakcjami. Trzeba je trochę "odsłuchać".

xxx

Góry Opawskie - najdalej na wschód wysunięte Sudety

Biskupia Kopa leży w Górach Opawskich, czyli w najbardziej na wschód wysuniętej części Sudetów. To Sudety Wschodnie - pogranicze, gdzie polski szlak bardzo naturalnie sąsiaduje z czeskim światem Jesioników. To pasmo niewielkie, lokalne, trochę na uboczu wielkiej turystycznej mapy Polski - i może właśnie dlatego ma w sobie tyle uroku. Szlaki są spokojniejsze, lasy gęste, a opowieści schowane między potokami, kamieniami i nazwami, które brzmią jak z innej epoki.

Widok z drona na wieżę widokową na Biskupiej Kopie otoczoną lasami Gór Opawskich

Trasa na Biskupią Kopę: Gwarkowa Perć, „Piekiełko” i spokój poza sezonem

Na szlak ruszyłem niebieskim w stronę Gwarkowej Perci. To odcinek, który wielu kojarzy z charakterystycznym urozmaiceniem - w terenie trafia się drabina. Nie jest to nic na miarę słowackich wąwozów (Janosikowe Diery czy Suchá Belá to zupełnie inna liga), ale fajnie robi klimat i przełamuje leśny marsz.

Skaliste Piekiełko w Górach Opawskich, miejsce dawnych sztolni i wydobycia łupku na trasie na Biskupią KopęAutor podczas wędrówki niebieskim szlakiem na Biskupią Kopę w Górach Opawskich

Sama trasa nie jest technicznie trudna, ale trzeba liczyć się z tym, że wędrówka zajmuje kilka godzin (w zależności od wariantu). U mnie dodatkowym "bohaterem" dnia był upał - i to taki, który skutecznie przypomina, że góry potrafią zmęczyć nawet wtedy, gdy nie są wysokie.

Po drodze zahaczyłem o okolice "Piekiełka" i wątek, który świetnie pasuje do Gór Opawskich: dawne sztolnie i pozyskiwanie łupku - materiału używanego między innymi do budowy dachów. To ten moment, kiedy idziesz przez las i nagle orientujesz się, że to nie jest tylko "ładny szlak", ale miejsce pracy, historii i dawnej gospodarki regionu.

Seiffentalschanze - zapomniana skocznia w lesie, która kiedyś przyciągała tłumy

W okolicach Doliny Bystrego Potoku trafia się coś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny fragment zbocza. A jednak to pozostałości dawnej skoczni narciarskiej w Pokrzywnej.

Skocznia nazywała się Seiffentalschanze i została zbudowana w tysiąc dziewięćset trzydziestym pierwszym roku na zboczu Szyndzielowej Kopy. Inwestycję zrealizowała prudnicka sekcja Morawsko-Śląskiego Sudeckiego Towarzystwa Górskiego (MSSGV), z inicjatywy Konrada Hannaka oraz lokalnego Klubu Narciarskiego i Tenisowego.

W dniu otwarcia miały odbyć się zawody, które - jak na lokalną skalę - były ogromnym wydarzeniem. Przyszły tysiące ludzi, a co najciekawsze: konkurs inauguracyjny wygrał Norweg, mieszkający wówczas w Neustadt (dzisiejszym Prudniku). To piękny, symboliczny szczegół, bo Norwegia była kolebką skoków narciarskich - i tu, w górach na pograniczu, ten norweski ślad pojawia się jak podpis pod historią.

Skoki sięgały tu około czterdziestu metrów, a po drugiej stronie doliny zbudowano tarasy dla widzów, żeby można było obserwować loty. Skocznia funkcjonowała do końca lat czterdziestych, a ostatnie zawody odbyły się w tysiąc dziewięćset czterdziestym siódmym roku. Później przyszła proza: śniegu bywało mało, przygotowanie obiektu stawało się coraz trudniejsze, a tradycja po prostu zgasła.

