Okiem Obiektywu
SUWALSZCZYZNA

Odkryj Suwalszczyznę

Kraina jezior i wzgórz

Od najgłębszego jeziora Hańcza po widoki z Cisowej Góry!

Zobacz
KATALONIA

Odkryj ze mną Katalonię

Śladami Dalego i Gry o Tron

Od świata Salvadora Dalego po filmowe zaułki Girony. Odkryj ze mną ten niezwykły region!

Zobacz
ALBANIA

Kraina Orłów i Bunkrów

Przygoda tuż za rogiem

Wjedź kolejką na górę Dajti, odkryj historię zamku w Krui i poczuj tętniące życie Tirany.

Zobacz
KORFU

Niesamowita Wyspa

Nie tylko plaże i mity

Podążaj śladami Jamesa Bonda, odkryj polski akcent i znajdź najlepsze miejsca do podziwiania samolotów!

Zobacz
TOFIFEST 2025

Niepokorne kino w Toruniu

Gala, spotkania - ważne chwile

Relacje, zdjęcia i rozmowy z twórcami. Odkryj mój Tofifest!

Zobacz

Zobacz Mapę Okiem Obiektywu

Mapa podróży Okiem Obiektywu

Ostatnio na Blogu

22 sty 2026

Góra Świętego Wawrzyńca w Kałdusie. Mroczne odkrycie 2025 i historia, która mogła zmienić Polskę

Zimą takie miejsca odsłaniają więcej. Gdy znikają liście, a śnieg wygładza ostre krawędzie terenu, krajobraz przestaje być tylko tłem. Zaczyna opowiadać historię. Tak właśnie jest na Górze Świętego Wawrzyńca w Kałdusie - niepozornym wzgórzu zaledwie kilka kilometrów od Chełmna, które przez tysiące lat było jednym z ważniejszych punktów odniesienia na ziemi chełmińskiej.

Tablica informacyjna Rezerwatu Przyrody Góra Świętego Wawrzyńca w Kałdusie

Odwiedziłem to miejsce zimą. Cisza, las, delikatne ślady ścieżek i majestatyczne wały. Ale pod tą ciszą kryje się historia znacznie potężniejsza, niż sugeruje widok samego grodziska. To tutaj, w cieniu późniejszych wydarzeń, rozgrywały się procesy, które ukształtowały ten region - a ambicje budowlane niektórym kojarzą się skalą z "polskim Carcassonne", choć historia potoczyła się inaczej.

Kałdus - zapomniana stolica Północy?

Stojąc na szczycie wałów, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie jest to przypadkowy fragment krajobrazu. I słusznie. To, co dziś nazywamy Kałdusem, to w rzeczywistości historyczne, przedlokacyjne Chełmno.

Skala tego założenia jest wręcz przytłaczająca. To nie był mały gródek. To wieloczłonowy zespół osadniczy o powierzchni ponad 15 hektarów. Archeolodzy z UMK w Toruniu, badający ten teren od lat (m.in. prof. Wojciech Chudziak), wskazują, że w czasach pierwszych Piastów - Mieszka I i Bolesława Chrobrego - był to kluczowy ośrodek polityczny i gospodarczy oraz "pomost" w kierunku Prus i Bałtyku.

Ciekawostka: O randze tego miejsca świadczą znaleziska. Odkryto tu ponad 400 monet z całej Europy - od arabskich dirhamów, przez monety angielskie i duńskie, aż po denary Bolesława Chrobrego.

Niedokończona bazylika i pęknięcie historii

Jednym z najmocniejszych dowodów na znaczenie dawnego Kałdusa są relikty kamiennej bazyliki z XI wieku. Miała wymiary około 37 × 17 metrów - w tamtych realiach była to budowla monumentalna. Budowa została jednak przerwana, a mury nigdy nie wyrosły do wysokości, którą planowano. Dlaczego?

Góra Świętego Wawrzyńca w Kałdusie zimą - widok na wały dawnego grodziska
Zimowa ścieżka prowadząca wzdłuż Góry Świętego Wawrzyńca w Kałdusie

Wśród możliwych wyjaśnień pojawia się m.in. kontekst napięć religijnych epoki, bywa też przywoływana tzw. reakcja pogańska. To moment, w którym historia w tym miejscu jakby "zacięła się" - a chrześcijańskie ambicje musiały zderzyć się z lokalną tradycją i polityką tamtych czasów.

Odkrycie z 2025 roku: pochówki dzieci i pytania bez prostych odpowiedzi

Choć o Kałdusie wiemy już wiele, ziemia wciąż oddaje swoje tajemnice. Jesienią 2025 roku media obiegła informacja, która zelektryzowała opinię publiczną: w najniższym punkcie majdanu grodziska, w pobliżu domniemanej studni, badacze natrafili na pochówki dzieci z wczesnej epoki żelaza, wiązane z kulturą łużycką.

To odkrycie, które stawia więcej pytań niż odpowiedzi:

  • Nietypowy obrządek: w tamtym czasie dominowała kremacja (ciałopalenie), tymczasem tutaj odkryto pochówki szkieletowe.
  • Ułożenie szczątków: jedno z dzieci miało być złożone w pozycji embrionalnej, drugie w ułożeniu sugerującym, że mogło być skrępowane.
  • Lokalizacja: złożenie szczątków w pobliżu ujęcia wody może rodzić pytania o symboliczne znaczenie tego miejsca, jednak interpretacje wymagają dalszych badań.

Badacze zalecają ostrożność i czekają na wyniki analiz antropologicznych, które mogą odpowiedzieć na pytania o wiek dzieci, okoliczności śmierci i szerszy kontekst znaleziska. W Kałdusie wcześniej natrafiano też na ślady praktyk o potencjalnie obrzędowym charakterze, ale każdy taki trop wymaga osobnego, chłodnego sprawdzenia.

Cmentarzysko setek i tysięcy

W opisach Kałdusa często przewija się liczba "kilkuset" pochówków. Warto jednak pamiętać, że w obrębie całego kompleksu odkryto ogromną nekropolię - archeolodzy mówią o ponad 1400 grobach, a w przekazach popularnych pojawia się też liczba około 1500. Skala jest wyjątkowa jak na ten region.

Śladami św. Wojciecha - hipoteza, która rozpala wyobraźnię

Jest jeszcze jedna hipoteza, która od lat działa na wyobraźnię. Niektórzy badacze (m.in. prof. Leszek Słupecki) sugerują, że okolice Góry Świętego Wawrzyńca mogły leżeć na trasie ostatniej wyprawy św. Wojciecha do Prus. Czy zatrzymał się właśnie tutaj? Tego nie wiemy - ale samo pytanie pokazuje, jak istotnym punktem na mapie musiał być Kałdus.

Dlaczego warto tu przyjechać?

