Okiem Obiektywu: torun
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torun. Pokaż wszystkie posty

10 sty 2026

Gen. Elżbieta Zawacka Zo - jedyna kobieta wśród cichociemnych. 17 lat od odejścia legendy Torunia.

Elżbieta Zawacka miała być nauczycielką, ale została generałem. Jedyna cichociemna. Mówią o niej bohaterka, a ona powtarzała, że nie lubi tego słowa.

Film Emisariuszka o gen. Elżbiecie Zawackiej
Dziś mija dokładnie 17 lat - 10 stycznia 2009 r., zmarła w Toruniu gen. Elżbieta Zawacka

17 lat temu odeszła legenda - gen. Elżbieta Zawacka

Kurierka i emisariuszka KG ZWZ-AK, jedyna kobieta wśród legendarnych cichociemnych. Człowiek o stalowej woli, która po wojnie musiała zmierzyć się z brutalnością komunistycznego więzienia.

Urodziła się 19 marca 1909 r. w Toruniu. Studiowała na Uniwersytecie Poznańskim, a po studiach pracowała jako nauczycielka, jednocześnie działając jako komendantka Regionu Śląskiego Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Od początku wiedziała, że w obliczu zagrożenia nie będzie stać z boku.

Brała udział w kampanii polskiej 1939 r., a następnie natychmiast weszła w struktury rodzącej się konspiracji. To ona kierowała łącznością Okręgu Śląskiego ZWZ, by wkrótce stać się jedną z najważniejszych postaci służby kurierskiej.

Znana pod pseudonimem Zo, przeszło sto razy nielegalnie przekraczała granice, niosąc meldunki i wiadomości, które decydowały o losach kraju. Wyobraźcie sobie tę odwagę - każda taka podróż to igranie ze śmiercią, a ona robiła to raz za razem, szkoląc przy tym kolejne pokolenia kurierów.

Misja Elizabeth Watson
Jej najsłynniejszy rajd wiódł przez całą Europę - od Niemiec po Londyn

Jej najbardziej niesamowita misja wiodła przez Niemcy, Austrię, Francję i Hiszpanię. Jako Elizabeth Watson dotarła do Londynu 1 maja 1943 roku, by zdać relację gen. Władysławowi Sikorskiemu. Mogła tam zostać, w bezpiecznej Anglii, ale jej serce biło dla Polski. Wróciła tak, jak na cichociemną przystało - skacząc ze spadochronem w nocy z 9 na 10 września 1943 r.

Zo - jedyna kobieta cichociemna

Nawet po upadku Powstania Warszawskiego nie złożyła broni. Kierowała szlakami do bazy w Szwajcarii, a po wojnie włączyła się w struktury konspiracji antykomunistycznej w ramach WiN. Cena, jaką zapłaciła, była ogromna - aresztowanie przez UB w 1951 roku i cztery lata ciężkiego więzienia.

Po odzyskaniu wolności w 1955 r. wróciła do pracy naukowej i pedagogicznej. Doktorat, habilitacja i powrót do rodzinnego Torunia na UMK. To tutaj, w naszym mieście, domknęła się historia tej wielkiej Polki.


W grudniu 1995 r. Elżbieta Zawacka została odznaczona Orderem Orła Białego

W 2006 roku została drugą kobietą w historii Wojska Polskiego mianowaną na stopień generała brygady. Mieszkańcy Torunia uhonorowali ją nie tylko tytułem Honorowej Obywatelki, ale również nazywając jej imieniem jeden z mostów w naszym mieście.

Jeżeli doceniasz moją pracę nad dokumentowaniem historii niezwykłych ludzi i miejsc, możesz postawić mi kawkę lub ciasto na buycoffee.to/okiemobiektywu. Każdy gest pomaga mi tworzyć więcej takich treści!

Powstaje film o jedynej cichociemnej w historii

Historia "Zo" doczekała się uwagi filmowców. Projekt "Emisariuszka. Elżbieta Zawacka Zo" w reżyserii Bartłomieja Żmudy, z Katarzyną Bujakiewicz w roli głównej, to próba oddania hołdu tej niezwykłej kobiecie.

Filmowa opowieść zaczyna się od mrocznej sceny z czasów stalinowskich w Olsztynie. Elżbieta Zawacka wraca z pracy w szkole, otwiera drzwi mieszkania i wpada w ręce funkcjonariuszy bezpieki. To mocne kino o kobiecie, która nigdy się nie ugięła.

Zobacz również inne ciekawe miejsca w mojej okolicy:

31 paź 2025

Ucieczka ze Stalagu i archeologia PRL-u. Niezwykłe tajemnice cmentarza na Łącznej w Toruniu.

Jest ostatni dzień października - niezwykły czas, tuż przed Dniem Wszystkich Świętych. Czas zadumy, palących się zniczy, ale też odkrywania śladów tych, którzy byli tu przed nami. Pamięć jest dla mnie kluczowa - to ona buduje tożsamość miejsca.

Ujęcie z drona pokazujące rozplanowanie ram grobowych na cmentarzu ewangelickim przy ul. Łącznej w Toruniu

Dziś chcę Cię zabrać w takie miejsce - pełne historii, przez dekady ukryte przed wzrokiem przechodniów, a jednak będące niemym świadkiem losów lewobrzeżnego Torunia. Chodź ze mną na ulicę Łączną 38, na Stawki.

Zdjęcia, które tu zobaczysz, zrobiłem już jakiś czas temu - w 2018 roku. Powstały w ramach niezwykłego wydarzenia "100 razy Toruń", gdzie stu fotografów odkrywało miasto na nowo, a mi w udziale przypadł właśnie ten owiany tajemnicą fragment lewobrzeża. Fotografie przeleżały w archiwum, czekając na odpowiedni moment.

I ten moment nadszedł teraz, napędzany nową, fascynującą opowieścią.

Historia, która sama prosiła o opowiedzenie

Cała ta historia wróciła do mnie z podwójną siłą niedawno, dzięki spotkaniu z Michałem Wiśniewskim, prezesem Stowarzyszenia Lapidaria. To ludzie, którzy od lat przywracają pamięć zapomnianym cmentarzom. Michał opowiedział o tym miejscu w tak barwny sposób, że poczułem, jakbym przeniósł się w czasie.

Zbliżenie kamiennej dekoracji nagrobnej z rozmytym, mglistym tłem cmentarza

A historia tego cmentarza - założonego prawdopodobnie dla osadników olęderskich gdzieś po 1723 roku - to gotowy scenariusz na film sensacyjny.

Tajemnica ucieczki ze Stalagu 13

Najbardziej poruszający wątek nie dotyczy nawet samego cmentarza, a tego, co działo się tuż obok niego. W czasie II wojny światowej w pobliżu cmentarza znajdował się niemiecki obóz jeniecki - Stalag XIII - dla żołnierzy alianckich.

Prezentacja mapy ucieczki ze stalagu i fragmentów historii cmentarza na Łącznej w Toruniu.

Michał Wiśniewski opowiedział historię jak z "Wielkiej Ucieczki". Dwóch jeńców - angielski sierżant Foster i kapral Capard - postanowiło uciec. Ich plan zakładał przedostanie się przez teren sąsiadujący z cmentarzem.

Niestety, podczas ucieczki złapano kaprala, który był słabszy fizycznie. Sierżant Foster, mimo że mógł uciekać dalej, sam się poddał. Stwierdził: "jak mamy umrzeć, to umieramy razem". Obaj trafili do obozu koncentracyjnego. Kapral zmarł.

Sierżant Foster cudem przeżył wojnę. I po 1945 roku namalował tę niesamowitą mapę - dokładny plan ich drogi ucieczki. Widać na niej, jak przeciskali się obok budynków wojskowych (istniejących do dziś) i szli wzdłuż płotu cmentarza.