Seiffentalschanze w skrócie:

  • rok budowy: 1931
  • skoki: do ok. czterdziestu metrów
  • „martwy punkt”: ok. szesnasty metr
  • ostatnie zawody: tysiąc dziewięćset czterdziesty siódmy

W dwa tysiące siódmym roku pojawił się pomysł odbudowy (igelit, mniejsza skocznia treningowa), ale koszty były zbyt wysokie i projekt upadł. I może dobrze, bo dziś to miejsce ma inną wartość: jest reliktem, śladem po ambicji i po tym, jak wyglądały dawne zimy i dawne sporty na Opolszczyźnie.

Uwaga praktyczna - zejście przez teren skoczni
Jeśli planujecie zejście przez okolice skoczni: to wariant dla osób pewnych w stromym terenie. Jest stromo, miejscami kamieniście i ślisko. Po deszczu albo zimą może być po prostu niebezpiecznie. Kijki trekkingowe mocno poFmagają.

Plac Langego i Ścieżka Langego - mała kapliczka, duża historia Prudnika

Dalej na szlaku trafia się Plac Langego - leśny placyk na rozwidleniu dróg, dziś z niewielką "kapliczką" i wnęką, w której umieszczane są obrazy lub figurki.

Kapliczka na Placu Langego w Górach Opawskich, miejsce związane z historią Prudnika i turystyki górskiej

To miejsce nazwano na cześć Paul Lange, burmistrza Prudnika w latach tysiąc dziewięćset dziewiątego - tysiąc dziewięćset dwudziestego. Był jedną z najważniejszych postaci w historii miasta, a w kontekście Biskupiej Kopy szczególnie istotne jest to, że wspierał rozwój turystyki w Górach Opawskich i był inicjatorem budowy schroniska pod szczytem (otwartego w tysiąc dziewięćset dwudziestym czwartym roku, już po jego śmierci).

Z Placu Langego do schroniska prowadzą dwie drogi. Jedna jest łagodniejsza, druga krótsza i bardziej wymagająca - Ścieżka Langego, około siedmiuset metrów stromego, kamienistego podejścia. Ja wybrałem tę stromą. Bo w górach, szczególnie w takich niepozornych, często najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie wtedy, gdy wybierasz trudniejszą wersję.

Schronisko pod Biskupią Kopą i finał na szczycie

Schronisko to klasyczny punkt "oddechu" - dla jednych koniec wycieczki, dla innych tylko przystanek. W moim przypadku było to przede wszystkim miejsce na chwilę wytchnienia (i potwierdzenie, że upał potrafi dać w kość nawet w Sudetach).

Drewniany drogowskaz kierujący do schroniska pod Biskupią Kopą w Górach OpawskichPamiątkowe krawaty i humorystyczna tabliczka w schronisku pod Biskupią Kopą

Na samym szczycie Biskupiej Kopy stoi wieża widokowa. I tu jest cały sens tej wyprawy: wysokość może nie robić wrażenia w tabelce, ale panorama i świadomość, że jesteś na najwyższym punkcie województwa opolskiego, mają swój smak. A jeszcze lepiej smakuje to w ciszy - poza sezonem, gdy szlak jest prawie pusty.

Biskupia Kopa w Koronie Polski

Biskupia Kopa - 894 metrów nad poziomem morza

  •  najwyższy szczyt województwa opolskiego
  •  kolejny punkt Korony Polski odhaczony

Korona Polski to fajny pretekst, żeby zwiedzać kraj nie tylko "po hitach", ale po miejscach, które potrafią zaskoczyć detalem: zapomnianą skocznią w lesie, starym placykiem nazwanym po burmistrzu sprzed wieku, śladami dawnego górnictwa łupku. Góry Opawskie mają właśnie taki charakter - spokojny, a jednocześnie pełen drobnych historii.

Leśny szlak w Górach Opawskich widziany z drona

Planujesz własną wyprawę w Sudety lub chcesz zdobyć Koronę Polski, ale nie wiesz od czego zacząć? Zapraszam Cię na indywidualną konsultację podróżniczą. Pomogę Ci zaplanować trasę, która będzie dopasowana do Twoich możliwości i zainteresowań!

