Wywiad z Igorem Traczem. Psie zaprzęgi.

9 lut 2010

Wywiad z Igorem Traczem. Psie zaprzęgi.

W ubiegły weekend na trasach biegowych Kubalonki koło Wisły odbyły się Mistrzostwa Europy ESDRA w Wyścigach Psich Zaprzęgów. O wyborze psów do zaprzęgu, ich treningu, budowaniu wzajemnej relacji Katarzyna Koczwara (www.aktywni.pl) rozmawiała z Igorem Traczem Mistrzem Europy ECF w bikejoringu z węgierskiego Sopron i podwójnym złotym medalistą Mistrzostw Świata IFSS Dryland z kanadyjskiego Saquenay.
 
Rozmowa odbyła się w Hotelu Gołębiewski po oficjalnej konferencji prasowej poświęconej mistrzostwom.

Igor Tracz: Nie chciałaby ich pani widzieć przed treningiem, to jest po prostu nieposkromiony żywioł. Nawet ja nie jestem wstanie ich opanować przed samym startem. Kontrolę przejmuję dopiero, kiedy otwarta zostanie lina startowa i pędzimy po śniegu. Przed startem są niedookiełznania.

Katarzyna Koczwara: Mają psie „ADHD”?

- Tak, to są psy, które powinny mieć ADHD. Patrząc na 10 psów, które mam, najlepsze są te najbardziej nadpobudliwe. Tą ich pobudliwość, „nerwowość” trzeba odpowiednio ukierunkować. Można by nimi pokierować w każdy inny sposób. Można by z tego psa zrobić psa obronnego, psa pilnującego, psa do poszukiwań, ratowniczego. Najlepsze predyspozycje fizyczne mają do długotrwałego wysiłku fizycznego, do biegu. Ich ADHD ukierunkowane w tą stronę spełnia się najlepiej.

- Sam pan wybiera swoje psy?

- Kupuję tylko szczeniaki, sam je wybieram, jak mają ok. 3 miesięcy.

- Na co pan zwraca wtedy uwagę?

- Na pokolenia wstecz, jak najdalej wstecz, gdzie dziadkowie i pradziadkowie spełniali jak najlepiej swoją rolę w sporcie zaprzęgowym. Nie tylko biegali, ale osiągali w tym dobre wyniki. Najważniejsza jest linia genealogiczna psów, które już biegały. Nie mówię, że musiały być mistrzami świata, ale biegały w czołówce. Reszta, jak je wykarmimy, wytresujemy, wychowamy, zależy od nas.

- Jak długo się pan tym zajmuje?

- od 10 lat, od 3 lat zawodowo.

- Nie jest to popularny sport w Polsce, jakie są największe trudności?

- Powiem wprost, kasa. Dopiero od 3 lat w jakimś stopniu, nie całkowicie, mój zaprzęg jest wstanie się utrzymać. Moje psy, które ze mną robią wyniki, są wstanie na siebie zarobić. To jest mój największy sukces. Od 3 lat mój zaprzęg pracuje sam na sobie.

- Co wpłynęło na tę zmianę?

- Przede wszystkim moje wyniki. Bardzo mała, ale jednak coraz bardziej poprawiająca się medialność tego sportu w Polsce i w Europie. Łatwiej dotrzeć do sponsorów, władz lokalnych i promować ten sport poprzez tworzenie klubów młodzieżowych, które skupiają młode osoby, dopiero uczące się tego sportu. Coraz częściej organizowane są otwarte zawody dla ludzi z zewnątrz, prężnie rozwija się sponsoring sportowy.

- Jak ma pan zorganizowane treningi? Pochodzi pan z Pruszcza Gdańskiego, gdzie odbywają się treningi?

- Generalnie trenuję tylko i wyłącznie na swoim terenie. Wykorzystuję w 90% sprzęt kołowy, wiadomo jak wygląda sytuacje ze śniegiem na wybrzeżu (red. skąd pochodzi Igor Tracz). Wyjątkowo ta zima dopisała, ale i tak jest krótka. Okrągły rok trenuję z pomocą sprzętu kołowego w postaci rowerów i specjalnych wózków dwu i trzykołowych.