Co ciekawe, w czasie wojny cmentarz był otoczony zasiekami, a fragment ulicy Łącznej nosił nazwę Cmentarnej (Cymentalna).

"Stajnia Augiasza" i "Archeologia PRL-u"

Po 1945 roku nadeszło zapomnienie. A potem - dewastacja.

"Stajnia Augiasza" to mało powiedziane. Michał bez owijania w bawełnę nazwał to "zarośniętą kloaką". Jeden z mieszkańców, który nabył gospodarstwo obok w latach 70., opowiadał, że poprzedni właściciel zrobił sobie w ogrodzeniu prywatne przejście na cmentarz, który traktował jak śmietnisko.

Fragment płyty nagrobnej z motywem serca, kotwicy i krzyża oraz liści palmowych na cmentarzu ewangelickim w ToruniuPrzewrócona kamienna płyta z niemieckim napisem leżąca wśród wyschniętych traw na dawnym cmentarzu ewangelickim

I to nie byle jakie. Wolontariusze podczas prac znajdowali tam nie tylko ludzkie kości. Znajdowali mnóstwo kości świń, krów i kur. Wyglądało to, jakby ktoś intencjonalnie zrobił tam sobie składowisko padłego bydła.

Prace porządkowe to była, jak ujął to Michał, "archeologia PRL-u" - buteleczki, flakoniki po perfumach, śmieci z lat 70., 80. i 90., wszystko wrzucone między groby.

Przez dekady miejsce to zarastał bluszcz. Wikipedia wspomina nawet o legendzie związanej z majorem Henrykiem Rochnińskim, który słysząc plotkę, że pochowano tam jakiegoś generała, w 2009 roku wziął żołnierzy z pobliskiej jednostki, by "wykosić" cmentarz. Generała nie znalazł, więc prace porzucono. A bluszcz - jak to bluszc z - odrósł dwa razy grubszy.

Tytaniczna praca i niezwykłe odkrycie

Dopiero tytaniczna praca wolontariuszy ze Stowarzyszenia Lapidaria, Stowarzyszenia Stawki i Zespołu Szkół nr 34 przyniosła efekty.

Kiedy zaczynali, oficjalna ewidencja (z 1994 roku) mówiła o 27 nagrobkach. Tyle było widać w chaszczach. Po latach odkrzaczania, kopania i usuwania ton śmieci, doliczono się ponad 120 śladów pochówków!

Odkryli też coś niezwykle poruszającego - w południowo-zachodniej części cmentarza natrafili na osobną kwaterę dziecięcą, z co najmniej 40 małymi nagrobkami.

Kolejne zdjęcie lotnicze z wyraźnymi rzędami i pustymi ramami grobowymi na dawnym cmentarzuPrzewrócona kamienna płyta z niemieckim napisem leżąca wśród wyschniętych traw na dawnym cmentarzu ewangelickim

Dzięki współpracy z miastem, na cmentarz trafiła minikoparka. A operator maszyny, pan Witkowski, okazał się "złotym człowiekiem" - za każdym razem, gdy jego łopata "poczuła" coś twardego, zatrzymywał pracę, dając sygnał wolontariuszom.

Efekt? Udało się posklejać 24 niemal kompletnie potłuczone tablice nagrobne. Dziś są zdeponowane i czekają na specjalne stojaki, by wrócić na swoje miejsce. Na wielu z nich powtarza się sygnatura Augusta Irmera - lokalnego kamieniarza z przełomu wieków.

Mniejsze fragmenty zebrano w tzw. lapidarium. I tu kolejna anegdota ze spotkania - Michał z uśmiechem opowiadał, że wykonawca wybrany przez miasto zalał je "pseudotynkiem", przez co wygląda, jak wygląda. Ale jest. I świadczy o historii.

W takich chwilach czuję, że fotografia to coś więcej niż zdjęcia - to misja opowiadania historii, które inaczej przepadłyby na zawsze. To zresztą nie jedyna zapomniana nekropolia w tej części miasta. Opisywałem już także nowy cmentarz ewangelicki na Podgórzu, którego historia jest równie fascynująca.

Historie takie jak ta napędzają mnie do dalszych poszukiwań. Jeśli chcesz zobaczyć więcej takich opowieści, nie tylko w formie pisanej, zapraszam na mój kanał YouTube - dążę 4000 godzin oglądania, by móc dalej rozwijać te projekty i pokazywać Ci nieodkryte zakątki!

Tworzenie tych materiałów - reportaży, filmów i artykułów - to setki godzin pracy w terenie i przy komputerze. Jeśli doceniasz odkrywanie takich zapomnianych perełek i chcesz wesprzeć kolejne wyprawy, możesz postawić mi wirtualną kawę przez Zrzutkę. Każde wsparcie pomaga w finansowaniu nowych projektów.

A może planujesz własną podróż śladami niszowych zabytków i lokalnej historii? Chętnie pomogę w jej zaplanowaniu podczas konsultacji podróżniczej.

Zostawiam Cię z tą historią. Pamiętajmy o tych, którzy byli przed nami.

6 lip 2025

Piernikowa Kalina: Kiedy Toruń otworzył serca, a ja nie zapomniałem o tych, którzy nie mieli głosu

W toruńskim Cinema City, 30 czerwca 2025 roku, podczas 23. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BellaTofifest, zapadła cisza. Cisza, która, jak zgodnie przyznali reżyser i bohaterowie, była najlepszą recenzją. Ta cisza nie oznaczała obojętności, lecz głębokie poruszenie, refleksję i wdzięczność. Na ekranie wybrzmiała "Piernikowa Kalina" - film dokumentalny Tomasza Gezeli, który w niezwykle autentyczny sposób opowiedział o toruńskiej solidarności z Ukrainą. A ja, człowiek stojący zazwyczaj za obiektywem "Okiem Obiektywu", tym razem znalazłem się po jego drugiej stronie, by świadczyć o historii, która na zawsze odmieniła moje życie i pokazała mi, czym jest prawdziwa empatia w obliczu niewyobrażalnej tragedii.

Reżyser Tomasz Gezela, bohaterka Veronika Matush i Grzegorz Chudzik (w koszulce FCK PTN) po premierze filmu "Piernikowa Kalina" na festiwalu Tofifest w Toruniu.
fot. Julia Marszewska

Odruchy serca i konwój nadziei: Moja podróż do Medyki

Zima 2022 roku to czas, który wyrył się w pamięci Torunian, Polaków i całego świata. Kiedy Rosja przypuściła pełnoskalową inwazję na Ukrainę, powietrze nasyciło się strachem. Wówczas, nie kalkulując, nie planując rozgłosu ani nagród, narodził się spontaniczny odruch serca. Toruń, miasto znane z pierników i Kopernika, pokazał światu swoje prawdziwe oblicze - oblicze bezprecedensowej empatii i natychmiastowego działania.

Ja, człowiek, dla którego podróże i opowiadanie historii są chlebem powszednim, nie mogłem stać z boku. Razem z moją niezastąpioną przyjaciółką i towarzyszką tej misji, Karoliną Cylwik, ruszyliśmy w pierwszy konwój humanitarny z Torunia na granicę w Medyce. To były dni, kiedy każda minuta miała znaczenie, a ludzkie dramaty rozgrywały się na naszych oczach. W powietrzu czuło się strach, a w oczach dzieci widziałem ból, którego żadne dziecko nie powinno doświadczać. Byłem tam dwukrotnie, bo potrzeba pomocy była ogromna, a moje serce nie pozwalało mi się zatrzymać.

Niezwykła więź - pomoc dla tych, którzy nie mieli głosu

Jednak w chaosie ludzkich tragedii, w tej fali cierpienia i niepewności, obok wycieńczonych matek z dziećmi, starszyzny i tych, którzy stracili wszystko, zauważyłem również inne ofiary wojny - porzucone zwierzęta. Psy, koty, bezbronne istoty, które z dnia na dzień straciły dom, opiekunów i bezpieczeństwo. Ich cichy ból, ich zagubione spojrzenia były równie rozdzierające, jak ludzkie łzy.