Co warto zobaczyć po drodze:

  • Gwarkowa Perć i drabina na szlaku
  • "Piekiełko" i okolice dawnych sztolni lub wyrobisk łupku
  • Seiffentalschanze - dawna skocznia narciarska w Pokrzywnej
  • Plac Langego i Ścieżka Langego
  • Schronisko pod Biskupią Kopą
  • Wieża widokowa na szczycie Biskupiej Kopy

Korona Polski – wykaz szczytów

- woj. małopolskie, Rysy 2499 m n.p.m.
- woj. dolnośląskie, Śnieżka 1602 m n.p.m.
- woj. śląskie, Góra Pięciu Kopców (niższy wierzchołek Pilska) 1543 m n.p.m.
- woj. podkarpackie, Tarnica 1346 m n.p.m.
- woj. opolskie, Biskupia Kopa 894 m n.p.m.
- woj. świętokrzyskie, Łysica 612 m n.p.m.
- woj. mazowieckie, Altana 408 m n.p.m.
- woj. łódzkie, Góra Kamieńska 400 m n.p.m. / Fajna Ryba 347 m n.p.m.
- woj. lubelskie, Krągły Goraj 389 m n.p.m.
- woj. pomorskie, Wieżyca 329 m n.p.m.
- woj. warmińsko-mazurskie, Dylewska Góra 312 m n.p.m.
- woj. podlaskie, Rowelska Góra 298 m n.p.m.
- woj. wielkopolskie, Kobyla Góra 284 m n.p.m.
- woj. zachodniopomorskie, Góra Krajoznawców 245 m n.p.m.
- woj. lubuskie, Góra Żarska 227 m n.p.m.
- woj. kujawsko-pomorskie, Czarna Góra 189 m n.p.m.

Jeśli moje opowieści i zdjęcia pomagają Ci odkrywać świat, możesz postawić mi wirtualną kawkę lub ciasto tutaj: buycoffee.to/okiemobiektywu. Każde wsparcie pomaga mi w realizacji kolejnych projektów i reportaży!

Zapraszam Cię również do subskrybowania mojego kanału na YouTube, gdzie znajdziesz filmy z moich podróży. Każda minuta oglądania przybliża mnie do celu, jakim jest rozwój tego kanału!

27 gru 2025

Kalwaria Pakoska - Kujawska Jerozolima. Spacer śladami pasyjnych tajemnic

Czy Jerozolima może leżeć na Kujawach? Czasami podróż nie polega na pokonywaniu tysięcy kilometrów, ale na zmianie perspektywy. Kiedy wjeżdżałem do Pakości, wiedziałem, że znajdę tu historię - o której pisałem szerzej w artykule Pakość - miasto pogranicza historii i wiary - ale nie spodziewałem się, że znajdę tu Jerozolimę. I to dosłownie.

Pielgrzymka w deszczu na terenie Kalwarii Pakoskiej - osobisty moment zadumy

Kalwaria Pakoska to nie jest zwykły zbiór kapliczek rozrzuconych po łące. To geodezyjny unikat. To miejsce, gdzie XVII-wieczni mierniczy przenieśli topografię Świętego Miasta na polski grunt z dokładnością, która do dziś budzi podziw. Zapraszam Was na powolny, fotograficzny spacer po "Kujawskiej Jerozolimie" - miejscu, gdzie architektura splata się z ciszą w sposób absolutny.

Święta Geometria - Noteć jako Cedron

Wyobraźcie sobie rok 1628. Ksiądz Wojciech Kęsicki, spacerując po tutejszych wzgórzach, dostrzega uderzające podobieństwo terenu do Jerozolimy. Rzeka Noteć płynie niczym biblijny potok Cedron, a wzniesienie Ludkowo idealnie nadaje się na Golgotę. Zamiast budować "symbolicznie", postanowiono budować "wiernie". Odległości między stacjami Męki Pańskiej zostały odwzorowane w skali 1:1 w stosunku do tych w Ziemi Świętej.

Kiedy spaceruję tutaj z aparatem, czuję ten ogromny zamysł urbanistyczny. To druga - po Zebrzydowskiej - najstarsza kalwaria w Polsce. Ale Pakoska ma w sobie coś intymnego. Może to kwestia światła, które przedziera się przez stare drzewa, a może faktu, że kaplice wyrastają tu naturalnie, jakby były częścią krajobrazu od zawsze.