Dziś Góra Świętego Wawrzyńca to rezerwat przyrody i kultury. Zimą, gdy roślinność nie zasłania widoku, najlepiej widać ogrom ludzkiej pracy włożonej w usypanie wałów. To miejsce ma niesamowite genius loci - ducha miejsca. Dla osób szukających mniej oczywistych miejsc z historią w województwie kujawsko-pomorskim Kałdus jest jednym z najciekawszych i najmniej docenianych punktów na mapie.

Widok z Góry Świętego Wawrzyńca w Kałdusie na zimową dolinę

Patrząc na skalę Kałdusa, jego położenie i znaczenie w kluczowym momencie dziejów, trudno nie zadać pytania: jak wyglądałaby historia tej części Europy, gdyby to właśnie tutaj utrwaliło się centrum władzy? Odpowiedzi nie poznamy. Ale pytanie zostaje - i wraca za każdym razem, gdy staje się na tych wałach.

Wspieraj Okiem Obiektywu

Tworzenie takich materiałów, wyjazdy w teren i dokumentowanie zapomnianych historii wymaga nakładów. Jeśli podoba Ci się to, co robię, możesz wesprzeć rozwój bloga i kanału:

A jeśli prowadzisz obiekt noclegowy lub reprezentujesz region, który warto pokazać światu - zapraszam do współpracy.

Więcej wiedzy i planowanie podróży

Jeśli chcesz zgłębić temat lub zaplanować dłuższy pobyt w okolicy, polecam sprawdzone, oficjalne źródła, z których sam korzystam:

21 sty 2026

Rzeszowskie ślady Powstania Styczniowego - historia ukryta w kamieniach

Rzeszowskie ślady Powstania Styczniowego - historia ukryta w kamieniach i sercach

22 stycznia 1863 roku. To data, która na zawsze zapisała się w naszej historii. Tego zimowego dnia zapłonęła iskra Powstania Styczniowego - największego polskiego zrywu narodowego w XIX wieku. Choć walki toczyły się głównie w Królestwie Polskim, echa wystrzałów i patriotyczne uniesienie dotarły daleko poza kordon graniczny, również tutaj, do galicyjskiego Rzeszowa.

To niesamowite, jak historia potrafi łączyć ludzi ponad granicami zaborów. Ochotnicy z Rzeszowa, nie zważając na austriackie zakazy, ruszyli, by stanąć ramię w ramię z rodakami walczącymi z carską potęgą. Dziś zabiorę Was w podróż śladami tych bohaterów.

Nadzieja na wolność i "branka"

Wszystko zaczęło się nieco wcześniej. Po upokarzającej porażce Rosji w wojnie krymskiej z Turcją (1856 r.), potężne imperium carów zachwiało się w posadach. Polacy wyczuli ten moment słabości. W sercach zaczęły kiełkować marzenia o wolności, a atmosfera gęstniała z miesiąca na miesiąc.

Bezpośrednim zapalnikiem, który doprowadził do wybuchu walk, była tak zwana "branka". Rosyjscy zaborcy, chcąc zdusić w zarodku planowane powstanie, sporządzili listy proskrypcyjne młodych Polaków, których zamierzano przymusowo wcielić do carskiej armii na długie lata. To przelało czarę goryczy.

Rzeszów - bastion patriotyzmu w Galicji

Choć Rzeszów leżał w zaborze austriackim, miasto tętniło życiem konspiracyjnym. Mieszkańcy czuli, że to jest "ten moment". Jeszcze przed styczniową nocą, rzeszowska młodzież gimnazjalna organizowała w Kościele Farnym podniosłe msze patriotyczne. Wyobraźcie sobie te tłumy w świątyni, śpiewające zakazane pieśni "Boże, coś Polskę", mimo groźnego wzroku austriackich żandarmów.

W mieście działały tajne kółka patriotyczne, którym przewodził Stanisław Spiess. Prężnie funkcjonował też Komitet Mieszczański z takimi postaciami jak Wiktor Zbyszewski czy legendarny Marcin Borelowski.

Młodzi idą w bój - Żuawi Śmierci

Gdy padł rozkaz do walki, młodzi rzeszowianie nie wahali się ani chwili. Część gimnazjalistów - w tym K. Salwach, E. Moszyński, H. Roża, E. Webersfeld, M. Zboiński, A. Malawski czy E. Jahl - przedostała się najpierw do Krakowa, by stamtąd ruszyć do Królestwa Polskiego.

Wielu z nich trafiło do elitarnego i owianego legendą oddziału I Pułku Żuawów Śmierci. To była formacja niezwykła - ich nazwa nie była przypadkowa. Składali przysięgę, że nigdy się nie cofną ani nie poddadzą. Nosili charakterystyczne mundury z dużym, białym krzyżem na piersiach i czerwonymi fezami na głowach. Nasi rzeszowscy ochotnicy przeszli chrzest bojowy w krwawej bitwie pod Miechowem (16 lutego 1863 r.). To tam bohaterską śmierć poniósł młody Moszyński.

Szacuje się, że z samego Rzeszowa do powstania wyruszyło około 50 gimnazjalistów. Ich losy były często tragiczne - wielu zginęło na polu chwały, inni trafili do carskich więzień lub zostali zesłani na mroźną Syberię. Ci, którym udało się wrócić, często byli wyrzucani ze szkół w Galicji, płacąc wysoką cenę za swój patriotyzm.

Legenda Marcina "Lelewela" Borelowskiego

Jedną z najbarwniejszych postaci związanych z Rzeszowem był Marcin Borelowski, używający pseudonimu "Lelewel". Ten blacharz i studniarz, który osiedlił się w naszym mieście w 1858 roku, okazał się wybitnym dowódcą partyzanckim.

Wstąpił do powstania w randze pułkownika i pełnił funkcję naczelnika wojennego województwa podlaskiego i lubelskiego. Lelewel był dowódcą, który walczył w pierwszej linii. Zasłynął w bitwach pod Chruśliną i Panasówką, gdzie jego oddziały skutecznie odpierały ataki przeważających sił rosyjskich. Niestety, jego szlak bojowy zakończył się we wrześniu 1863 roku w bitwie na Sowiej Górze pod Batorzem, gdzie poległ.

Pamięć o nim w Rzeszowie jest wciąż żywa. W 1913 roku, w 50. rocznicę powstania, miejscowi rzemieślnicy ufundowali tablicę pamiątkową ku jego czci, którą do dziś możecie zobaczyć na kamienicy przy ulicy 3 Maja. Warto przystanąć tam na chwilę podczas spaceru po mieście.

Rzeszów jako zaplecze powstania

Walka to nie tylko karabiny, to także logistyka. Rzeszów stał się kluczowym zapleczem dla walczących oddziałów. To tutaj formowano kolejne grupy ochotników, ale przede wszystkim organizowano przerzut broni, amunicji, żywności i środków opatrunkowych.