Grzegorz Chudzik (w koszulce FCK PTN) na widowni podczas premiery filmu "Piernikowa Kalina" na festiwalu Tofifest w Toruniu.
fot. Maciej Wasilewski

Moje zaangażowanie w ratowanie tych czworonożnych przyjaciół stało się dla mnie symbolem. To dowód na to, że prawdziwa empatia nie zna granic - ani gatunkowych, ani narodowych. Nie mogłem sobie wyobrazić, że w obliczu tak wielkiego cierpienia zapomnimy o tych, którzy nie potrafią sami prosić o pomoc. Moja rola w filmie "Piernikowa Kalina", podkreślona przez samego reżysera Tomasza Gezelę, jest dla mnie powodem do dumy: "Grzegorz Chudzik, który pokazał, że nie tylko ludzie potrzebowali pomocy, nie zapomniał o naszych czworonożnych przyjaciołach." To była moja osobista misja w tej wielkiej misji Torunia. Działanie szybkie, nietuzinkowe i wynikające prosto z serca.

"Piernikowa Kalina": Więcej niż film - świadectwo i przypomnienie

Tomasz Gezela, z niezwykłą czułością i autentycznością, dokumentował te pierwsze, heroiczne chwile, kiedy Toruń zjednoczył się w obliczu kryzysu. Jego film to surowe, nieinscenizowane świadectwo tamtych dni, kiedy Toruński Sztab Pomocy Ukrainie - oparty na niezwykłej działalności Andrieja Bondarenko i najbardziej zaangażowanych ludzi - stał się punktem oporu dobroci. Tomasz, jak sam przyznał, nagrywał "stan za stanem", bez przygotowanej "drabinki montażowej", a surowość filmu oddaje tamten trudny czas.

Widz uwiecznia smartfonem moment po premierze filmu "Piernikowa Kalina", na ekranie widać Grzegorza Chudzika (FCK PTN), Veronikę Matush i Tomasza Gezelę.
fot. Dominika Szwugier

Premiera filmu na Tofifest była czymś więcej niż tylko pokazem kinowym. Było to spotkanie, podczas którego emocje wprost wylewały się z ekranu i przenosiły na publiczność. Reżyser, zaskoczony i poruszony pełną salą, widział w niej potwierdzenie, że film "opowiada coś ważnego. Coś, co było potrzebne". Jak powiedział Jarosław "Jarry" Jaworski, który z niezwykłą wrażliwością poprowadził rozmowę po seansie, film przypomina, że "pomoc ciągle jest potrzebna".

Zespół "Piernikowej Kaliny": Reżyser Tomasz Gezela, Veronika Matush i Grzegorz Chudzik (w koszulce FCK PTN) pozują po premierze filmu na festiwalu Tofifest w Toruniu.
fot. Dominika Szwugier

Veronica Matush, jedna z głównych bohaterek i serce toruńskiej pomocy, nie kryła wzruszenia. "To jest niesamowicie ważny dla mnie film, dlatego że to są lata naszej działalności" - mówiła, podkreślając, że dzieło Tomasza Gezeli pełni rolę niezwykle ważnego przypomnienia. To, że premiera odbyła się "teraz, kiedy wojna trwa już 3,5 roku", jest, zdaniem Tomka, wręcz korzystne, bo "percepcja tego filmu jest już zupełnie inna niż gdyby ten film ukazał się dwa lata temu." Ten film jest potrzebny teraz bardziej niż kiedykolwiek, by nikt nie zapomniał o trwającym cierpieniu i o tym, że solidarność nie jest jednorazowym zrywem.

Dlaczego "Piernikowa Kalina" jest dla mnie tak ważna?

Dla mnie, ten film to nie tylko dokument, w którym miałem zaszczyt wystąpić. To coś znacznie głębszego. To świadectwo, że w obliczu największej ciemności, potrafimy znaleźć światło w sobie nawzajem. To przypomnienie o sile ludzkiego ducha, o bezinteresowności, która poruszyła Toruń i zainspirowała setki, tysiące ludzi do działania.

Karolina Cylwik na widowni, klaszcze z uśmiechem, podczas premiery filmu "Piernikowa Kalina" na festiwalu Tofifest w Toruniu.
fot. Julia Marszewska

"Piernikowa Kalina" to opowieść o Toruniu, który nie tylko pamięta o swojej historii, ale i tworzy ją na nowo, pisząc najpiękniejsze karty solidarności. To historia o Andrieju, Krystynie, Miko, Oksanie, o Veronice i o niezliczonych wolontariuszach, darczyńcach, a także o każdym, kto otworzył swoje serce i dom. To opowieść o tym, jak w obliczu wojny, człowieczeństwo potrafi być piękne. A dla mnie to przede wszystkim potwierdzenie, że moje podejście do życia - oparte na empatii, szybkim działaniu i gotowości do niesienia pomocy w sposób czasem nietuzinkowy - ma sens. To historia, która się wydarzyła - naprawdę. I która dzięki filmowi Tomasza Gezeli będzie żyła dalej, przypominając światu o niezłomnej sile toruńskich serc.

6 cze 2025

Samotność pól bawełnianych – Malkovich na Festiwalu Kontakt

Noc, w której pragnienie wyszło z podziemia. „Samotność pól bawełnianych” na 29. Festiwalu Kontakt

Toruńskie CKK Jordanki wypełniło się do ostatniego miejsca: „Samotność pól bawełnianych”, najmocniejszy punkt programu 29. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Kontakt, przyciągnął publiczność i krytyków jak magnes. Z dwunastu konkursowych propozycji organizator wydarzenia – Teatr im. Wilama Horzycy – ulokował właśnie ten spektakl Timofieja Kuliabina w samym sercu tegorocznej edycji (obszerny kontekst dziejów sceny przypominam w tekście „Teatr Horzycy – 120 lat historii” dostępnym tutaj).

Reżyser Timofey Kulyabin mówi do mikrofonu, obok John Malkovich i Ingeborga Dapkūnaitė słuchają. 

Od Koltèsa do psychoanalitycznej łamigłówki

Bernard-Marie Koltès napisał In the Solitude of Cotton Fields jako dialog Handlarza i Klienta. Kuliabin, wspólnie z dramaturgiem Romanem Dołżańskim, zamienił tę parę w dwie osobowości jednej postaci, tworząc sceniczny autoportret rozdartej świadomości. Jak tłumaczył po spektaklu, cała akcja toczy się „pod czaszką”, a nocna ulica Koltèsa staje się labiryntem wyobraźni.

Zbliżenie: John Malkovich siedzi w fotelu z butelką w dłoni, mikrofon leży przed nim.

Reżyser przesunął pierwotne tabu lat 80. – homoerotyczną transakcję – w obszar jeszcze silniejszego napięcia współczesności: pedofilii. „Nie pokazujemy zbrodni; pokazujemy lęk przed samym sobą” – podkreślał. Dyskretne znaki – dziecięcy rysunek, pluszowy miś, gwałtowne wideoflashe – przenoszą uwagę widza na granice empatii wobec nieakceptowalnego.

Dwie twarze (tego samego) bohatera

John Malkovich i Ingeborga Dapkūnaitė naprzemiennie wcielają się w Handlarza i Klienta. Aktor przyznał, że długo nie mógł zdecydować, którą rolę przyjąć, dlatego role rotują. Powstaje psychologiczny ring, gdzie każde zdanie odbija się echem w innym ciele.

Ingeborga Dapkūnaitė i John Malkovich trzymają się za ręce podczas ukłonów, boso na scenie.