Barok w kadrze - detale, które mówią

Dla fotografa Kalwaria Pakoska to prawdziwa uczta. Mamy tu zespół 25 kaplic (choć źródła czasem podają 24, licząc inaczej stacje). Większość z nich to czysty, piękny barok. Spójrzcie na zdjęcia, które zrobiłem podczas tego spaceru. To, co uderza w pierwszej chwili, to faktura. Stare mury, spatynowane dachy, gzymsy, na których czas odcisnął swoje piętno - to wszystko "gra" w obiektywie.

Kaplica „Zdjęcie z Krzyża” na terenie Kalwarii Pakoskiej w PakościKaplica widziana z alejki Kalwarii Pakoskiej

Szczególne wrażenie zrobiła na mnie Kaplica Ukrzyżowania. W jej wnętrzu znajduje się ołtarz, który nie przypomina typowych, ociekających złotem konstrukcji. Jest surowy, uformowany na kształt skały Golgoty. W półmroku, który panuje w środku, rzeźba Chrystusa wygląda niezwykle sugestywnie. To jeden z tych momentów, kiedy odkłada się aparat, żeby po prostu "pobyć" w miejscu.

Ślady Działyńskich i Franciszkanów

Nie byłoby tego miejsca bez rodu Działyńskich. To oni - właściciele Pakości - zainwestowali majątek i serce w to, by wizja księdza Kęsickiego stała się rzeczywistością. Sprowadzenie Franciszkanów Reformatów było kropką nad "i". Zakonnicy stali się strażnikami tego miejsca.

Drewniana empora z organami w kościele Kalwarii Pakoskiej w Pakości

Warto wiedzieć, że Kalwaria to dwa główne szlaki: Droga Pojmania i Droga Krzyżowa. Pielgrzymi przemierzają je od wieków, a ja, idąc ich śladem, zastanawiałem się nad fenomenem trwałości. Wojny, zabory, niszczycielska siła czasu - a te mury stoją. Są niemymi świadkami historii, o której więcej przeczytacie we wpisie o historii Pakości, do czego gorąco zachęcam, bo kontekst tego miasta jest fascynujący.

Skarb ukryty w relikwiarzu

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Pakość jest tak ważna na mapie duchowej Polski. To relikwie Krzyża Świętego. Sprowadzone w 1671 roku, są największą cząstką Drzewa Krzyża w Polsce (choć o ten tytuł rywalizuje też sanktuarium na Świętym Krzyżu). Niezależnie od rankingów wielkości - świadomość, że w tym cichym, kujawskim miasteczku znajduje się tak potężny symbol chrześcijaństwa, dodaje spacerowi dodatkowego wymiaru.

Pełna scena Ukrzyżowania w kościele Kalwarii Pakoskiej - Chrystus i dwaj łotrzy

Dlaczego warto tu przyjechać?

Jeśli szukacie miejsca na "slow travel" w Kujawsko-Pomorskim, Pakość jest idealna.

  • Dla spokoju: Tutaj naprawdę można odpocząć od zgiełku.
  • Dla architektury: Barokowe kaplice to świetny materiał do studiowania detali.
  • Dla historii: To żywa lekcja o XVII-wiecznej pobożności i mecenacie.

A jeśli po zwiedzaniu zgłodniejecie lub będziecie chcieli zostać w okolicy na dłużej, region ma sporo do zaoferowania. Pakość leży na szlaku, który łatwo połączyć z wizytą w Inowrocławiu czy Strzelnie.

Dla tych z Was, którzy reprezentują samorządy lub organizacje turystyczne i chcieliby pokazać swoje "perełki" moim okiem - jestem otwarty na wspólne projekty, które promują polskie regiony.
👉 Zobacz moją ofertę współpracy dla Miast i Regionów

Podsumowanie

Kalwaria Pakoska to dowód na to, że nie trzeba wyjeżdżać z kraju, by dotknąć miejsc niezwykłych. To "Jerozolima na wyciągnięcie ręki". Mam nadzieję, że moje zdjęcia choć trochę oddały klimat tego miejsca, ale uwierzcie mi - na żywo, przy szumie wiatru i śpiewie ptaków, robi to jeszcze większe wrażenie.

