Górka widokowa Okęcie, znana również jako Górka Spotterska Okęcie lub Górka Spotterska Wykusz, to wyjątkowe miejsce, które cieszy się dużą popularnością wśród miłośników lotnictwa oraz osób szukających ciekawego punktu obserwacyjnego w Warszawie. To idealne miejsce zarówno dla dorosłych, jak i dzieci, gdzie można poczuć emocje związane z bliską obserwacją startujących i lądujących samolotów.
Wrażenia, które zapadają w pamięć
Górka widokowa zapewnia niesamowite wrażenia, szczególnie podczas przelotu potężnych maszyn tuż nad głowami obserwatorów. Widziany z tak bliska Boeing 787-9 Dreamliner LOT-u w specjalnym malowaniu z okazji 100-lecia niepodległości Polski (SP-LSC) to tylko jeden z wielu przykładów samolotów, które robią ogromne wrażenie. Spotkanie z tak ogromnym i zaawansowanym technologicznie samolotem nie jest codziennością, a na górce można to przeżyć z wyjątkowej perspektywy.
Nie tylko polskie linie lotnicze wzbudzają zainteresowanie. Na Okęciu często można zobaczyć maszyny z różnych zakątków świata, takie jak Airbus A350-941 należący do Qatar Airways (A7-ALD) czy Airbus A340-313 Air Belgium (00-ABD). Każdy z tych samolotów charakteryzuje się unikalnym wyglądem i daje możliwość zobaczenia różnorodnych modeli, które lądują i startują z warszawskiego lotniska.
Idealne miejsce dla spotterów i rodzin
Górka Spotterska Okęcie znajduje się u zbiegu ulic Janka Muzykanta i Wykusz, co czyni ją łatwo dostępnym punktem na mapie Warszawy. Jest to całodobowy, bezpłatny taras widokowy, z którego rozciąga się doskonały widok na płytę lotniska i pasy startowe. Dzięki swojemu położeniu, obserwatorzy mają idealne warunki, by uchwycić w obiektywie samoloty, a także podziwiać je z bliska, co szczególnie przypadnie do gustu pasjonatom fotografii lotniczej, zwanym spotterami. To również wspaniała atrakcja dla rodzin z dziećmi, które mogą z bliska zobaczyć startujące olbrzymy i poczuć emocje towarzyszące startom i lądowani
Gdzie obserwować samoloty na Okęciu
Nie tylko Górka Spotterska
Chociaż górka przy Okęciu jest jednym z najpopularniejszych miejsc do obserwowania samolotów, na lotnisku Chopina istnieją także inne punkty warte odwiedzenia. Jeśli ktoś chce poszerzyć swoje doświadczenia spottingowe, warto zajrzeć na mapy lotniskowe, które wskazują dodatkowe miejsca, gdzie widok na startujące i lądujące maszyny jest równie spektakularny. Spotterzy, a także zwykli obserwatorzy, mają więc spory wybór, jeśli chodzi o lokalizacje.
Podsumowanie
Górka widokowa Okęcie to miejsce, które łączy w sobie edukację, rozrywkę i pasję. Jest to doskonała opcja na spędzenie wolnego czasu dla osób w każdym wieku. Emocje, jakie towarzyszą obserwacji wielotonowych samolotów z bliska, zostają na długo w pamięci, a możliwość podziwiania różnorodnych modeli samolotów to gratka dla każdego, kto kocha lotnictwo.
2 kwietnia 1969 roku o godzinie 15.20 z lotniska Okęcie wystartował pasażerski An-24 rejs numer 165. 55 minut później samolot miał lądować w podkrakowskich Balicach. Tak się jednak nie stało. Z niewiadomych przyczyn maszyna zboczyła z kursu.
Do godziny 15.40 na pokładzie An-24 wszystko odbywało się zgodnie z planem. Następne 18 minut to już zagadka. Wiadomo, że na 10 minut przed katastrofą załoga i stacja radiowa w Balicach nie znały położenia samolotu. Od godziny 16. łączność przejął kapitan Czesław Doliński i prowadził ją już do końca feralnego lotu. Kilka minut później zorientował się, że lot przebiega niezgodnie z planem. Obniżył jednak lot i wykonywał polecenia operatora radaru. Ten ostatni po godzinie 16.08 informuje, że stracił kontakt z załogą maszyny.