Przez większość prób widzieliśmy tylko siebie. Wszystko, co oglądacie na ekranach, dzieje się za naszymi plecami” – mówił Malkovich, opisując pracę w hermetycznej „bańce we dwoje”. Minimalizm jego gestu i barwy głosu kontrastuje z nerwowym drżeniem sylab Dapkūnaitė. Gdy kamera zbliża się do ich twarzy, patrzymy jakby od wnętrza neuronowej sieci, a nie przez obiektyw.

Machina multimedialna

Za kulisami działa zespół, który Kuliabin pół żartem nazywa „sześcioma reżyserami” – kamera, wideo-efekty, światło, dźwięk, dramaturgia i on sam. To metaforyczne „studio wewnątrz spektaklu”: obraz, dźwięk i światło reagują w czasie rzeczywistym. Kamera śledzi aktorów, komputer deformuje głosy, projekcje przecinają scenę, a sound designer Timofey Pastukhov komponuje na żywo pętle zsynchronizowane z rytmem dialogu (fotografie promocyjne przygotował Gio Kardava). Technologia działa jak rentgen – odsłania pęknięcia w tekście, zamiast go ilustracyjnie podkreślać.

Rozmowa po spektaklu

Wieczorna dyskusja odsłoniła kluczowe warstwy przedstawienia. Kuliabin podkreślał, że „ulica nocna” istnieje wyłącznie w psychice protagonisty. Przesunięcie tabu ku pedofilii ma oddawać współczesne przemieszczenie granic moralnych, w których wciąż pozostają „ciemne strefy” wstydu. Reżyser opowiadał o metodzie pracy: od pierwszej próby na scenie byli wszyscy realizatorzy, a ustawienia kamer i świateł powstawały podczas improwizacji, po czym „zamrażano” je w zapamiętanych sekwencjach.

Panel w średnim planie: sześcioro rozmówców siedzi w pomarańczowych fotelach na tle czarnych słupów LED.

Malkovich dodał, że gra w niemal całkowitej ślepocie na projekcje: „Nie widzimy ani jednego kadru, wszystko opiera się na sygnałach świetlnych i zaufaniu do ekipy”. Pandemia wydłużyła próby rozpoczęte w 2020 roku, lecz, jak twierdzi aktor, „pozwoliła tekstowi wgryźć się głęboko pod skórę”.

Dlaczego to zostaje w głowie

Spektakl Kuliabina nie oferuje łatwego katharsis. Kamera zbliża się do porów skóry tak, jak Koltès zagląda w pory duszy; gra Malkovicha i Dapkūnaitė zamienia się w labirynt luster, z którego pytanie „kto kupuje, a kto sprzedaje?” wraca do patrzącego bumerangiem.

Czy jury sięgnie po Grand Prix i przyzna temu przedstawieniu Nagrodę Główną Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego? To już kwestia oficjalnych werdyktów. Znacznie istotniejsze, że – jak ujął to Malkovich – „ścigamy ducha, którego nigdy się nie złapie”, a ten duch po wieczorze w Jordankach wciąż dudni pod powiekami widzów.

30 wrz 2024

120-lecie Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu: historia, architektura i wpływ na kulture polską

30 września 2024 roku minęła 120. rocznica otwarcia Teatru Miejskiego w Toruniu, obecnie znanego jako Teatr im. Wilama Horzycy. Historia tego teatru odgrywa istotną rolę zarówno w kontekście rozwoju miasta, jak i kształtowania polskiego życia teatralnego w Toruniu.

Historia teatru w kontekście politycznym i artystycznym

Po wybudowaniu Teatru Miejskiego w 1904 roku, przez pierwsze 16 lat jego działalności nie wystawiano tam polskich sztuk. W okresie zaborów, gdy Toruń znajdował się pod panowaniem pruskim, teatr ten był narzędziem propagandy niemieckiej, służącym promowaniu niemieckiej kultury, co oznaczało całkowite wykluczenie polskiego repertuaru. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1920 roku Polacy przejęli teatr i zaczęli budować własną scenę teatralną. Proces ten wiązał się z licznymi trudnościami organizacyjnymi oraz politycznymi.

120-lecie Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu

Secesyjne zdobienia i ich historia Teatru Horzycy w Toruniu

Ważnym elementem historii Teatru Miejskiego są również jego walory architektoniczne, a zwłaszcza zdobienia secesyjne, które w pierwszych latach budziły duże emocje. Fasada teatru była zdobiona rzeźbami przedstawiającymi muzyk, które zostały wykonane przez znanego berlińskiego rzeźbiarza Ernsta Hertera. Herter był cenionym artystą, który tworzył rzeźby na zlecenie m.in. cesarza Wilhelma II. Pomimo jego renomy rzeźby muzyk nie spotkały się z entuzjazmem władz miasta Torunia, które uznały, że nie odpowiadają one w pełni wcześniejszym szkicom. Mimo że niemiecka Komisja Artystyczna uznała te figury za doskonałe, władze miejskie miały zastrzeżenia, zwłaszcza do materiałów, z jakich wykonano rzeźby. W prasie niemieckiej pojawiły się nawet humorystyczne komentarze, które nawiązywały do kontrowersji wokół tych postaci. Ostatecznie dokonano pewnych napraw, a rzeźby otrzymały dziesięcioletnią gwarancję.

Jednak w okresie II wojny światowej doszło do kolejnej ingerencji w fasadę teatru. Z gmachu zdjęto cesarskie orły, co symbolizowało koniec niemieckiej dominacji. Ten akt miał również wymiar polityczny, symbolizując wymazanie śladów zaborczych rządów.

Odkrycia badawcze

W ostatnim czasie dokonano odkryć, które rzucają nowe światło na historię teatru w Toruniu. Dotarcie do nieznanych wcześniej dokumentów, odnalezionych zarówno w Berlinie, jak i w polskich archiwach, m.in. w Książnicy Kopernikańskiej, Archiwum Państwowym w Toruniu oraz w archiwach bydgoskich, umożliwiło odtworzenie procesu kształtowania się polskiego życia teatralnego po odzyskaniu niepodległości przez Polskę.

Secesyjne zdobienia i ich historia Teatru Horzycy w Toruniu

Jednym z kluczowych odkryć były dokumenty związane z Komitetem Teatralnym, na czele którego stał Artur Górski, literat i działacz kulturalny. Protokół z tych dyskusji pozwolił zrekonstruować rozmowy dotyczące wyboru repertuaru na otwarcie teatru w listopadzie 1920 roku. Pierwszą polską sztuką wystawioną na toruńskiej scenie była „Zemsta” Aleksandra Fredry, mimo że sugerowano, by zadebiutować „Dziadami” Mickiewicza lub „Księdzem Markiem” Słowackiego. Ostatecznie uznano, że ten repertuar będzie zbyt wymagający dla nowo powstałego zespołu teatralnego.

Dodatkowo, w kwietniu 1920 roku w budynku teatru po raz pierwszy zabrzmiało polskie słowo. Ludwik Dybizbański, dyrektor polskiego zespołu teatralnego, wynajął salę od niemieckiego dyrektora, który wciąż zarządzał teatrem, mimo że Toruń był już pod polską administracją. Ten epizod ilustruje, jak skomplikowane były relacje polsko-niemieckie w kontekście teatru.

Teatr toruński w cieniu germanizacji: między propagandą a potrzebami społeczności

Warto przyjrzeć się bardziej szczegółowo procesowi germanizacji i propagandowej funkcji, jaką przypisywano teatrowi toruńskiemu. Pomimo wyraźnych intencji władz niemieckich, zarówno Polacy, jak i Niemcy stopniowo zaczęli dystansować się od tej instytucji. Przyczyną tego było zapewne wyraźne podporządkowanie repertuaru ideologicznym celom, co ograniczało swobodę artystyczną i zniechęcało publiczność do uczestnictwa w spektaklach.