Byliście kiedyś w Pakości? A może znacie inne "ukryte Jerozolimy" w Polsce? Dajcie znać w komentarzach!

Tworzenie takich treści i podróże z aparatem wymagają energii (i kofeiny!). Jeśli podoba Ci się ten wpis i chcesz wesprzeć moją pracę, możesz postawić mi wirtualną kawę:
Postaw kawę Okiem Obiektywu

Planujesz wyjazd i potrzebujesz indywidualnego planu lub porady fotograficznej?
🗺️ Umów się na konsultację podróżniczą

19 gru 2025

Sebastian Kawa. Szybowcem nad Himalajami i K2. Gdy latanie jest formą eksploracji

Zazwyczaj góry poznaje się z poziomu ścieżki. Tempo narzuca nachylenie stoku, pogoda i własna kondycja. W szybownictwie perspektywa jest inna. Nie ma silnika, hałasu ani bezpośredniego kontaktu z terenem. Jest wysokość, wiatr i decyzje podejmowane w przestrzeni, w której margines błędu jest minimalny.

Portret pilota szybownika po prelekcji o lotach w górach

Sebastian Kawa, wielokrotny mistrz świata w szybownictwie, od lat lata w rejonach uznawanych za skrajnie trudne: w Himalajach, Karakorum, Andach i na Kaukazie. Jego relacje pokazują, że w takich wyprawach samo latanie bywa najprostszym elementem całego przedsięwzięcia, a walka o start zaczyna się często w gabinetach ministrów lub na spalonych słońcem pustkowiach - podobnie jak w klasycznym himalaizmie, o którym mówił Krzysztof Wielicki.

Szybownictwo jest bardzo odpowiedzialnym sportem. W kabinie nie ma drugiej osoby, która przejmie odpowiedzialność. Wszystko, co robimy - jak sterujemy i gdzie lecimy - definiuje bezpieczeństwo lotu” - podkreśla Sebastian Kawa.

Jak szybowiec utrzymuje się w powietrzu (i dlaczego lata 200 km/h?)

Szybowiec porusza się dzięki energii atmosfery. Każdy metr wysokości jest zapasem czasu i przestrzeni. Kawa tłumaczy to prosto: nowoczesny szybowiec zrzucony z Kasprowego Wierchu mógłby dolecieć w okolice Kielc.

Wysokość to waluta. Im jej masz więcej, tym więcej masz opcji. W górach często decyduje ona o tym, czy w ogóle masz gdzie lądować” - mówi.

W górach piloci wykorzystują trzy główne zjawiska:

  • Termika - ciepłe prądy wznoszące. W silnych warunkach do szybowców dolewa się wodę jako balast, by zwiększyć prędkość przelotową.
  • Noszenie żaglowe - wiatr unoszący się na zboczach. Lot odbywa się bardzo blisko skał, bez marginesu błędu - podobnie jak w ekstremalnych przejściach opisywanych przez Denisa Urubkę.
  • Fala górska - stabilne prądy powstające za pasmami górskimi, sięgające nawet 9-10 tysięcy metrów, pozwalające lecieć ponad chmurami i turbulencją.

Wiatr: wróg paralotniarza, sprzymierzeniec szybownika

Planując wyprawy, Sebastian Kawa często analizuje zdjęcia wykonane przez innych, np. paralotniarzy. Jednak to, co dla nich jest barierą nie do przejścia, dla szybowca jest paliwem. W górach wysokich wiatr często osiąga prędkość 100-200 km/h.

Paralotnia przy takim wietrze po prostu się poskłada, nie poleci pod wiatr. Jeśli pilot rzuci spadochron zapasowy, wyląduje w miejscu, z którego nie ma powrotu” - tłumaczy mistrz.

Szybowiec jest inny. Dzięki swojej aerodynamice i masie (często dociążony wodą) potrafi zamienić ten pęd powietrza w energię. To właśnie ta różnica sprawia, że tam, gdzie kończy się zasięg innych statków powietrznych, zaczyna się królestwo szybowców.