- Z jednej strony jest trening psów, a jak wygląda pana przygotowanie?

- Muszę być tak samo dobrze wytrenowany co moje psy. Zawsze jednak jestem gorszy od nich (śmiech), na szczęście. Robię wszystko, by jak najbardziej zmniejszyć tę różnicę fizyczną. Choć wiem, że nigdy nie wypracuję takich parametrów, jakie mają moje psy. Moje przygotowanie to trening biegowy, trening kolarski, wspomagająco siłownia. Wszystko sprowadza się do wypracowania odpowiedniej wytrzymałości siłowej. Jest mi ona potrzebna podczas w sumie krótkiego, 15 minutowego, wysiłku. Kwadrans trwa jeden etap, ale w tym czasie zarówno ja, jak mi psy dajemy z siebie wszystko. Dwutorowo prowadzę treningi, z jednej strony przygotowanie psów, z drugiej siebie. Cały czas trzeba podążać dwoma ścieżkami treningowymi. Trening psów jest dużo bardziej skomplikowany od moich przygotowań. Jest to trening podobny do treningu atletycznego sportowca. Trochę technicznych słów podam, objętość tlenowa, treningi interwałowe, treningi powtórzeniowe, wytrzymałość szybkościowa, wytrzymałość siłowa, te wszystkie elementy wprowadzamy w życie w ciągu roku.

- Skąd pana zainteresowanie akurat tym sportem?

- Całe życie zajmuję się sportami ekstremalnymi. Wcześniej uprawiałem kolarstwo górskie, wspinałem się sportowo, nurkowałem, całe moje życie zdominowane było przez sporty „dziwne”, niecodzienne, niekonwencjonalne. 10 lat temu przyjaciel, hobbysta tych psów, zaraził mnie, na początku jako hobby. Z roku na rok miałem coraz więcej psów, bardziej się angażowałem w trening. Początkowo brałem udział w amatorskich zawodach, po pewnym czasie przeszło to w zawodowstwo. Od 3 lat praktycznie nie wykonuję niczego innego. 90% mojego czasu poświęcone jest treningom. Ponad to jestem instruktorem i trenerem tych dyscyplin sportowych, przygotowuję innych zawodników, szkolę psy.

- Jakie znaczenie ma bezpośrednia relacja pana z psami?

- Ogromne. Jak bym dał pani ten zaprzęg, pani by na nim pojechała, one by z panią pobiegły, ale nie wykonywałby tak dobrze komend pani, jak moich, nie pobiegły by tak szybko i bezpiecznie z panią, jak ze mną. Mogłyby popatrzeć w tył i zdziwić się, kto tam siedzi na tych saniach (śmiech). Musimy sobie wzajemnie ufać. Często wypowiadam do nich komendy szeptem, po ciężkim podbiegu, kiedy jestem wykończony, ostatkiem sił w zadyszce mówię „lewo”. One muszą to usłyszeń i skręcić. Kierowanie zaprzęgiem odbywa się za pomocą komend i tego, jak się psa wyszkoli. „Wyprzedź z lewej”, „zawróć”, „stój”, „szybciej”, „wolniej” - to są komendy, których psy są uczone. Ja nie mam kierownicy jak w samochodzie, nie mogę zmienić biegu, zatrzymać się, kiedy chcę. To jest żywioł, w tym biorą udział żywe zwierzęta i zawsze konieczny jest pewien margines błędu. Nie raz się zdarza, chociaż rzadko, ja mówię lewo, a one skręcają w prawo. Cenne sekundy uciekają.

- Podobno czasem pożycza się psy.

- Tak, też wcześniej pożyczałem psy. Wtedy pożycza się zwierzęta od dobrych zawodników. Jest wówczas łatwiej, pies już biegał w zaprzęgu. Pożyczony pobiegnie bardzo dobrze, ale śmiem twierdzić, że nie na 100%, jak to miejsce podczas jazdy ze swoim właścicielem.

- Z jednej strony trening, zawody, z drugiej budowanie relacji?