Jednym z kluczowych momentów, który ukazuje ambiwalentny stosunek lokalnej społeczności do Teatru Miejskiego, było odcięcie się od sztuk o charakterze stricte politycznym, które początkowo miały dominować. Z czasem niemieccy dyrektorzy teatralni, widząc spadek frekwencji, zmieniali repertuar na lżejszy, oferując więcej operetek i komedii, co wyraźnie pokazuje, że propaganda nie była w stanie zdominować gustów odbiorców. Teatr stawał się miejscem mniej intensywnej konfrontacji ideologicznej, a bardziej przestrzenią dla rozrywki, chociaż nadal kontrolowaną przez władze.

Z drugiej strony, kwestia zdemontowania orłów i innych elementów dekoracyjnych podczas niemieckiej okupacji w latach 40. jest doskonałym przykładem, jak głęboko władze III Rzeszy ingerowały w przestrzeń publiczną, starając się dostosować budynki i inne struktury do swoich estetycznych i ideologicznych standardów. Uproszczenie elewacji Teatru Miejskiego nie było przypadkowe — stylizowane orły czy inne ozdobne elementy architektoniczne, postrzegane jako burżuazyjne, nie pasowały do nowego, uproszczonego i ideologicznie "czystego" stylu nazistowskiego. Wyeliminowanie tych elementów było częścią szerszej polityki estetycznej, mającej na celu stworzenie wrażenia jednolitości i prostoty, zgodnie z wizją teatru ludowego ("Volkstheater"), przeznaczonego dla mas, a nie dla elit.

Niemieccy architekci i politycy nie zawsze byli zgodni co do tego, jak powinny wyglądać te zmiany. W rezultacie dochodziło do pewnych niespójności w realizacji wytycznych, a niektóre decyzje podejmowane na poziomie lokalnym były sprzeczne z ogólną linią propagandową. To pokazuje, jak trudne było utrzymanie spójnej polityki kulturalnej i architektonicznej, nawet w tak zcentralizowanym systemie, jakim była III Rzesza.

Ostatecznie teatr toruński, mimo wielu prób uczynienia go narzędziem politycznym, pozostał przestrzenią artystyczną, która musiała balansować między oczekiwaniami władzy a rzeczywistymi potrzebami widowni.

Teatr Horzycy - Kulturalny symbol Torunia

Teatr Miejski, dziś Teatr im. Wilama Horzycy, przez dekady był świadkiem najważniejszych wydarzeń politycznych i kulturalnych w regionie. Jego historia jest pełna nie tylko sukcesów artystycznych, ale także momentów napięć związanych z walką o polską tożsamość w zaborze pruskim.

Obchody 120-lecia Teatru Miejskiego przypominają, że sztuka i teatr odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu kultury narodowej, nawet w najtrudniejszych czasach. To doskonała okazja, by bliżej poznać historię tego wyjątkowego miejsca, które przez lata stanowiło przestrzeń dialogu, konfrontacji i wspólnego dziedzictwa kulturowego.

10 cze 2024

Rzemiosło z Duszą – Kapelusze z Toruńskiej Pracowni Modniarskiej

W samym sercu toruńskiej starówki, na ulicy Szewskiej 10, kryje się miejsce pełne historii, pasji i kunsztu rzemieślniczego – pracownia kapeluszy „Modena”. Od 1947 roku, ta niewielka manufaktura niezmiennie produkuje stylowe nakrycia głowy, łącząc tradycję z nowoczesnością. W tym wyjątkowym zakładzie powstają kapelusze, które niegdyś były nieodłącznym elementem eleganckiej garderoby, a dziś stanowią synonim szyku i oryginalności.
 
Rzemiosło z Duszą – Kapelusze z Toruńskiej Pracowni Modniarskiej
 

Historia i Tradycja

 
Pracownia „Modena” została założona przez Jadwigę Benowską, która po II wojnie światowej przybyła z Warszawy do Torunia. Razem z kuzynką, będącą modystką, otworzyły zakład, który wkrótce stał się jednym z kilkunastu funkcjonujących w Toruniu warsztatów modniarskich. Kiedy kuzynka opuściła firmę, Jadwiga kontynuowała działalność, rozwijając zakład samodzielnie. Po jej śmierci, w 1963 roku, pracownię przejęli Janusz i Irena Benowscy, którzy z wielką pasją kontynuowali rodzinną tradycję.
 
Kapelusze z Toruńskiej Pracowni Modniarskiej
 
Obecnie, prowadzeniem pracowni zajmuje się czwarte pokolenie – Sandra Raniszewska-Benowska wraz z mężem Rafałem. Pani Sandra, mimo początkowych wątpliwości, szybko odkryła w sobie ukryty talent do tworzenia kapeluszy i z pełnym zaangażowaniem rozwija rodzinny biznes.
 

Proces Tworzenia Kapelusza

 
Tworzenie kapelusza to proces wieloetapowy, wymagający precyzji i cierpliwości. Zaczyna się od zmierzenia obwodu głowy klienta, a następnie dobiera się odpowiedni fason i materiał, uwzględniając kształt twarzy i indywidualne preferencje.
 
Pracownia kapeluszy Modena
 
W pracowni „Modena” kapelusze powstają z różnych materiałów, takich jak filc, welur, naturalna słoma sinamay czy wiskoza. Każdy kapelusz jest formowany na jednej z ponad stu drewnianych form, ręcznie robionych i starannie wykończonych. Proces obejmuje również obszywanie, suszenie oraz dobieranie odpowiednich dodatków, co sprawia, że każdy produkt jest wyjątkowy.
 

Klienci i Moda

 
Klientami „Modeny” są osoby w różnym wieku – od starszych pań, które pamiętają pierwsze kapelusze wykonane przez Irenę Benowską, po młode kobiety i mężczyzn, którzy poszukują oryginalnych i eleganckich nakryć głowy. Popularnością cieszą się zarówno klasyczne kapelusze, jak i bardziej awangardowe modele, takie jak toczki, fascynatory czy budki.
  
Kapelusze z Pracowni Modniarskiej Toruń
 
Kapelusze z „Modeny” są wybierane na różne okazje – od codziennych spacerów, przez uroczystości rodzinne, po wyjątkowe wydarzenia. Co więcej, każdy kapelusz można spersonalizować, dobierając jego kolor i dodatki do indywidualnych potrzeb klienta.
 

Przyszłość Tradycji

 
Pomimo zmieniających się czasów i wyzwań związanych z prowadzeniem małego, rodzinnego biznesu, pracownia kapeluszy przy Szewskiej 10 wciąż kwitnie. Państwo Benowscy z dumą kontynuują dziedzictwo swoich przodków, wkładając serce w każdy wykonany kapelusz. Dla nich najważniejszy jest uśmiech i zadowolenie klientów, którzy noszą ich wyroby z radością i dumą.
 
Rzemiosło z Duszą
 
Pracownia „Modena” to miejsce, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością, a każdy kapelusz jest dziełem sztuki. Odwiedzając to magiczne miejsce, można nie tylko zakupić unikatowe nakrycie głowy, ale także przenieść się w czasie i poczuć ducha prawdziwego rzemiosła.
 
 
Zapraszamy na Szewską 10, gdzie kapelusze są tworzone z miłością i pasją, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie i doświadczyć magii prawdziwego rzemiosła.


Inne miejsca warte odwiedzenia: MAPA

5 lut 2024

O chronieniu mokradeł i odkrywaniu historii winnicy w Toruniu: Spacer pełen wrażeń

The English version of this post can be found at the bottom of the page.

Dziś pragnę podzielić się z Wami wrażeniami z udziału w Społecznym Spacerze po Winnicy, zorganizowanym z okazji Światowego Dnia Mokradeł. Spotkanie z Sylwestrem i Maciejem dostarczyło fascynujących informacji na temat mokradeł, kluczowego elementu naszego ekosystemu. To nie tylko przyrodnicze miejsce, ale także istotne dla walki ze zmianami klimatycznymi i utratą różnorodności biologicznej.
 