Himalaje: biurokracja trudniejsza niż latanie

Podczas wyprawy w Himalaje w 2013 roku największym wyzwaniem okazały się nie góry, lecz urzędy. Pozwolenia w Nepalu traciły ważność wraz ze zmianą rządu. Całą procedurę trzeba było zaczynać od nowa, biegając z pismami od pokoju do pokoju.

Prelekcja o lotach górskich z prezentacją zdjęć z powietrza na ekranie

W górach czekasz na pogodę, w urzędach na ludzi. Jedno i drugie potrafi trwać tygodniami” - wspomina Kawa.

Kiedy wreszcie udało się wystartować, wilgotne powietrze znad Zatoki Bengalskiej przyklejało chmury do zboczy. Dopiero front chłodny oczyścił niebo i uruchomił falę.

Lot na wysokości 9600 metrów w rejonie Annapurny był nagrodą za cierpliwość. Everest znalazł się w zasięgu, ale bez jednoznacznej zgody przelot nad nim nie wchodził w grę - podobnie jak w długich projektach zdobywania Korony Himalajów, o których opowiadała Dorota Rasińska-Samoćko.

Karakorum: Bal Lotnika i droga do Skardu

Karakorum to „zimna pustynia”, oddzielona doliną Indusu od wilgoci Himalajów. To właśnie w tym rejonie historia eksploracji zapisała się najmocniej - także w opowieściach o Jerzym i Cecylii Kukuczkach (czytaj więcej).

Prelekcja o lotach nad górami oglądana przez publiczność w sali wykładowej

Droga do Skardu prowadziła przez Turcję, Iran i Pakistan. Na granicy irańskiej dokumenty uznano za sfałszowane. Dopiero sieć osobistych kontaktów - uruchomiona telefonicznie przez znajomych z Polski - pozwoliła kontynuować podróż.

W Beludżystanie temperatura sięgała 52 stopni Celsjusza. Przejazdy odbywały się w asyście uzbrojonych konwojów. Inspiracją do wyprawy było jedno zdjęcie - wykonane przez paralotniarzy Red Bulla - pokazujące chmury z bardzo wysokimi podstawami.

Kaukaz: 6 sekund od katastrofy

Podczas lotów nad Kaukazem doszło do jednej z najgroźniejszych sytuacji w karierze Sebastiana Kawy. W dwuosobowym szybowcu, podczas ucieczki przed pogarszającą się pogodą, pasażer przez pomyłkę wyłączył główne zasilanie zamiast przełączyć baterię.

Maszyna wpadła w chmurę przy prędkości około 200 km/h bez działających przyrządów. „Bez widoczności pilot traci orientację po kilku sekundach. To nie teoria, to praktyka” - mówi.

Przez około minutę lecieli bez pełnej kontroli nad maszyną nad górzystym terenem. Dopiero doświadczenie i opanowanie pozwoliły odzyskać zasilanie, orientację i bezpiecznie opuścić chmurę.

Antarktyda: Ostatnia granica

Choć Himalaje i K2 brzmią jak szczyt marzeń, dla Sebastiana Kawy mapa wyzwań wciąż ma białe plamy. Jedną z nich jest Antarktyda. Logistyka takiej wyprawy to jednak koszmar, przy którym biurokracja w Nepalu wydaje się prosta.

Musimy być po stronie argentyńskiej, gdzie jest baza Marambio. Nie ma tam jednak portu morskiego, więc szybowiec musiałby polecieć samolotem Hercules” - wyjaśnia Kawa.

Rozmowy z uczestnikami po prelekcji o lotach górskichWspólne zdjęcie uczestników spotkania po prelekcji podróżniczej

Transport szybowca w luku bagażowym samolotu wojskowego to skomplikowana operacja. Skrzydła i kadłub muszą być idealnie zabezpieczone i ułożone tak, by zmieściły się obok walizek i innego ładunku. Do tego dochodzą ogromne koszty i konieczność uzyskania zgód wojskowych, które często są cofane w ostatniej chwili. Mimo to, wizja lotu nad lodowcami Antarktydy, wykorzystując tamtejsze fale atmosferyczne, pozostaje jednym z najbardziej ambitnych celów w świecie lotnictwa bezsilnikowego.

