Okiem Obiektywu: antarktyka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antarktyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antarktyka. Pokaż wszystkie posty

23 sty 2025

Sanctuary - Javier Bardem w obronie Antarktyki. Film na Tofifest

#ProtectAntarctic: Pod tym sztandarem hiszpański filmowiec i producent Álvaro Longoria oraz jego rodacy - bracia Javier i Carlos Bardem - wyruszyli w niezwykłą, ekologiczną podróż dokumentalną. Owocem tej wyprawy jest film "Sanctuary". Obraz, prezentowany wcześniej w Toronto i San Sebastian, dziś można znaleźć w programie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest w Toruniu. To świetna propozycja, którą szczególnie polecam wszystkim tym, którzy mieli okazję zapoznać się z premierą filmu Trzy sztuki w Antarktyce, mającą miejsce również podczas Tofifest.  

Sanctuary - reż. Álvaro Longoria

"Istnieje idealna równowaga pomiędzy gatunkami i zasobami. Ludzie nie powinni w nią ingerować ani jej niszczyć. Musimy dać o tym świadectwo, aby zapewnić jej ochronę" - tak twierdzi Javier Bardem. To narrator i główny bohater filmu Greenpeace, który zgodził się wykorzystać swoją rozpoznawalność i wpływ, by walczyć o ochronę przyrody. Ocean Antarktyczny to jeden z ostatnich dziewiczych obszarów na naszej planecie, a jego bioróżnorodność ma kluczowe znaczenie dla naszego przetrwania. 

Jest 15 grudnia 2017 roku. Przenosimy się do biura Greenpeace w Hiszpanii. To tutaj Javier i Carlos Bardem poznają zakres misji, której się podjęli. Każdego roku Konwencja CCAMLR (regulująca ochronę morskiej flory i fauny Antarktyki) poddawana jest audytowi przez 26 krajów członkowskich. Greenpeace proponuje utworzenie rezerwatu ochronnego o powierzchni 1,8 miliona kilometrów kwadratowych na Morzu Weddella. To strefa szczycąca się ogromną populacją kryla - niewielkiego skorupiaka stanowiącego podstawę łańcucha pokarmowego. Niestety, jego liczebność jest zagrożona przez przemysłowe połowy (napędzane m.in. produkcją kapsułek omega-3). Rusza internetowa petycja. Cel? Zebranie 1,8 miliona podpisów. Wiadomo przecież, że politycy reagują na presję społeczną. Javier Bardem po raz pierwszy w życiu wkracza w świat mediów społecznościowych. W krótkim, nieformalnym filmie, opublikowanym wraz z bratem Carlosem (który napisał scenariusz do tego dokumentu), ogłasza swój udział w projekcie.

Od momentu apelu do 23 stycznia 2018 r. pod petycją widnieje już 567 000 podpisów. Bohaterowie filmu docierają małym samolotem na Wyspę Króla Jerzego, gdzie wchodzą na pokład statku Greenpeace. Dzieląc codzienne życie z aktywistami i naukowcami, bracia Bardem odkrywają ekstremalne warunki klimatyczne, ale przede wszystkim oszałamiające piękno Antarktydy. Widzimy imponujące panoramy lodowcowe, kolonie pingwinów, ptaki i wieloryby. Jednocześnie dowiadują się, jak fundamentalne znaczenie dla procesu zmian klimatycznych mają czyste i zdrowe oceany. Wszystko to podane jest z dużą dozą dobrego humoru, choć nie brakuje momentów, które wzbudzają w nas uzasadniony niepokój. 

Tydzień później nasi dwaj rzecznicy wracają do domu, ale nie kończą pracy na rzecz środowiska. Spotykają się m.in. z niemieckim ministrem ds. środowiska oraz jego brytyjskim odpowiednikiem. Ich poświęcenie przynosi owoce - liczba podpisów pod petycją osiąga imponujące 2,6 miliona. Wszystko to dzieje się w przeddzień decydującego spotkania, na którym zapaść ma decyzja o utworzeniu "sanktuarium".

Struktura narracyjna filmu przypomina bardziej swobodny reportaż niż tradycyjne dzieło kinowe. Jednak zapierająca dech w piersiach sceneria i waga przesłania skutecznie przekonują, że jako ludzie musimy zjednoczyć się w obronie naszej planety.

21 paź 2015

Trzy sztuki w Antarktyce

Nie lada gratka czeka widzów podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest. Podczas Festiwalu przedpremierowo zostanie pokazany film - Trzy sztuki w Antarktyce. 

Trzy sztuki w Antarktyce FILM

Film dokumentalny pt. Trzy Sztuki w Antarktyce przedstawia losy artystów uczestniczących w pierwszej w historii wyprawie polskich twórców do Antarktyki, której celem była popularyzacja tego miejsca przez kulturę i sztukę. Członkowie wyprawy, poprzez realizację pierwszego w historii koncertu polskiego artysty w Antarktyce, pierwszej w historii sesji fotografii kolodionowej w Antarktyce, wielowymiarowe doświadczanie piękna i wyjątkowości tamtejszej przyrody, również tej skrywanej pod powierzchnią wody, a nade wszystko poprzez zmaganie się ze swoimi słabościami w kompletnie obcym dla siebie otoczeniu, chcieli zainteresować i zainspirować Antarktyką jak największą grupę ludzi i pozostawić w nich ślad tego wyjątkowego miejsca. Miejsca, którego los w niedalekiej przyszłości może decydować o naszym istnieniu.