W mieście działał prawdziwy ruch oporu cywilnego. Kobiety darły płótno na bandaże, rzemieślnicy naprawiali broń. W znanej drukarni J. A. Pelara, pod osłoną nocy, drukowano patriotyczne ulotki, pieśni i gazetki, które podtrzymywały ducha walki i niosły wieści z frontu. Miasto stało się też bezpieczną przystanią dla rannych, których tutaj potajemnie leczono i ukrywano.

Gdy powstanie upadło, Rzeszów nie odwrócił się od swoich bohaterów. Wielu weteranów, po uzyskaniu zgody władz, osiedliło się w okolicy, ciesząc się ogromnym szacunkiem społeczności. Ich pogrzeby stawały się wielkimi manifestacjami patriotycznymi, a rocznice zrywu obchodzono z należytą powagą.

Mogiła Powstańców Styczniowych na Starym Cmentarzu

Jeśli chcecie dotknąć tej historii, musicie odwiedzić Stary Cmentarz w Rzeszowie. To miejsce magiczne, pełne ciszy i pamięci.

Spoczywa tu między innymi Wiktor Zbyszewski - znany adwokat, komisarz obwodu w czasie powstania, a później naczelnik miasta. Za swoje zaangażowanie w pomoc powstańcom płacił surowymi karami nakładanymi przez władze austriackie, ale nigdy się nie ugiął.


Szczególnym punktem jest pomnik poświęcony powstańcom styczniowym, odsłonięty 17 czerwca 1886 roku. Wzniesiono go w miejscu spoczynku siedmiu poległych bohaterów. To jeden z najstarszych tego typu pomników w Polsce, co świadczy o tym, jak ważna dla rzeszowian była pamięć o roku 1863.

Warto wspomnieć też o dramatycznych losach tych najmłodszych. Ludwik Matiaszek, dzielny rzeszowski gimnazjalista, próbował przedostać się do oddziału dyktatora Mariana Langiewicza. Został jednak schwytany na granicy zaborów i w kajdanach odtransportowany z powrotem do rzeszowskiego więzienia. Takich historii były setki - to opowieści o przerwanej młodości, odwadze i buncie.

Spacerując alejkami Starego Cmentarza, pamiętajcie o tych ludziach. O studentach, rzemieślnikach, ojcach i synach, którzy zaryzykowali wszystko dla marzenia o wolnej Polsce.

Przydatne informacje:

📍 Inne miejsca warte odwiedzenia: ZOBACZ NA MAPIE

🛰️ GPS Starego Cmentarza: 50°02′13″N 22°00′42″E

Podobają Ci się moje materiały? Możesz postawić mi wirtualną kawę, co pomoże mi w dalszym odkrywaniu historii:

Postaw kawę Okiem Obiektywu

Toruń i jego mieszkańcy wobec powstania styczniowego

Centrum działań toruńskiej tajnej organizacji powstańczej mieściło się w hotelu „Zum Schwarzen Adler" przy Louisens 14 (obecnie „Pod Orłem" ul. Mostowa 17). Tu stacjonowali emisariusze powstańczy, jak określały władze policyjne - podejrzani goście z francuskimi, włoskimi, belgijskimi i innymi paszportami.

Powstanie styczniowe zasadniczo objęło tereny polskie zw. Królestwem Polskim (od 1815 r. - Królestwem Kongresowym, Kongresówką) oraz przyległe tereny Litwy i Białorusi. Miało formę wojny partyzanckiej, w której walczyły dziesiątki niewielkich oddziałów w setkach bitew i potyczek (ok. 1200 starć). Jednakże polskie społeczeństwo znajdujące się pod zaborem austriackim (Galicja) oraz pod zaborem pruskim (Pomorze) nie pozostało obojętne. Szczególną rolę odgrywały tereny położone przy ówczesnej granicy rosyjsko-pruskiej, w tym Prusy Zachodnie z Toruniem i jego okolicami. Zapraszam do wpisu opisującego Toruń i jego nadgraniczne okolice wobec powstania styczniowego.

Toruń i jego mieszkańcy wobec powstania styczniowego

Organizacja oddziałów powstańczych na terenach nadgranicznych w Prusach Zachodnich

Nabór do oddziałów powstańczych na terenie Prus Zachodnich nastąpił już z chwilą wybuchu powstania styczniowego w Królestwie Polskim. Początkowo miał on charakter niezorganizowany. Zgłaszali się ochotnicy, dezerterzy z armii pruskiej, ziemianie, uczniowie gimnazjalni, chłopi, robotnicy rolni i mieszczanie, pojedynczo lub w małych grupkach przedzierając się przez rzekę Drwęcę i okoliczne lasy na teren Królestwa Polskiego i dołączając do tamtejszych oddziałów. Po pewnym czasie akcją werbunkową zaczęli kierować z ramienia Komitetu Powstańczego komisarze powiatowi, a ci z kolei prowadzili dalszą agitację. Młodzi ochotnicy po złożeniu przysięgi, otrzymaniu pieniędzy i odzieży udawali się w grupach na miejsca zbiórek. Po wstępnym przeszkoleniu przewożeni byli do nadgranicznych miejsc, gdzie otrzymywali broń i amunicję.

Pierwsza zorganizowana wyprawa z Prus Zachodnich została przeprowadzona w kwietniu 1863 r. Sformowany własnym kosztem przez Zygmunta Działowskiego - zaledwie dwudziestoletniego ziemianina z Mgowa, miłośnika swego regionu i gorliwego patriotę - oddział złożony z 87 ludzi pod dowództwem mjr. Henryka Ławińskiego-Szermętowskiego przeprawił się w nocy 21/22 kwietnia przez Drwęcę do Królestwa. Jego zadaniem było połączenie się z działającymi na tym terenie oddziałami Zygmunta Padlewskiego. Do połączenia oddziałów jednak nie doszło z powodu poniesionej poprzedniego dnia klęski i śmierci Padlewskiego pod Borzyminem, o czym Szermętowski nie wiedział i w drodze do celu został również zaatakowany i rozbity przez oddział rosyjski pod wsią Nietrzeba w okolicy Rypina. Na skutek dużych strat (dziewięciu zabitych, kilku rannych, wielu wziętych do niewoli) oddział nie był zdolny do dalszej walki, przestał istnieć, a pozostali powstańcy rozproszyli się po okolicznych lasach. Część z nich, podobnie jak inni ochotnicy, pojedynczo lub w małych grupkach przedostawała się do oddziałów partyzanckich w woj. płockim i mazowieckim, m.in. do oddziału Wiktora Jurkowskiego.