Szybownictwo to eksploracja

Dla Sebastiana Kawy szybownictwo jest formą eksploracji świata i samego siebie. Wymaga wiedzy, pokory i zdolności rezygnacji, gdy warunki lub procedury na to nie pozwalają.

W świecie pełnym wirtualnych bodźców warto wejść w coś bardzo prawdziwego. Latanie w górach takie właśnie jest” - podsumowuje.

Chcesz zobaczyć te góry na własne oczy?

Nie musisz być pilotem szybowca, by poczuć ten klimat. Jeśli ten wpis Cię zainspirował, zajrzyj na nasz kanał YouTube, gdzie znajdziesz więcej wizualnych opowieści z wypraw.

🎥 Subskrybuj Okiem Obiektywu na YouTube

Tworzenie takich materiałów to moja pasja, ale też ogrom pracy. Jeśli doceniasz merytoryczne przygotowanie tego tekstu i czas poświęcony na rozmowy oraz research, możesz postawić mi wirtualną kawę.

Postaw kawę tutaj

Do zobaczenia na szlaku (lub w powietrzu).

16 gru 2025

Dorota Rasińska-Samoćko - Pierwsza po Koronę. 14 × 8000 m

Kiedy Dorota Rasińska-Samoćko wchodzi na scenę, od razu czuć energię człowieka, który zrealizował swoje najbardziej szalone marzenie. Jest prawnikiem, podróżniczką, ale przede wszystkim pierwszą i jedyną Polką, która zdobyła Koronę Himalajów i Karakorum - wszystkie 14 ośmiotysięczników świata.

Dorota Rasińska-Samoćko i Krzysztof Wielicki podczas wydarzenia górskiego.

Dokonała tego w rekordowym czasie trzech lat, stając się piątą kobietą na świecie oraz pierwszą Europejką z Europy Środkowej i Południowej, która zamknęła ten projekt. Co istotne - zrobiła to własnym kosztem, w ogromnej mierze samodzielnie finansując swoje wyprawy. Jest to dowód na to, że niezależność i wiara we własne siły mogą pokonać nawet największe bariery finansowe i logistyczne.

To jednak nie jest historia o rekordach. To opowieść o marzeniach, konsekwencji i długiej drodze, która zaczyna się dużo wcześniej, niż na wysokości ośmiu tysięcy metrów. Z Dorotą miałem okazję rozmawiać podczas Festiwalu Górskiego, którego atmosfera sprzyjała takim głębokim refleksjom w otoczeniu Resortu Nosalowy Dwór w Zakopanem.

Od Giewontu do Czomolungmy - narodziny marzenia

U Doroty wszystko zaczęło się w Tatrach. Jako 10-11-latka pojechała z rodzicami w góry i weszła na Giewont. Choć na grani była jedną z najszybszych, ważniejsze było coś innego - pierwsze spotkanie z granicą i wolnością, jaką daje przebywanie wysoko, wśród skał. To uczucie wolności na szczycie jest tym, co napędzało i wciąż napędza legendy, takie jak chociażby Denis Urubko, poeta gór i niestrudzony odkrywca.

To wtedy narodziło się marzenie, które dla wielu brzmiałoby absurdalnie:

Wtedy sobie wymarzyłam, że na pewno będę tą Polką, która będzie miała Koronę Himalajów i Karakorum.

Nałożyły się na to czasy wielkich sukcesów polskiego himalaizmu - historia Kukuczki, Zawady, Wielickiego. Fascynacja górami i fascynacja opowieścią o ludziach, którzy potrafili iść dalej niż inni. Te refleksje doskonale pokrywają się z przemyśleniami Krzysztofa Wielickiego o wytrwałości, walce z ryzykiem i filozofii wspinaczki, z którym rozmawiałem wcześniej.

Marzenia wymagają konsekwencji

Dorota podkreśla, że jej przesłanie jest uniwersalne - nie tylko dla kobiet, nie tylko dla ludzi gór. Dla każdego, kto nosi w sobie „małe, piękne i idealistyczne marzenie”.

Pierwszy krok to należy sobie je wymarzyć, a drugi - konsekwentnie realizować.”