Poszukiwania samolotu pasażerskiego podjął znajdujący się w powietrzu wojskowy samolot LI-2. Bezskutecznie. W tym czasie milicja z Suchej Beskidzkiej poinformowała, że "samolot gdzieś usiadł w ich rejonie". LI-2 podejmuje poszukiwania w okolicy, ale ze względu na zerową widoczność, zawraca.
Wrak samolotu odnaleziono dopiero około godziny 20. Jak relacjonował po latach na łamach "Gazety Krakowskiej" Jerzy Pałosz, miejsce katastrofy wyglądało przerażająco.
Zmasakrowane zwłoki 53 pasażerów i załogi rozrzucone były na przestrzeni kilkuset metrów kwadratowych. Wiele z nich zawisło na drzewach albo było wbitych w kadłub samolotu. Większość z nich miała porozrywane przez pasy bezpieczeństwa jamy brzuszne.
Oficjalną przyczyną katastrofy były - jak podały peerelowskie władze - błędy załogi, naruszenie przepisów kierowania ruchem lotniczym, błędy działania kontrolerów ruchu lotniczego, wreszcie błędny system kierowania ruchem lotniczym.
Są też inne teorie tłumaczące rozbicie się An-24 w Paśmie Babiogórskim. Kapitan Doliński miał poważne problemy zdrowotne i miał doznać zawału w czasie lotu. Dodatkowo, samolot był przeciążony, co uniemożliwiło podniesienie maszyny tuż przed katastrofą. Mówi się również o rzekomej próbie ucieczki Dolińskiego do Europy Zachodniej, co w czasach Polski ludowej było częstą praktyką. Wreszcie, nie można pominąć błędów radarzysty z Balic. Operatorowi umożliwiono jednak wyjazd do Szwecji, a władze prowadziły śledztwo tak, by zatuszować prawdziwe przyczyny katastrofy.
Cześć, giniemy!
Lakonicznym "Cześć, giniemy!" pożegnali się piloci samolotu z obsługą stacji radiokontroli na chwilę przed najtragiczniejszym wydarzeniem ostatnich dziesięcioleci tj. rozbicie się Iła-62M nad Lasem Kabackim.
Taki też tytuł nosi książka Jarosława Reszka, w której opisał największe katastrofy lotnicze w powojennej Polsce. Tragedię na Policy w Beskidach opisał m.in. dzięki relacji gajowego, który mieszkał 3 km od miejsca zdarzenia.
Sprzed leśniczówki roztacza się piękna panorama na okoliczne lasy i wzgórza, mimo wiosny przysypane jeszcze śniegiem. Początkowo widzieli więc wszystko jak na dłoni. Samolot leciał nisko. Gołym okiem można było dostrzec, że to maszyna pasażerska. Minął dwa niższe wzniesienia, zaczął niebezpiecznie zbliżać się do Policy. Wtedy stracili go z oczu. Maszyna weszła w obszar mgły i śnieżnej zadymki. Za chwilę rozległ się donośny huk.
Samolot zderzył się ze zboczem Policy ok. 16:08, ścinając pas drzew o długości 200 m.
Straszliwie okaleczone, pokawałkowane ciała. (…) Lewe skrzydło An-24 oderwało się i leży daleko od kadłuba, powyżej wierzchołków drzew. Oderwany ogon wcisnął się między trzy grube drzewa. Trzy-cztery metry od niego wygięte prawe drzwi samolotu. Dalej, ok. 30 m w przód, zdeformowane blachy kadłuba - opisał w swojej publikacji Jarosław Reszka.
Jarosław Reszka zaznaczył w książce "Cześć, giniemy!" fakt, że opinia publiczna nigdy nie usłyszała całej prawdy o tym wydarzeniu.
Prokuratura Wojewódzka w Krakowie ustaliła, że wypadek nastąpił z winy pilotów. W uzasadnieniu podała: załoga nie miała dokładnego rozeznania czasu lotu. Wiele wskazuje na to, że w kabinie samolotu w ogóle nie prowadzono własnej nawigacji, zdając się na informację kontrolerów lotu - napisał Reszka, poddając w wątpliwość błąd pilota z 20-letnim doświadczeniem.