O chronieniu mokradeł i odkrywaniu historii winnicy w Toruniu: Spacer pełen wrażeń
 
Mokradła pełnią wielofunkcyjną rolę, działając jako naturalny filtr wody, magazyn słodkiej wody i absorber dwutlenku węgla. W Polsce obszary podmokłe są zagrożone, co niesie poważne konsekwencje dla środowiska i naszego codziennego życia. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaleca, abyśmy chronili mokradła, unikając osuszania i inwestycji zmieniających je na cele rolnicze czy budowlane.

  
Warto zdawać sobie sprawę, że mokradła to nie tylko naturalne filtry, ale również kluczowe dla równowagi ekosystemu. Dostarczają czystą wodę, zapewniają bezpieczeństwo żywnościowe i korzystnie wpływają na klimat oraz zdrowie psychiczne. W tej chwili tereny podmokłe są naszymi sprzymierzeńcami w walce ze zmianą klimatu, pełniąc rolę naturalnych magazynów węgla. Torfowiska, będące częścią mokradeł, przechowują więcej węgla niż lasy na całym świecie. Jednak odwodnione torfowiska przyczyniają się do emisji dwutlenku węgla, stawiając przed nami ważne wyzwanie ochrony środowiska.

W Polsce mamy 13 obszarów chronionych wpisanych na listę Ramsar, obejmujących rezerwaty przyrody, parki narodowe i torfowiska. Niemniej jednak, istnieją także problemy wynikające z działań niekorzystnych dla mokradeł, zwłaszcza ze strony miast, które dążą do uzyskania tych obszarów pod inwestycje, co może prowadzić do ich degradacji i zaśmiecania.

O chronieniu mokradeł i odkrywaniu historii winnicy w Toruniu: Spacer pełen wrażeń
O chronieniu mokradeł i odkrywaniu historii winnicy w Toruniu: Spacer pełen wrażeń

Również toruńska Winnica, obszar Natury 2000, nie jest wyjątkiem. Kilkadziesiąt osób uczestniczyło w spacerze zorganizowanym przez Koło Partii ZIELONI i Stowarzyszenie Wolna Winnica. Społeczność uważa, że planowana inwestycja, m.in. budowa 80-metrowego wieżowca, zagraża przyrodniczym walorom terenu. Wydane pozwolenie na budowę zostało zaskarżone, a ziemia przewieziona na teren budowy stała się przedmiotem zawiadomienia do prokuratury przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.

Wnioski płynące z tych informacji są jednoznaczne - troska o mokradła to nie tylko nasza ekologiczna odpowiedzialność, ale także inwestycja w zdrowie naszej planety i nas samych. Wzywam nas wszystkich do działania, do wspólnej ochrony tych niezwykłych obszarów, które są kluczowe dla naszej przyszłości.
 

Historia Winnicy w Toruniu

 
Winnica, jedna z najstarszych osad przedmiejskich Torunia, kryje w sobie fascynującą historię, nawołując do odkrywania tajemnic minionych wieków. Jej nazwa związana jest ściśle z winnicami, które w średniowieczu należały m.in. do biskupów włocławskich. Jednak, aby zrozumieć bogactwo kulturowe tego miejsca, sięgnijmy w głąb czasu.

W średniowieczu, już od XIII wieku, stoki skarpy wiślanej były miejscem uprawy winorośli. Wynikiem tej działalności było powstanie gęsto zaludnionego przedmieścia, nazwanego Winnicą, które wzbogacało się nie tylko winem, ale także rzemiosłem szewskim. Góra Winnica, nazywana również Górą Biskupią, była znacznym wzniesieniem, doskonale nasłonecznionym i osłoniętym od chłodnych wiatrów północnych, co sprzyjało uprawie winorośli.

Niestety, historia Winnicy zaznaczyła się tragicznymi momentami. W lutym 1629 roku, podczas pierwszego oblężenia szwedzkiego, mieszczanie toruńscy spalili winnice, które nigdy już się nie odrodziły. Po tym wydarzeniu, Winnica ewoluowała, stając się centrum rzemieślniczo-handlowym. W XVIII wieku była miejscem partactwa, a liczba gospodarstw bez służby i pracowników najemnych wzrosła do 48.
 
O chronieniu mokradeł i odkrywaniu historii winnicy w Toruniu: Spacer pełen wrażeń

Winnica to nie tylko miejsce produkcji wina i handlu. Stała się także osiedlem ludzi Wisły - rybaków, szkutników, flisaków i piaskarzy. Ich chaty zbudowane z drewna pochodzącego z rozebranych barek nadawały tej dzielnicy niepowtarzalny charakter.

Warto również wspomnieć, że słynny przedwojenny film Aleksandra Forda "Ludzie Wisły" z Iną Benitą, Stanisławą Wysocką i Jerzym Pichelskim w rolach głównych, powstał na podstawie książki Heleny Boguszewskiej i Jerzego Kornackiego, której akcja rozgrywa się głównie na toruńskiej Winnicy.

Dawna zabudowa Winnicy utrzymała się praktycznie do pierwszych lat obecnego stulecia, kiedy to dzielnica stała się miejscem intensywnej zabudowy. Choć bloki zdominowały krajobraz, w ich cieniu wciąż można odkryć ducha dawnej Winnicy.

W 1912 roku "Gazeta Toruńska" opisywała to miejsce jako urokliwe, sielskie, i podmiejskie, a tereny te wciąż emanowały duchem przeszłości. Dziś, niestety, po świętej figurze i cmentarzu pozostały tylko wspomnienia nielicznych. Jednak, wciąż istnieje możliwość dotarcia do korzeni tej dzielnicy.

W Winnicy znajduje się wiele miejsc związanych z historią, takie jak wiekowy młyn w Trzeposzu, którego budynek stoi do dziś, przypominając o uzdrawiających właściwościach wody z młynówki. Na początku XIX wieku specjalna komisja lekarska badała te właściwości, potwierdzając cudowny charakter tego miejsca.

Winnica, choć uległa wielu przemianom w ciągu wieków, nadal emanuje unikalnym klimatem i zachowuje ślady swojej bogatej historii. Ta malownicza część Torunia, położona nadwiślańsko, przyciąga nie tylko swoim pięknem, ale również zaprasza do odkrywania tajemnic przeszłości. Dlatego warto czasem zatrzymać się na rogu ulicy Winnica i Szosy Lub ickiej, aby wsłuchać się w szmer historii tego niezwykłego miejsca.

Inne miejsca warte odwiedzenia: MAPA

---

Today, I want to share my experiences from the Community Walk in Winnica, organized on World Wetlands Day. Meeting with Sylwester and Maciej provided fascinating insights into wetlands, a crucial part of our ecosystem. These areas act as natural water filters, reservoirs, and carbon absorbers. In Poland, wetlands face threats with serious consequences. The Ministry of Climate and Environment urges protection, discouraging drainage and development for agriculture or construction.

Wetlands aren't just filters but vital for ecosystem balance, providing clean water, food security, and positive impacts on climate and mental health. Currently, wetlands play a crucial role as natural carbon reservoirs, with peat bogs storing more carbon than global forests. However, drained peat bogs contribute to carbon dioxide emissions, posing a significant environmental challenge.

Poland has 13 protected Ramsar sites, including nature reserves, national parks, and wetlands. Yet, issues persist, especially with urban developments threatening degradation and pollution. Torun's Winnica, a Natura 2000 site, is no exception. A planned 80-meter tower construction raises concerns about environmental values. Construction permits are contested, and soil transported for construction is under investigation by the Regional Inspectorate of Environmental Protection.

The conclusions are clear – caring for wetlands is not just an ecological responsibility but an investment in our planet's health. I call on everyone to act, collectively safeguarding these remarkable areas crucial for our future.

History of Winnica in Toruń

Winnica, one of Toruń's oldest suburbs, harbors a fascinating history, inviting exploration of centuries past. Its name is closely tied to vineyards, once owned by bishops of Włocławek. To understand the cultural richness of this place, let's delve into history.