Spotkanie z Bartoszem Stróżyńskim /materiał organizatora/


Dziękuję Państwu, że się nie baliście, że przyszliście. Dobrze, że zrobiliście to dla Antarktyki — w ten sposób przywitał festiwalową publiczność Bartosz Stróżyński, reżyser filmu Trzy sztuki w Antarktyce i gość 18. MFF Tofifest. Kujawy i Pomorze.

Bartosz Stróżyński podczas Tofifest

Wszyscy powinniśmy już zdawać sobie sprawę z aktualnych zagrożeń związanych z ekologią i klimatem. Do niektórych jednak smutna prawda wciąż nie dociera. Z drugiej strony barykady znajdują się osoby, które są taką narracją wręcz zmęczone. Świadomy tych problemów Bartosz Stróżyński wraz ze swoim zespołem filmowym i ekspedycyjnym proponuje nieco inne rozwiązanie. Zamiast moralizowania, spróbował promocji wciąż nieodkrytej Antarktyki za pomocą trzech sztuk artystycznych. Skąd wziął się pomysł, żeby Adam Nowak zagrał tam na gitarze?

Ta historia ma swój początek w mojej pierwszej wyprawie na Antarktykę 12 lat temu. Pamiętam jak wyszedłem na pokład, żeby sfotografować wschód słońca. Normalnie tego nie robię, bo za bardzo lubię spać, dlatego też jestem filmowcem podwodnym. Było zimno, wietrznie, a w oddali zobaczyłem spowity we mgle jacht. Nie mogłem uwierzyć, że widzę na Antarktyce tak małą jednostkę, wiedząc, jakie mieliśmy problemy przed chwilą, na dużo większym statku. I wtedy sobie obiecałem, że pewnego dnia wrócę tutaj jachtem. To wydawało mi się tak naturalne, jak spanie na polu namiotowym w namiocie.

Dlaczego wybór padł akurat na Adama Nowaka?

Bartosz Stróżyński, reżyser filmu Trzy sztuki w Antarktyce

Adam zawsze był w pierwszej trójce artystów polskich, których słuchałem, lubiłem i podziwiałem. Występuje u nas zbieżność wrażliwości, sposobu patrzenia na życie i pewnego dystansu do niego. Jesteśmy tak bardzo inni, jak i podobni do siebie. Nie od razu zgodził się na wyprawę — ale ja wiedziałem, że się zgodził, widziałem to. Poza tym zależało mi na tym, żeby zebrać zespół dojrzałych życiowo ludzi, którzy swoje już przeżyli, doświadczyli tysięcy porażek.

Dokument w bardzo spokojny sposób prowadzi widzów przez lodową krainę, pełną pingwinów, uchatek i niespodzianek. Przed premierą filmu, opóźnioną z powodu pandemii, oraz książki o tym samym tytule, Bartosz Stróżyński był już autorem albumu „AntArktyka: Podwodne zauroczenie”, będącego fotograficznym podsumowaniem regionu.

Po wydaniu pierwszej książki wiedziałem, że samo popłynięcie to już nie jest to. Miałem doświadczenie z wielu festiwali podróżniczych, że w gruncie rzeczy nasza wiedza na temat Antarktyki jest dość niewielka. Poza tym zauważyłem, że jesteśmy już zmęczeni akademicką narracją na temat zagrożeń klimatycznych, ludzie stają się negatywnie nastawieni w stosunku do stwierdzeń, że coś zepsuliśmy i musimy to naprawiać.

Nie chcą słuchać o tym, dlaczego Antarktyka jest ważna. Mając w głowie ten jacht, chciałem wymyślić coś, co w łatwy i codzienny sposób opowie pewną historię — o ludziach, muzyce, przyrodzie. A dlaczego trzy sztuki? Bo od dawna zajmuję się nimi na co dzień. Przygotowanie do wyprawy było dla mnie o tyle łatwiejsze, że po prostu się na tym znam.

Na spotkaniu mogliśmy posłuchać również o trudnościach związanych z realizacją projektu.

Bartosz Stróżyński, reżyser filmu Trzy sztuki w Antarktyce

Materiał filmowy powstawał przez mniej więcej 10 dni. Mieliśmy zrobić dużo więcej, ale napotkaliśmy trudności, zatrzymało nas starcie z górą lodową. Pojawił się stres, bo materiału mieliśmy naprawdę mało, a tyle obiecaliśmy, projekt był oparty o sponsorów, ktoś nam zaufał. Wyprawa była na bieżąco transmitowana na antenie Programu Trzeciego Polskiego Radia. To wszystko jest ze sobą połączone. Ale nagle, po wcześniejszym załamaniu pogody, dostaliśmy dziesięć pięknych, słonecznych dni — takich, jakich nigdy jeszcze nie doświadczyłem na Antarktyce. W filmie nie widać, a może widać, może jeśli ktoś chce, to zwróci uwagę na to, ile mieliśmy pracy. Od rana do nocy, od wschodu do zachodu. Wstawałem o szóstej rano, szedłem spać często o drugiej czy trzeciej, i tak przez 30 dni. To był pracowity czas. Oczywiście pojawiał się stres i konflikty. Było nas siedmiu samców alfa. Ale każdy z nas pojechał tam po coś. 

A zapytany o to, czy ekipa miała na wyprawie poczucie, że nie chce wracać do domu, Bartosz Stróżyński odpowiedział:

Nie do końca tak było. Na przykład dla muzyków ta podróż była miesiącem wyłączenia z działalności zespołu, a oni przecież z tego żyją. Ale nie wykluczam, że kiedyś spróbujemy jeszcze raz. Szczerze wierzę, że to, co się w ludziach obudziło, zostawia ślad.