Maraton Metropolii. Nie zamierzał nikogo wyprzedzać

Maraton Metropolii. Nie zamierzał nikogo wyprzedzać


Rozmowa. Leszek Blanik. - W biegu zawsze można się zatrzymać, w skoku nigdy

Autor: Dariusz Łopatka

Rozmowa z LESZKIEM BLANIKIEM, gimnastykiem, dwukrotnym medalistą olimpijskim (złoto - Pekin 2008, brąz - Sydney 2000) w skoku, mistrzem Europy i świata, uczestnikiem Biegu Zdrowych Miast na dystansie 7 km.

W jednym z ostatnich wywiadów mówił Pan, że zakończył pierwszy etap swoich przygotowań do sezonu. Bieg na 7 km to element drugiej części treningów - ogólnorozwojowych?

Myślę, że można to tak nazwać, choć dystans mimo wszystko nie był krótki. Czasem trzeba jednak sprawdzać swoje możliwości. Z chęcią biorę udział w takich imprezach. Zakończyłem pierwszy etap swoich przygotowań do skakania. Jeszcze to trochę potrwa, ale najgorszy etap za mną.

Otwarcie Pan powiedział, że aby wystartować w igrzyskach w Londynie, musi Pan opracować skok o najwyższej skali trudności. Przekładając to na bieg, jak trudna była trasa dla człowieka, który na co dzień nie trenuje pod tym kątem?

Po pierwsze trzeba pomyśleć na tym skoku. Takim może być na przykład trzy i pół salta w przód. Teraz skacze się dwa i pół, czyli trzeba dołożyć kolejne. To bardzo trudne do wykonania, moim zdaniem, ale możliwe. Będę obserwował poziom światowy, a później podejmę decyzję czy rozpocznę przygotowania do startu w Londynie. Porównując to do biegu z metą w Toruniu, to moja dyscyplina jest nieporównywalnie trudniejsza. W biegu zawsze można się zatrzymać, a w skokach takiej możliwości nie ma. Jeżeli to robisz, musisz być pewnym, że dasz radę.

Zadowolony jest Pan ze swojego występu? Stawiał Pan sobie konkretny cel?

Jestem zadowolony. Startowałem z końca stawki i biegłem stałym tempem. Pogoda odpowiadała, dobrze, że nie było słońca. Nie miałem zamiaru nikogo wyprzedzać, a jedynie dobiec do mety. Jeżeli zdarzyło się kogoś wyminąć, to był to bodziec do dalszego biegu. Imprezę oceniam bardzo dobrze. Ludzie na trasie dopingowali, co było bardzo przyjemne. Organizacja również dobra, oby tak dalej.

Tuż po minięciu mety, choć zmęczony, Leszek Blanik odpowiadał na pytania, pozował do zdjęć i rozdawał autografy / Fot. Jacek Smarz