In the Middle Ages, from the 13th century, slopes along the Vistula were vineyards. This led to the creation of the densely populated suburb called Winnica, known for wine production and shoemaking. Góra Winnica, also known as Góra Biskupia, was a significant elevation, well-exposed to sunlight and sheltered from northern winds, ideal for vine cultivation.

Unfortunately, Winnica's history includes tragic moments. In February 1629, during the first Swedish siege, Toruń residents burned the vineyards, which never recovered. After this event, Winnica evolved into a center for trade and crafts. In the 18th century, it became a place of various crafts, with the number of households increasing to 48.

Winnica isn't just a place for wine production and trade; it's also home to the People of the Vistula – fishermen, boatbuilders, rafters, and sand miners. Their wooden cottages, crafted from dismantled boats, gave the district a unique character.

It's worth mentioning that the famous pre-war film "People of the Vistula" by Aleksander Ford, starring Ina Benita, Stanisława Wysocka, and Jerzy Pichelski, was based on the book by Helena Boguszewska and Jerzy Kornacki, set mainly in Toruń's Winnica.

The historical architecture of Winnica persisted until the early 20th century when the district became a site for intense construction. Although blocks dominated the landscape, the spirit of old Winnica can still be discovered in their shadows.

In 1912, "Gazeta Toruńska" described the area as charming, rural, and suburban, with the surroundings still exuding the spirit of the past. Today, unfortunately, only memories remain of the holy figure and cemetery. However, there's still a chance to connect with the roots of this district.

Winnica hosts many historically significant places, such as the age-old mill in Trzeposz, its building standing to this day, reminding us of the healing properties of water from the mill race. In the early 19th century, a special medical committee examined these properties, confirming the miraculous nature of the place.

Winnica, despite undergoing numerous transformations over the centuries, still radiates a unique atmosphere and preserves traces of its rich history. This picturesque part of Toruń, along the Vistula, captivates not only with its beauty but also invites exploration of the mysteries of the past. Therefore, it's worthwhile to pause at the corner of Winnica and Szosa Lubicka, listening to the whispers of history in this extraordinary place.
/div>/div>/div>

16 lis 2023

Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem. Obraz podczas Camerimage

Podczas festiwalu Energa CAMERIMAGE, mieszkańcy Torunia mają niepowtarzalną szansę podziwiania słynnego obrazu, przedstawiającego najsłynniejszego Torunianina - Mikołaja Kopernika. To wydarzenie jest wyjątkowe a ja szczerze zachęcam Was zobaczenia tego dzieła.
 
Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem – Wyjątkowa okazja podczas Energa CAMERIMAGE w Toruniu!
 
Najbardziej znanym dziełem, które ukazuje Kopernika, jest obraz pt. "Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem", namalowany przez Jana Matejkę w 1873 roku. To wyjątkowe dzieło powstało z okazji 400-lecia urodzin astronoma. Oryginał obrazu można podziwiać w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
 
Matejko przedstawił Kopernika w momencie, gdy dokonuje epokowego odkrycia, a mapa nieba przedstawia układ heliocentryczny. Warto zauważyć, że Matejko włożył wiele pracy w dokładne oddanie realiów czasów Kopernika, co uwidacznia się w szczegółach takich jak stroje, instrumenty naukowe czy otoczenie obserwatorium we Fromborku.
 
Interesujący jest fakt, że twarz Kopernika na obrazie ma rysy doktora Henryka Levittouxa, warszawskiego lekarza i przyjaciela Matejki. Ten zabieg artystyczny dodaje dziełu dodatkowej warstwy znaczeniowej, łącząc genialność astronoma z postacią współczesną artyście.
 
Obraz "Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem" ukazuje naukowca w momencie skupienia i zadumy, trzymającego w ręce cyrkiel. Elementy takie jak otwarte księgi, notatki, kałamarz i luneta tworzą atmosferę pracy i badania. Niektóre z tych detali, jak luneta czy cyrkiel Galileusza, zostały dodane przez Matejkę celowo, aby zasygnalizować wpływ teorii heliocentrycznej na rozwój nauki.
 
Obejrzenie tego wyjątkowego obrazu podczas Energa CAMERIMAGE to nie tylko okazja do zanurzenia się w sztuce, ale także do zrozumienia głębszych kontekstów historycznych. Każdy mieszkaniec Torunia powinien skorzystać z tej wyjątkowej możliwości i dać się porwać fascynującej podróży przez czas i przestrzeń, zatrzymując się na chwilę przy fascynującym świecie Kopernika przedstawionym przez Jana Matejkę.
 
Z uwagi na bardzo duże gabaryty obrazu jest on rzadko pokazywany poza Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, które jest jego właścicielem. W ciągu ostatnich 70 lat miało to miejsce zaledwie dwa razy. Prezentacja tego dzieła Jana Matejki w Toruniu jest zatem prawdziwą sensacją.
 
Toruńska wystawa wzbogacona została o szkice Jana Matejki będące studium postaci Mikołaja Kopernika oraz unikalną, niezwykle zabawną karykaturą, w której sam Matejko ukazał, w jakich warunkach powstawał obraz. W Sali Mieszczańskiej Ratusza Staromiejskiego w Toruniu znajduje się także wielkoformatowy ekran, na którym wyświetlany jest film NASA pokazujący Słońce, będące centralnym punktem teorii Mikołaja Kopernika.
 
Zapraszamy wszystkich do Ratusza Staromiejskiego w Toruniu na ten niezwykły pokaz.

8 lis 2023

Top Najpiękniejszych Świątecznych Jarmarków na City Break w Europie

The English version of this post can be found at the bottom of the page.

Święta to czas magii i wyjątkowych przeżyć, a jednym z najlepszych sposobów na poczucie prawdziwej atmosfery Bożego Narodzenia jest odwiedzenie urokliwych jarmarków bożonarodzeniowych. W 2023 roku, na liście marzeń wielu podróżników znalazły się te wyjątkowe miejsca. Oto listajarmarków, które warto odwiedzić podczas zimowego city breaku.
 

1. Jarmark Świąteczny w Brugii, Belgia


Brugia  często określana jako jedno z najpiękniejszych miast w Europie, nabiera niezwykłego uroku, zwłaszcza o zmierzchu, gdy tysiące lampek bożonarodzeniowych migoczą i odbijają się na malowniczych kanałach miasta. To miejsce gości nie jeden, ale aż dwa niezwykłe jarmarki świąteczne, z każdym oferującym wyjątkowe doświadczenia.

Świąteczny Jarmark Brugia - Belgia
 
Pierwszy, usytuowany na głównym placu, to tradycyjny jarmark, gdzie można znaleźć szeroki wybór świątecznych ozdób i upominków, by uczcić swoją wizytę w tym magicznym miejscu.

Drugi rynek, stworzony w celu promocji talentów lokalnych rzemieślników, oferuje okazję do odkrywania wyjątkowych, ręcznie wykonanych dzieł. Tutaj znajdziesz różnorodną gamę produktów stworzonych z troską i rzemieślniczym kunsztem.
 
 
 

Jednym z głównych punktów programu podczas świątecznego pobytu w Brugii jest lodowisko Vorst Winter Bar - magiczne miejsce o powierzchni 300 metrów kwadratowych, wspaniale oświetlone. Jazda na łyżwach na tym lodowisku, przy jednoczesnym podziwianiu panoramicznego widoku na Jezioro Miłości (Minnewater), to naprawdę niezapomniane przeżycie, które warto odwiedzić podczas pobytu w Brugii.

Jeśli pragniesz jeszcze więcej magii, nie przegap 'Light Experience Trail'. Ta fascynująca ścieżka o długości 2,5 kilometra prowadzi przez najpiękniejsze miejsca miasta, ozdobione intrygującymi instalacjami świetlnymi bożonarodzeniowymi, które przemieniają Brugię w bajkową krainę. To podróż przez świat kapryśnego oświetlenia, która dodaje dodatkowej dawki magii twojej wizycie.
 