Drugi pomorski oddział powstańczy, którego mianowanym dowódcą był Piotr Czarliński, ps. Piotr Czarny, został zorganizowany w marcu 1864 r. na użytek wyprawy pod naczelnym dowództwem płk. E. Calliera - Wielkopolanina z pochodzenia, b. oficera pruskiego, następnie francuskiego, w czasie powstania z nominacji Rządu Narodowego naczelnika sił zbrojnych Mazowsza. Od początku 1864 r. sprawował on funkcję wojskowego organizatora woj. pomorskiego i chełmińskiego. Jedną z czterech kompanii w składzie liczącej 1200 ludzi wyprawy (obok kaszubskiej, brodnickiej i lubawskiej) miała być również kompania toruńska pod dowództwem Jasińskiego, składająca się z ochotników z Torunia i powiatu toruńskiego. Miała ona tworzyć prawe skrzydło na zachód od Brodnicy. Po przekroczeniu granicy miała, jak pozostałe, uderzyć na rosyjskie załogi pograniczne, a następnie połączyć się z innymi, tworząc jedną kolumnę. Ta, podzielona przez płk. Calliera na równe oddziały, miała wyprzeć z miast województwa płockiego załogi rosyjskie i w konsekwencji ożywić gasnące na tym terenie powstanie. Pododdział toruński nie przystąpił jednak do tego zadania z powodu wczesnego aresztowania i uwięzienia Jasińskiego oraz kompromitacji jego następcy Bednarskiego (z powodu pijaństwa). Ponieważ nikt z pododdziału nie podjął się przeprowadzenia go przez granicę, zgrupowani ochotnicy po zakopaniu broni rozeszli się. Cała wyprawa w dniach 28 i 29 marca została rozbita w niespodziewanych atakach pod Łapinożem (pow. lipnowski) i Gnojnem (ok. Włocławka) przez wojska rosyjskie uprzedzone o jej zbliżaniu się przez władze pruskie, które również aresztowały płk. Calliera. Były to ostatnie działania zbrojne oddziałów powstańczych z Prus Zachodnich z udziałem ochotników z okolic Torunia.

Kolejną, ostatnią już próbę zorganizowania nowych oddziałów w woj. chełmińskim (z pow. toruńskim) podjęto jeszcze w poł. kwietnia 1864 r., gdy funkcję organizatora sił zbrojnych na całym Pomorzu Gdańskim objął rotmistrz mjr Franciszek Budziszewski (b. oficer armii pruskiej i francuskiej Legii Cudzoziemskiej), który na wieść o powstaniu wrócił do Polski i walczył w kilku bitwach na terenie Królestwa. Zastał on w woj. chełmińskim grupę ponad 200 ochotników z oddziałów wyprawy gen. Calliera, rozbitków z oddziałów Kossakowskiego i Wandla oraz innych mniejszych oddziałów. Z ochotników tych nie udało się niestety skompletować uzbrojonego i wyposażonego oddziału. W czerwcu 1864 r. Budziszewski, jako jeden z naczelników wojewódzkich, otrzymał od Wydziału Wykonawczego Rządu Narodowego w Poznaniu polecenie rozwiązania organizacji wojskowej i pozostawienie tylko opanowanej przez obóz Białych organizacji cywilnej.

Ogólna liczba powstańców z tego terenu, wobec braku dokumentów polskich, nie daje się dokładnie określić. Z Prus Zachodnich pochodziło od 500 do 1000 powstańców z szacowanej liczby ogólnej 3-3,5 tys. z całego zaboru pruskiego.

Wszystkie te większe i mniejsze grupy powstańców z terenów graniczących z Królestwem Polskim organizowały się i działały przy ofiarnym wsparciu ludności cywilnej. Polacy ze wszystkich warstw i zawodów: ziemianie, zarządcy majątków, urzędnicy i służący dworscy, leśnicy, księża, chłopi, rzemieślnicy i robotnicy starali się w miarę swych możliwości sprostać potrzebom powstania. Świadczyli pomoc przy zdobywaniu i transporcie broni, byli łącznikami powstańczymi pomiędzy władzami powstania a miejscowymi organizatorami ruchu, przewodnikami, kurierami i informatorami. Płacili dobrowolnie ofiary na rzecz powstania, ukrywali i leczyli rannych, opiekowali się rodzinami walczących i poległych. Szczególnie ofiarnie zaangażowały się polskie kobiety z Prus Zachodnich, które w tym celu założyły w 1863 r. pod kierunkiem Emilii Sczanieckiej tajne Stowarzyszenie Niewiast Polskich.

Za przykłady najbardziej pomocnych miejscowości z terenów przygranicznych mogą posłużyć: Turzno, Ryńsk, Grabie, Pluskowęsy, Piątkowo oraz najbliższe granicy - Lubicz, Elgiszewo, Golub, gdzie powstańcy znajdowali schronienie, wyżywienie i ułatwienie w przedostawaniu się przez granicę. Pewne oznaki pomocy zauważyć można też ze strony ludności niemieckiej znad granicy prusko-rosyjskiej. Zdarzało się, że właściciele majątków użyczali schronienia powstańcom bądź zatajali fakt, że z ich terenów rekrutują się powstańcy.

Toruń i jego mieszkańcy wobec powstania styczniowego

W wielkiej akcji pomocniczej Polaków z zaboru pruskiego dla powstania styczniowego rolę szczególną odegrało miasto Toruń, na co złożyło się kilka czynników.

Pierwszym z nich były przemiany administracyjne, gospodarcze i społeczne, jakie następowały już w poł. XIX w. w Toruniu. W 1849 r. powstał sąd powiatowy oraz sąd przysięgłych. W 1850 r. wprowadzono nowy samorząd, oparty o wysoki cenzus majątkowy. Powstawały nowe zakłady przemysłowe (browary, tartak, fabryka maszyn) i firmy handlowe. Podniesiono też na wyższy poziom szkolnictwo poprzez jego reorganizację i poprawę warunków lokalowych.

Organizacja oddziałów powstańczych Toruń powstanie styczniowe

Niebagatelne znaczenie miała stosunkowo duża liczba Polaków w stanie ludnościowym miasta i stopniowy wzrost ich wpływu na jego życie. W latach poprzedzających wybuch powstania zaczęła ujawniać się wytrwała i skuteczna rywalizacja polskich kupców i rzemieślników z firmami niemieckimi. Pomimo pruskiej ustawy zakazującej Polakom zawiązywania stowarzyszeń następował rozwój polskiej działalności społecznej i kulturalnej, która w ciągu II połowy XIX w. dzięki napływowi okolicznych elit ruchu narodowego osiągnęła wysoki poziom.

Ten stopniowy proces polonizacji Torunia sprawił, że stał się on ośrodkiem polskości w całych Prusach Zachodnich. Nastąpiło to wbrew intencjom władz pruskich, wg których Toruń miał być miastem podrzędnym w stosunku do Chełmna, ustanowionego jako siedziba województwa.

Czynnikiem decydującym o roli Torunia jako jednego z głównych punktów pomocy dla powstania była jego bliskość od granicy Królestwa Polskiego, jak i położenie nad żeglowną rzeką Wisłą, jednocześnie w pobliżu poprowadzonej już linii kolejowej z Warszawy do nadgranicznego w Królestwie Polskim Aleksandrowa Kujawskiego i linii kolejowej Bydgoszcz - Toruń wraz z wybudowanym na lewym brzegu Wisły toruńskim dworcem kolejowym (w październiku 1861 r.), z którego w grudniu 1862 r. uruchomiono połączenie koleją do Warszawy i Berlina.