- Tak. Mam 10 psów, które mieszkają na dworze, mają swoje kojce, nie wpuszczę ich 10 do domu na raz, bo nie poznałbym później mieszkania. Bywają w domu pojedynczo. Jednej nocy jeden śpi w domu, gdzieś koło łóżka lub w swojej klatce, drugiej nocy inny pies. Jednego dnia idę z jednym psem na spacer, innego dnia z drugim. Jak jadę na zakupy, któryś jedzie ze mną, siedzi sobie na fotelu z tyłu. Wykonuję podstawowe czynności, jakie się robi mieszkając ze swoim ukochanym pieskiem. To samo muszę wykonać z 10 czworonogami, one muszą stopniowo nabierać zaufania do mnie.

- Faworyzuje się któregoś?

- Teoretycznie nie powinno się, ale niestety trzeba faworyzować psy najsilniejsze w stadzie. Jeśli zacznie się faworyzować słabsze psy, osobniki alfa mogą spuścić niezły łomot tym słabszym, bo zauważą, że najniższy w hierarchii stada jest faworyzowany, czyli coś jest nie tak. Doprowadzenie do takiej sytuacji, może się krwiście skończyć. To brutalne, ale nie powinno się faworyzować najsłabszych, najbardziej zalęknionych psów w stadzie.

- Jest tak, że niedopieszczając tych słabszych, mobilizuje się je, by ciągnęły do góry?

- To jest stado, to jest swoista rodzina, w którą nie ingeruję. Lepiej, żeby w pewnym stopniu one same sobie ustawiały hierarchię. Jest zmiana układu sił między nimi - ma to miejsce, kiedy suki mają cieczkę, kiedy pojawia się w stadzie młody silniejszy samiec. Raz na jakiś czas zdarzają się walki w kojcu. Bywa, że psy tak się pogryzą, że trzeba je zszywać. To jest ryzyko wpisane w ten sport. Nie da się tego uniknąć. Byłoby to możliwe, gdyby każdy pies miał swoją klatkę, ale dopiero byłby szał, gdybym nagle te klatki wszystkie otworzył. One żyją razem, w jednym stadzie. To jest zwierzę, które ma bardzo proste zasady funkcjonowania. U psów nie ma szarości, coś jest albo białe, albo czarne. Albo się lubią, albo nie. Wszystko musi się naturalnie wyrównać. Człowiek jest od tego, by wszystkie zmiany w stadzie przebiegały jak najmniej boleśnie. Jeśli widzę, że się na siebie jeżą, oddzielam je, żeby nie było awantury.

- Jak przygotowywał się pan z wiedzy o psychice psów?

- Krok po kroku. Podróże po całym świecie. Najwięcej się nauczyłem od innych ludzi. Byłem na kursie treserskim ze swoim pierwszym psem, ale to nie było to. Dużo mi dało przebywanie intensywne z tymi psami, wspólne treningi. Bardzo wiele dowiedziałem się od ludzi z drugiego końca świata, który zajmują się tym sportem przez całe życie. Najwięcej nauczyły mnie podróże zaprzęgowe. Sporo świata zwiedziłem dzięki psom.

- Jak psy znoszą przemieszczanie się, te podróże?

- Potwornie to kochają, choć czasami są umęczone. Każdą podróż kojarzą z tym, że będą biegać. One kochają biegać, roznosi je przed wejściem do samochodu. Jak widzą, że ja otwieram klatki do transportu psów w aucie, całe się trzęsą, czują, że będzie bieganie. Nie ważne, że to będzie np. za 24h, że będziemy całą dobę jechać samochodem na drugi koniec Europy. Trudy podróży wynagradza im perspektywa biegania.

- Są uzależnione od biegania?

- Dokładnie tak. Dla mnie ma znaczenie, czy startuję na mistrzostwach świata, czy na treningu pod domem. Dla nich to się nie liczy, tak samo się angażują na mistrzostwach świata w Kanadzie, co na treningu w moim domu w Pruszczu Gdańskim. One zawsze dają z siebie 100%. Głową tego teamu jestem ja, muszę dozować im wysiłek i oceniać ich możliwości, żeby ich nie przetrenować. One nie mają żadnych hamulców.

- Dziękuję bardzo za rozmowę

- Również dziękuję

Z Igorem Traczem rozmawiała Katarzyna Koczwara - aktywni.pl

Źródło: aktywni.pl