2. Jarmark Świąteczny w Strasbourgu, Francja

  
Jarmark bożonarodzeniowy w Strasburgu, znany jako Christkindelsmärik, to jedno z najstarszych tego typu wydarzeń w Europie. To miejsce, które przyciąga coraz więcej zwiedzających, a to z powodu rosnącej popularności ruchu na rzecz lokalnych produktów i tradycji.
 
Świąteczny Jarmark Strasbourg - Francja
 
Gdy odwiedzisz ten urokliwy jarmark, możesz posmakować wyjątkowych alzackich przysmaków i wybrać się na spacer z profesjonalnym przewodnikiem, który opowie ci fascynujące historie o mieście i jego świątecznych tradycjach. Strasburg w okresie świąt przemienia się w bajkowy świat, a na każdym rogu ulicy czeka mnóstwo przysmaków, które zaspokoją Twoje podniebienie i przeniosą Cię w magiczny nastrój Bożego Narodzenia.

3. Jarmark Świąteczny w Tallinie, Estonia


Tallin to miasto, które przez wieki przewijało się przez historię, a w okresie świąt tętni życiem, migocząc tysiącami świateł i pokrywając się delikatnym białym puchem śniegu. Świąteczny jarmark na Placu Ratuszowym w Tallinie to doskonałe miejsce, by zanurzyć się w lokalnej kulturze i spróbować wyjątkowych estońskich smakołyków, takich jak kaszanka, pieczone kaczki czy tradycyjne pierniczki.
 
Świąteczny Jarmark Tallin - Estonia
  
Na scenie odbywają się koncerty, zapewniając rozrywkę dla gości w każdym wieku. Dla najmłodszych przygotowano atrakcje, takie jak animacje i konkursy, które dodają dodatkowego uroku świątecznej atmosferze jarmarku. Co więcej, to miejsce jest przyjazne zwierzętom, dzięki czemu możesz odwiedzić go z własnym pupilem i wspólnie cieszyć się magią świąt.
 

4. Jarmark Świąteczny w Belfaście, Wielka Brytania

 
Jarmark bożonarodzeniowy w Belfaście to prawdziwa podróż kulinarne, gdzie możesz spróbować różnorodnych smakołyków, włączając w to lokalne specjały. Po wizycie na jarmarku warto zwiedzić miasto, odwiedzić Titanic Belfast i wiele innych atrakcji. Belfast to miejsce, w którym zawsze znajdziesz coś interesującego do zrobienia.

5. Jarmark Świąteczny w Popradzie, Słowacja


Poprad na Słowacji to kolejna propozycja na jarmark. To magiczne miejsce, które kusi swoją atmosferą i tradycyjnymi rękodziełami. 

Świąteczny Jarmark Poprad - Słowacja

Odpoczywając w otoczeniu górskiego krajobrazu, możesz skosztować pysznej słowackiej kuchni i napić się gorącej zupy, która rozgrzeje Cię w chłodne dni. 
 
 
 
 
To idealne miejsce na rozpoczęcie świątecznej podróży.

6. Jarmark Świąteczny w Lubece, Niemcy


Lubeka to niemiecka perełka, szczególnie znana z marcepanu. Miasto oferuje aż 11 jarmarków bożonarodzeniowych, każdy z własnym urokiem. Możesz tam znaleźć wyjątkowe prezenty i degustować lokalne przysmaki. 

Świąteczny Jarmark Lubeka - Niemcy

Nie zapomnij odwiedzić Starego Miasta, które jest częścią dziedzictwa UNESCO i zachwyca swoją architekturą. Świąteczne jarmarki to doskonały sposób na wczesne wprowadzenie się w atmosferę Bożego Narodzenia. Bez względu na to, który z tych jarmarków wybierzesz, możesz być pewien, że dostarczy Ci on niezapomnianych wrażeń i wspomnień. Ciesz się świątecznymi chwilami i rozkoszuj się pysznym jedzeniem oraz unikalnymi prezentami na tych magicznych jarmarkach!

7. Jarmark Świąteczny w Toruniu, Polska


Toruń słynie z urokliwego średniowiecznego centrum, a jego jarmark bożonarodzeniowy jest jednym z najpiękniejszych w Polsce. Spacerując wśród bajkowych dekoracji, poczujesz się jak w świecie z baśni. Możesz skosztować tradycyjnych pierniczków toruńskich i zapomnieć o codziennym pośpiechu.
  

Na terenie jarmarku znajduje się ponad trzydzieści straganów, w których kupimy ozdoby choinkowe, zabawki, słodycze, wino, oscypki, ryby i sery wędzone, wędliny, pierniki, przetwory, ubrania, biżuterię, perfumy, rękodzieło i wiele innych. Nie brakuje też wyboru ciepłych posiłków i napojów, a na najmłodszych czeka bezobsługowy park linowy, diabelski młyn i karuzela łańcuchowa.

 
 
---
 
Holidays are a time of magic and special experiences, and one of the best ways to immerse yourself in the true atmosphere of Christmas is to visit charming Christmas markets. In 2023, the dream destinations of many travelers include these exceptional places. Here's a list of Christmas markets worth visiting during your winter city break:

1. Christmas Market in Bruges, Belgium


Bruges is one of the most beautiful cities in Europe, especially at dusk when thousands of Christmas lights reflect in the canals' waters. The city offers two markets: a traditional one in the main square and another featuring local artisans. Don't miss the Vorst Winter Bar ice rink, where you can skate while enjoying the view of Lake of Love. Bruges will also enchant you with its Light Experience Trail, a path leading through the city's fairy-tale locations.

2. Christmas Market in Strasbourg, France


Strasbourg's Christmas market, known as Christkindelsmärik, is one of the oldest in Europe. Lately, there has been a growing trend among visitors to embrace local products and traditions. You can savor Alsatian delicacies and take a guided walk. Strasbourg transforms into a fairy-tale world during the holiday season, and you'll find plenty of delights on its local squares.

3. Christmas Market in Tallinn, Estonia


Tallinn, a city rich in history, shines with lights and snow during the holidays. The Christmas market on Town Hall Square is the perfect place to try local delicacies like blood sausages, duck, and gingerbread cookies. Concerts, animations, and contests are available on the stage, and the market is pet-friendly, so you can visit with your furry friend.

4. Christmas Market in Belfast, United Kingdom


Belfast's Christmas market is a culinary journey where you can sample a wide range of delights, including local specialties. After visiting the market, explore the city, visit Titanic Belfast, and enjoy various other attractions. Belfast always offers something interesting to do, no matter the season.

5. Christmas Market in Poprad, Slovakia


Poprad in Slovakia is another option for a Christmas market. This magical place allures with its atmosphere and traditional craftsmanship. Surrounded by a mountainous landscape, you can taste delicious Slovak cuisine and warm up with hot soup on chilly days. It's the perfect place to start your holiday journey.

6. Christmas Market in Lübeck, Germany


Lübeck, often overlooked, is a German gem, famous for its marzipan. The city hosts an impressive 11 Christmas markets, each with its own charm. You can find unique gifts and sample local delicacies. Don't forget to visit the Old Town, part of UNESCO's World Heritage, with its captivating architecture.

7. Christmas Market in Toruń, Poland


Toruń is renowned for its charming medieval center, and its Christmas market is one of the most beautiful in Poland. As you stroll among the fairy-tale decorations, you'll feel like you're in a storybook world. Try the traditional Toruń gingerbread cookies and escape the daily rush.

These Christmas markets offer an early immersion into the Christmas spirit. Regardless of which market you choose to visit, you can be sure it will provide unforgettable experiences and memories. Enjoy the holiday moments and indulge in delicious food and unique gifts at these magical markets!