Władze pruskie wiedziały, że jako miasto nadgraniczne połączone z zaborem rosyjskim drogą żelazną i wodną, Toruń był miejscem jak najbardziej nadającym się do przemytu ochotników i uzbrojenia, zwłaszcza przy pomocy polskich mieszkańców. Toruń został objęty szczególnie ostrymi restrykcjami jeszcze w okresie przygotowań powstańczych. Zorganizowano przede wszystkim wzmożoną kontrolę wojskową i policyjną (nadgraniczną z zaborem rosyjskim) na rzece Tążyna.

Jesienią 1862 r. pojawiły się doniesienia o licznych aresztowaniach i rewizjach w Warszawie oraz w pobliskich, nadgranicznych powiatach w Królestwie Polskim. W styczniu 1863 r. ukazała się wiadomość o wybuchu powstania w zaborze rosyjskim. Ton tych informacji i komentarzy prasowych na ogół nie zdradzał obawy, że powstanie może przenieść się na teren Prus.

Dla zapobieżenia ruchowi wyzwoleńczemu władze Prus podjęły z Rosją współpracę, nazywając ją koniecznością poprawy stanu bezpieczeństwa w Prusach Zachodnich. Rozpoczęły odtąd walkę z wszelkimi przejawami udziału lub choćby popierania tych działań na terenach przyległych do granicy pomiędzy zaborami.

Pierwszym posunięciem pruskich władz, już z końcem stycznia 1863 r., było skoncentrowanie w swoich prowincjach wschodnich czterech kordonów armii i zamknięcie kilkakrotnym kordonem całej granicy od Kłajpedy po Mysłowice. W Prusach Zachodnich wkroczył 26 stycznia do Brodnicy oddział kawalerii i piechoty; na początku lutego przybyła do Wąbrzeźna kompania piechoty, wkrótce też przybył cały batalion do Chełmna. Miesiąc później sprowadzona została cała dywizja piechoty do powiatów chełmińskiego i toruńskiego i postawiona w stan gotowości bojowej. Wszystkie te siły wojskowe miały ograniczyć ruch przygraniczny, a przede wszystkim zapobiegać przedostawaniu się powstańców i przewożeniu broni. Patrolowano też drogi i szosy w kierunku Królestwa Polskiego.

Rząd pruski zawarł z rządem rosyjskim tajną, tzw. Konwencję Alvenslebena (od nazwiska generała wysłanego przez Bismarcka do prowadzenia układów z Rosją). Nakazywała ona władzom lokalnym aresztowanie osób podejrzanych o udział w powstaniu, przeprowadzanie rewizji domowych, wysyłanie listów gończych za podejrzanymi ochotnikami i emisariuszami z zachodu Europy. Zawierała też zakaz wywozu broni, amunicji i materiałów wybuchowych do Królestwa Polskiego.

Piotr Wróblewski - grób powstańca

W Toruniu bezpośrednio po wybuchu powstania władze wojskowe znacznie powiększyły stan liczebny miejscowego garnizonu i sprowadziły dodatkowe kontyngenty wojsk (sztab dywizji z ok. 1000 żołnierzy), które rozlokowano nawet w prywatnych mieszkaniach. Następnie, już 13 lutego 1863 r. komendant twierdzy toruńskiej generał-major von Stuckradt wydał rozkaz wzmożonej czujności wojska na przejściach granicznych w Lubiczu - na moście na Drwęcy, zbudowanym wspólnym kosztem w ramach prusko-rosyjskiej umowy oraz w Otłoczynie, gdzie było przejście na stacji kolejowej. Wzmocnił też nocne straże w mieście, uzasadniając:

Ponieważ pogorszenie stanu bezpieczeństwa w okolicy i w samym mieście poważnie się wzmaga, a najbliższe noce przenieść mogą nawet zamieszki, wzmocniłem posterunek i poleciłem zaostrzone nocne strażowanie. Bramy zewnętrzne będą zamykane o godz. 6., wewnętrzne zaś o 9. wieczorem. Od 6. do 9. posterunki posiadają klucze do barier i otwierają niepodejrzanym osobom, jeśli te przybywają w liczbie nieprzekraczającej 5-6 osób. Od 9. wieczorem do 6. rano wejście do miasta i wyjście odbywać się może tylko przez Bramę Mostową.

Rozkaz ten wprowadzał więc w mieście stan wyjątkowy, który decydował o całkowitej jego izolacji od jakichkolwiek kontaktów z polskim powstaniem. Za Bramą Mostową nie było bowiem wtedy żadnego mostu, a w nocy nie funkcjonował przewóz przez Wisłę ani inna komunikacja z dworcem kolejowym. Mimo to, jak podawały sprawozdania policyjne, polska ludność Torunia sprzyjała powstaniu, a młodzi ludzie próbowali się przedostać przez granicę do Królestwa. We wrześniu 1863 r. ten sam komendant von Stuckradt rozpoczął śledzenie przybyszów z terenów powstańczych, gromadzących się w różnych miejscach w Toruniu podejrzewając, iż chcą oni tworzyć jakąś organizację wojskową.

Podejrzenia gen.-majora von Stuckradta, wspierane przez śledcze działania policyjne oraz przez usługi niektórych niemieckich mieszkańców Torunia, faktycznie nie były bezpodstawne. W tym mieście działała już tajna organizacja powstańcza na tyle aktywnie, że stało się ono jednym z głównych tajnych punktów pomocy dla powstania. Przez Toruń dokonywano przerzutów broni i innego wyposażenia zakupowanego przez władze powstańcze w krajach zachodnioeuropejskich, w nim też kupowano i gromadzono broń i amunicję, aby przekazać je następnie na użytek rodaków walczących w pobliskim Królestwie Polskim.

Centrum działań toruńskiej tajnej organizacji powstańczej mieściło się w hotelu „Zum Schwarzen Adler" przy Louisens 14 (obecnie „Pod Orłem" ul. Mostowa 17). Tu stacjonowali emisariusze powstańczy, jak określały władze policyjne - podejrzani goście z francuskimi, włoskimi, belgijskimi i innymi paszportami, którzy kontaktowali się z uciekinierami z Królestwa, a przede wszystkim z polskimi mieszkańcami Torunia, werbując ich do czynnego udziału w powstaniu oraz do przerzutów ochotników i transportów broni. Na początku września 1863 r. udało się komisarzowi policji Rosczechowskiemu wyśledzić, że ten hotel jest miejscem zebrań polskich agentów oraz wysnuć podejrzenia, że chcą oni tworzyć organizację wojskową. Dwaj Niemcy - właściciel ziemski i kupiec - donosili też, że hotel powinien być wysadzony w powietrze, bo gromadzą się w nim wszyscy szpiedzy i jest on płaszczem dla rozmaitych Polaków.