Droga nie jest łatwa. I właśnie dlatego ma sens. Realizując trudne cele, sprawdzamy siebie - kim jesteśmy, jak reagujemy na porażki, ile potrafimy znieść. To, jak mówi Dorota, upiększa i uczłowiecza. Podobne podejście, stawiające etos nad wygodę, wyznają młodzi alpiniści, tacy jak Oswald Rodrigo Pereira i Bartek Ziemski, którzy na Makalu i Kanczendzondze udowodnili siłę partnerstwa.

„Skacz wyżej” - filozofia mierzenia się z trudnościami

W świecie, który coraz częściej unika wysiłku i promuje szybkie, powierzchowne sukcesy, Dorota mówi wprost: nie bójmy się trudności.

Im więcej problemów, im więcej przeszkód, to skaczmy wyżej. Bo później ten efekt to jest dokładnie to, co chcieliśmy osiągnąć - i to nas uskrzydla.

To ważny głos szczególnie dziś - w czasach rozmycia autorytetów i krótkoterminowego myślenia. Dorota zachęca młodych ludzi, by szukali wzorców w osobach prawdziwych, które nie ukrywają, że ich droga była długa, trudna i pełna zakrętów. Oznacza to, że liczy się nie tylko czysta ambicja, ale i etyczna postawa, którą Dorota symbolizuje. To podejście rezonuje z refleksjami legendy Eigeru, Roberta Jaspera, o powrocie na szczyt mimo tragedii i konieczności mierzenia się z własnymi ograniczeniami.

Dorota Rasińska-Samoćko i Cecylia Kukuczka podczas spotkania górskiego.
Dorota Rasińska-Samoćko w otoczeniu uczestników spotkania poświęconego himalaizmowi.

Bo oprócz talentu i pasji liczą się trzy rzeczy, które Dorota nieustannie podkreśla:

  • wytrwałość,
  • systematyczność,
  • wiara w to, że trudności da się pokonać.

Podwójna Korona - kolejny rozdział

Zdobycie Korony Himalajów i Karakorum nie zamyka tej historii. Dorota realizuje już kolejny projekt - Podwójną Koronę, czyli połączenie Korony Himalajów i Karakorum z Koroną Ziemi (najwyższe szczyty wszystkich siedmiu kontynentów). Ten podwójny cel, który zakłada zdobycie łącznie 21 najważniejszych szczytów świata, jest absolutnie unikalny i stawia poprzeczkę na niebotycznym poziomie.

Wtedy będę pierwszą kobietą na świecie, która będzie miała taką Koronę.

To naturalna kontynuacja drogi, a nie pogoń za kolejnym rekordem. Kolejne góry dają kolejne doświadczenia i kolejną satysfakcję - spokojną, dojrzałą, wynikającą z procesu, a nie z jednego momentu na szczycie. Projekt ten symbolizuje dążenie do pełnego komplementaryzmu w eksploracji górskiej, łącząc wysokość z techniczną i logistyczną różnorodnością kontynentów.

Zakończenie i zaproszenie

Historia Doroty Rasińskiej-Samoćko pokazuje, że największym osiągnięciem nie jest sam wierzchołek, lecz droga, która do niego prowadzi. Droga pełna pracy, wątpliwości, samotnych decyzji i konsekwencji.

Dorota Rasińska-Samoćko prowadzi prelekcję o Koronie Himalajów i Karakorum.

To opowieść o wolności, odpowiedzialności i odwadze mierzenia się z własnymi granicami. I dowód na to, że marzenia - nawet te najbardziej nierealne - naprawdę można zrealizować.

***

Jeśli organizujesz wydarzenie, na którym padają tak inspirujące słowa i powstają tak motywujące historie, zapraszam do współpracy - uwiecznimy je dla przyszłych pokoleń.

A jeśli Twoje materiały z podróży czekają, aby zamienić się w porywającą opowieść, sprawdź moją ofertę montażu filmów.

Jeśli doceniasz moją pracę i chcesz wspierać powstawanie kolejnych materiałów - możesz postawić mi wirtualną kawę. Dziękuję!

Inne miejsca warte odwiedzenia: MAPA