Rolę kierowniczą spośród działaczy miejscowych pełnili w Toruniu ściśle współpracujący ze sobą Antoni Kolbe pseudonim „Rudolf" i Ludwik Janiszewski. Obaj otrzymywali przesyłki broni na adres „Franz Marquart - Schwarzer Adler" i dokonywali zakupów od producentów toruńskich, organizując następnie transporty za granicę zaboru.

Działalność polskiej Centrali powstańczej w niemieckim hotelu możliwa była dzięki temu, że jego właścicielem był Niemiec Franz Marquart - demokrata sympatyzujący z Polakami, znający język polski, katolik, pochodzący z rodziny o propolskim nastawieniu (spokrewniony z Karlem Marquartem, dziennikarzem i pisarzem, również polonofilem i tłumaczem niektórych wierszy Adama Mickiewicza na język niemiecki).

Mniejszymi ośrodkami polskiej konspiracji w Toruniu były hotele „Deutsche Haus" i „Coppernicus" (przy Annestr., Copernicusstr.).

Agentem broni w Toruniu był też działacz o nazwisku Brudziński (Burdziński), kwaterujący w kamienicy pod nr 123 na Nowym Mieście, którego ważnym sukcesem było pośredniczenie w zakupie broni od toruńskich i bydgoskich rusznikarzy oraz załatwienie transportu rakiet z Bydgoszczy. Pomocnikiem jego był Aleksander Grzymała. Współpracę z ośrodkiem bydgoskim nawiązał także Kolbe poprzez ppor. armii pruskiej - Polaka Jana Brodowskiego ps. Teodor, stacjonującego i otrzymującego przesyłki w hotelu „Heinmann Gutta in Bromberg".

Konspiracyjny handel i przemyt uzbrojenia i sprzętu wojskowego, zdobywanego dla powstania dzięki Komisji Broni przy Rządzie Demokratycznym, odbywał się w Prusach Zachodnich na szeroką skalę. Dostawy zagraniczne na teren chełmińsko-pomorski zaczęły docierać już od pierwszych dni lutego 1863 r. Transporty do Torunia odbywały się dwoma szlakami wodnymi i drogą kolejową. Pierwszy, główny szlak wodny wytyczała Wisła, którą z Gdańska - przez Toruń - barkami w zamaskowanych opakowaniach przemieszczano ładunki przeważnie do Warszawy. Drugi szlak wodny - Notecią i Kanałem Bydgoskim - wykorzystywany był dla transportu zakupów dokonywanych w Niemczech. Drogą kolejową odbywały się najczęściej transporty towaru nabytego na terenie Prus Zachodnich, przede wszystkim w Toruniu. Stąd przejmowali je kolejni uczestnicy ruchu pomocy powstaniu i konwojowali do Królestwa Polskiego. Kurierami takimi, znanymi z nazwiska, byli: Antoni Kowalski - maszynista kolejowy z trasy Toruń-Aleksandrów, kupiec toruński Kazimierz Szwabe i Józef Gajewski (uczeń malarski), którzy przewozili potajemnie broń do Królestwa, a także karczmarz z Podgórza Kamiński i współpracujący z nim Czapanowski - właściciel folwarku w Otłoczynie, gdzie było kolejowe przejście graniczne. Dużą rolę odgrywała też grupa szwarcowników (szmuglerów rekrutujących się z polskich chłopów), zorganizowana przez Kamińskiego. Przedostawali się oni przeważnie wzdłuż drogowego traktu warszawskiego przez graniczną rzekę Tążynę i położone nad nią wsie, m.in. wieś Pieczenia. Przemytem przez granicę na Drwęcy (zwykle z Golubia do Dobrzynia) zajmował się zorganizowany kilkunastoosobowy oddział pod dowództwem Tadeusza Kopytki. Indywidualnie przemytem broni z Torunia (i Bydgoszczy) do Królestwa zajmował się młody mieszczanin Roman Moskowski - konwojent wielokrotnych, udanych transportów.

Powstańcy styczniowi z Torunia

Pewnej liczbie mieszkańców Torunia i okolic udało się przedostać przez prusko-rosyjską granicę i walczyć jako żołnierze oddziałów powstańczych w Królestwie Polskim. Wielu ginęło, licznie zabierani byli do niewoli, zsyłani na Sybir lub do pruskich więzień, albo też poddawani innym represjom. Źródła archiwalne, drukowane i prasowe oraz inne przekazy pozwalają na ustalenie 46 nazwisk powstańców.

Powstańcy styczniowi z Torunia
  • Józef Abel - czeladnik piekarski z Torunia, wzięty do niewoli przez wojsko carskie na terenie Królestwa, wydany władzom pruskim jako Niemiec 14 lipca 1863 r.
  • Józef Bartosiński (Bartusiński) - mieszczanin z Torunia (l. 23), wzięty do niewoli przez Rosjan, zesłany na Sybir, zatrudniony przy budowie linii kolejowej Kursk - Orieł do końca listopada 1866 r., wrócił z niewoli w lipcu 1867 r.
  • Józef Biernacki - mieszczanin z Torunia (l. 25), również zesłany na Sybir, zatrudniony przy budowie linii kolejowej Kursk - Orieł do końca listopada 1866 r., wrócił z niewoli w lipcu 1867 r.
  • Jakub Binkowski - chłop (l. 42) z Łążyna (pow. toruński), wzięty do rosyjskiej niewoli w bitwie pod Wartą (sieradzkie), 15 listopada 1863 r. zesłany na cztery lata do Symbirska.
  • Medard Borowski - ziemianin, uczestnik powstań 1831, 1848 i 1863 r., po którym utracił wieś Dźwierzno w pow. toruńskim.
  • Teofil Chrapkiewicz - uczeń malarski (l. 16), poległ w kwietniu 1863 r. w bitwie pod Nietrzebą (obw. Lipno).
  • Jakub Dasche - robotnik z Torunia, wzięty do niewoli w potyczce pod Imbramowicami (krakowskie) 18 sierpnia 1863 r. i wydany 22 sierpnia jako Niemiec władzom pruskim.
  • Edward Donimirski - syn Teodora, właściciela majątku Łysomice, jako 20-letni powstaniec walczył pod Łęczycą, gdzie został ciężko ranny.
  • Jan Donimirski - rzeźnik z Golubia (l. 26), zginął walcząc w oddziale F. Kowalkowskiego w czerwcu 1863 r. pod wsią Kotowy (obw. Lipno).
  • Józef Drajus - parobek z Turzna, wzięty do niewoli rosyjskiej, wydany władzom pruskim w sierpniu 1863 r.
  • Zygmunt Działowski - syn właściciela majątku Mgowo, organizator i dowódca oddziału (ok. 100 ludzi) w bitwie pod Nietrzebą (obw. Lipno) w kwietniu 1863 r., oskarżony o zdradę stanu, więziony w Berlinie, po procesie w 1864 r. uniewinniony.
  • Józef Dzikowski - aptekarz z Torunia (l. 22), aresztowany w Piątkowie (pow. toruński) za udział w powstaniu, wydalony poza granice Prus.
  • Konstanty Gąsiorowski - z Podgórza, oficer w oddziale Sumińskiego, wzięty do niewoli w maju 1863 r. w Nadrożu (obw. Lipno), skazany przez rosyjski sąd wojenny na dziesięć lat ciężkich robót w guberni jenisejskiej, skąd wrócił dzięki staraniom rodziny.
  • Marian Karczewski - powstaniec z Golubia, poległ 9 lipca pod Szczutowem - Bliznem (płockie).
  • Franciszek Kowalkowski - z Brodnicy, zginął jako dowódca oddziału w czerwcu 1863 r. w potyczce pod wsią Kotowy (obw. Lipno), pochowany w Brodnicy.
  • Kruszyński - z Golubia, oficer kosynierów, poległ w lipcu 1863 r. pod Szczutowem - Bliznem (płockie).
  • Antoni Łukaszewski - z Golubia (l. 23), wzięty do niewoli rosyjskiej, zesłany na Sybir, zatrudniony w rocie aresztanckiej przy robotach ziemnych kolei Kursk - Orieł do 1866 r.
  • Ignacy Meler - uczeń gimnazjalny z msc. Staw (pow. toruński).
  • Aleksy Owsiński - z Elżanowa, syn rządcy majątku, poległ w kwietniu 1863 r. pod Nietrzebą (obw. Lipno).
  • Walery Owsiński - z Elżanowa, brat Aleksego, ranny w kwietniu 1863 r. pod Nietrzebą (obw. Lipno).
  • Aleksander Pawłowski - szewc z Golubia, brał udział w bitwie pod Nietrzebą (obw. Lipno), zmarł z ran.
  • Ernst Pągowski - elew gospodarski z Orzechówka (pow. toruński), wzięty do niewoli w Wilkowie (włocławskie) w marcu 1863 r., od maja t.r. więziony w forcie Winiary w Poznaniu.
  • Rydzyński - pomocnik kupiecki z Torunia.
  • Jan Sawicki - mieszczanin z Torunia, wzięty do niewoli, zesłany do Włodzimierza nad Klaźmą.
  • Stanisław Sąplewski - chłop z Zasiek (pow. toruński), ranny w bitwie pod Kozim Rogiem 3 kwietnia 1863 r.
  • Ludwik Sczaniecki - syn Ignacego, właściciela majątku w Łaszczynie (leszczyńskie), brat Stanisława i Michała, Leona - właściciela majątku w Nawrze. Razem z braćmi walczył w oddziale gen. E. Taczanowskiego w maju 1863 r. pod Ignacewem.
  • Michał Leon Sczaniecki - właściciel majątku w Nawrze. Do powstania przystał występując z pruskiej landwery (obrony kraju), walczył razem z braćmi w oddziale gen. E. Taczanowskiego w maju 1863 r. pod Ignacewem, gdzie został ranny.
  • Stanisław Sczaniecki - brat Ludwika i Michała, obok których walczył w oddziale gen. E. Taczanowskiego w maju 1863 r. pod Ignacewem.
  • Franciszek Sierakowski (Szyrakowski) - mieszczanin z Torunia (l. 20), z niewoli zesłany do robót przy budowie linii kolejowej Moskwa - Orieł, gdzie przebywał do listopada 1866 r.
  • Konstanty Syrowiński - chłop (l. 22) z Szewy (pow. toruński), po dostaniu się do niewoli zesłany do robót przy budowie linii kolejowej Moskwa - Orieł, gdzie również przebywał do listopada 1866 r.
  • Szymański - mieszczanin (kupiec) z Torunia (l. ok. 40), poległ w powstaniu.
  • Jan Tokarski - z Ostrowitego (pow. toruński), były uczeń gimnazjum chełmińskiego, lekarz w obozie powstańczym na terenie Królestwa Polskiego.
  • Stanisław Walter - mieszczanin z Chełmży, walczył w powstaniu.
  • Edward Wereszczyński - ekonom z Torunia, ranny w bitwie pod Kleczewem (kaliskie), w lutym 1864 r. przebywał w szpitalu w Strzelnie.
  • Franciszek Wierzbicki - stolarz z Torunia, wzięty do niewoli, zesłany do Włodzimierza nad Klaźmą, gdzie przebywał do listopada 1866 r., w 1867 r. wrócił do Torunia.
  • Hubert Witkowski - mieszczanin z Chełmży, wzięty do niewoli, zesłany do robót przy budowie linii kolejowej Tuła - Orieł, gdzie przebywał do listopada 1866 r.
  • Teofil Witkowski - czeladnik stolarski z Torunia, ochotniczo walczył w powstaniu.
  • Wunsz - robotnik z Torunia, wzięty do niewoli, zesłany do Włodzimierza nad Klaźmą, gdzie przebywał do listopada 1866 r., w 1867 r. wrócił do Torunia.
  • Zajicki Jan - z Torunia, wzięty do niewoli, zesłany również do Włodzimierza nad Klaźmą.
  • Antoni Zakrocki - mieszczanin z Torunia, poległy w powstaniu oraz Piotr Wróblewski, którego udział poświadcza napis na grobie znajdującym się na Cmentarzu Garnizonowym w Toruniu.

W grupie powstańców może się też znaleźć pięciu ochotników toruńskich: Antoni Fierman, Franciszek Szymanowski, Franciszek Wiśniewski, Korzeniowski i Kostner oraz Ludwik i Robert Lewandowscy spod Torunia, ujętych i aresztowanych już podczas próby przedostania się przez granicę Królestwa.

Do tej skromnej listy, ujmującej m.in. nielicznych tylko uczestników pierwszej wyprawy powstańczej z kwietnia 1863 r., liczącej ok. 100 ludzi, dodać należy nieznane z zapisów źródłowych nazwiska pozostałej jej części oraz uczestników drugiej wyprawy z marca 1864 r. o stanie ok. 1200 ludzi, z których znani z nazwiska są tylko niektórzy dowódcy.

Opracowano na podstawie: Toruń i jego nadgraniczne okolice wobec powstania styczniowego 1863-1864 | Anna Zakrzewska, Tadeusz Zakrzewski - Toruń 2014 r.

Inne miejsca warte odwiedzenia: MAPA
GPS: 53°01′02,94″N 18°36′26,25″E

16 sty 2026

Zbocza Płutowskie zimą - cisza Doliny Dolnej Wisły, do której nie trafia się przypadkiem

Nie trzeba jechać na południe Polski, żeby poczuć krajobraz, który bardziej przypomina góry niż niziny. Czasem wystarczy skręcić z głównej drogi i zejść w dół - do miejsca, gdzie teren zaczyna dyktować własne zasady.

Tak właśnie jest w Dolinie Dolnej Wisły, w województwie kujawsko-pomorskim, gdzie zimą trafiłem do Rezerwatu Przyrody Zbocza Płutowskie. To nie jest miejsce, które przyciąga tłumy. I bardzo dobrze.

Tablica informacyjna Rezerwatu Przyrody Płutowo zimą, w lesie Doliny Dolnej Wisły

Dwa krajobrazy, jeden obszar

Okolice Płutowa kryją w sobie coś wyjątkowego - kontrast, który trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. Z jednej strony są Zbocza Płutowskie: strome, silnie nasłonecznione skarpy, na których przetrwały reliktowe rośliny stepowe. To ewenement na skalę tej części Europy. Występują tu tzw. murawy kserotermiczne, czyli roślinność ciepłolubna, która normalnie zasiedla regiony Morza Czarnego czy południowej Europy. Wiosną zakwita tu m.in. rzadki miłek wiosenny, a zbocza zamieniają się w żółte połacie.

Z drugiej strony jest jar. Głęboki, cienisty, wilgotny. Wcięty w wysoczyznę jak rana w ziemi. To zupełnie inny mikroklimat - chłodniejszy, wilgotniejszy, przypominający lasy górskie. To właśnie tam prowadziła mnie zimowa wędrówka.

Zejście w dół - co warto wiedzieć?

Schodząc do jaru, szybko przestaje się myśleć o szlakach, trasach i planach. Nie ma tu wyraźnych ścieżek, są tylko naturalne przejścia - czasem wydeptane przez zwierzęta, czasem po prostu wynikające z ukształtowania terenu. Zimą, gdy śnieg przykrywa detale, krajobraz staje się prostszy, ale jednocześnie bardziej czytelny.

Strumień płynący przez jar wśród powalonych drzew zimąWąski, cienisty jar w Rezerwacie Przyrody Płutowo zimą

W dole panuje cisza. Inna niż ta na otwartej przestrzeni. Tłumiona zboczami, miękka, przerywana jedynie dźwiękiem wody i trzaskiem gałęzi. Mróz jest mniej dotkliwy, wiatr niemal nie dociera. To miejsce, które naturalnie zmusza do zwolnienia.

Poradnik praktyczny: Jak się przygotować?

Jako że blog ten ma charakter nie tylko inspiracyjny, ale i poradnikowy, muszę Was ostrzec: Zbocza Płutowskie to teren wymagający, szczególnie zimą i wczesną wiosną. Oto kilka wskazówek, zanim ruszycie w teren:

  • Obuwie ma znaczenie: Podłoże tutaj to glina. Gdy jest mokra lub lekko rozmrożona, staje się niezwykle śliska. Zwykłe buty sportowe mogą nie wystarczyć. Zalecam wysokie buty trekkingowe z agresywnym bieżnikiem.
  • Bezpieczeństwo w jarach: Wąwozy są głębokie, a ich zbocza strome. Leżące drzewa (wiatrołomy) są często spróchniałe i śliskie. Nie wchodźcie na nie, jeśli nie musicie. W takich miejscach łatwo o kontuzję, a zasięg telefonii komórkowej na dnie jaru bywa ograniczony.
  • Szanuj mieszkańców: To ostoja zwierzyny. Jesteśmy tu gośćmi w ich sypialni. Jeśli zobaczycie sarny lub dziki (a ich śladów jest tu mnóstwo), zachowajcie dystans i ciszę. Nie używajcie dronów na niskich wysokościach, aby nie płoszyć zwierząt.

Okiem fotografa: Jak robić zdjęcia w takim terenie?

Z perspektywy fotograficznej, jary Doliny Dolnej Wisły to temat trudny, ale wdzięczny. Zimą największym wyzwaniem jest rozpiętość tonalna. Śnieg na górze jaru potrafi być jaskrawo biały, podczas gdy dno wąwozu tonie w głębokim cieniu.

Zamarznięte fragmenty lodu w strumieniu w zimowym jarze
Abstrakcyjny detal lodu i wody w strumieniu Rezerwatu Płutowo

Moja rada? Skupcie się na detalach. Zamiast walczyć z trudnym światłem w szerokich planach, poszukajcie kontrastów: faktury kory na tle śniegu, zamarzniętego strumienia czy pojedynczych liści uwięzionych w lodzie. Warto też korzystać z filtra polaryzacyjnego, który pozwoli zredukować odblaski na mokrych liściach i lodzie, wydobywając głębszy kolor.

Las bez scenariusza

Jedną z pierwszych rzeczy, które rzucają się tu w oczy, jest brak ingerencji człowieka. Powalone drzewa leżą dokładnie tam, gdzie upadły. Wiatrołomy nie zostały uprzątnięte, ścieżki nie są "poprawiane", a las funkcjonuje według własnego rytmu.

Zimowy jar w Dolinie Dolnej Wisły z płynącym strumieniem na dnie
Powalone drzewa i wiatrołomy w zimowym jarze Rezerwatu Płutowo

To właśnie ta naturalność stanowi o wartości tego obszaru. Rezerwat nie chroni tu jedynie widoków, ale procesy - starzenie się drzew, rozkład drewna, erozję zboczy. Natura nie jest tu tłem, lecz głównym bohaterem.

Goście w czyimś domu

Podczas nagrywania filmu spotkałem sarny. Przez krótką chwilę obserwowały mnie z dystansu, po czym zniknęły w gęstwinie. To zawsze dobry moment przypomnienia sobie, że w takich miejscach człowiek jest tylko przechodniem. To nie my jesteśmy tu najważniejsi.

Zimowa miedza prowadząca w stronę Zboczy Płutowskich w Dolinie Dolnej Wisły

Dolina Dolnej Wisły pełni funkcję jednego z kluczowych korytarzy ekologicznych w Polsce (obszar Natura 2000). Zimą, gdy ludzka obecność jest minimalna, widać to szczególnie wyraźnie.

(Jeśli reprezentujesz region lub gminę i chciałbyś promować takie unikalne miejsca w podobny sposób - zapraszam do współpracy z regionami).

Na koniec

Cieszę się, że mogłem tu przyjść i że mogłem pokazać Wam ten fragment Doliny Dolnej Wisły w zimowej odsłonie. To jedno z tych miejsc, które nie potrzebują głośnej promocji, ale zasługują na uważne spojrzenie.

Jeśli bliskie są Wam takie spokojne wędrówki, fotografia i opowieści o krajobrazie bez filtrów i fajerwerków - zapraszam Was do subskrypcji kanału Okiem Obiektywu. Przed nami jeszcze wiele podobnych miejsc, do których trafia się nieprzypadkowo.

Chcesz wesprzeć moje podróże?