Władysław Biały w Gniewkowie. Książę, mnich i pretendent na Szlaku Piastowskim

24 wrz 2026

Władysław Biały w Gniewkowie. Książę, mnich i pretendent na Szlaku Piastowskim

Na rynku w Gniewkowie stoi jeździec z dumnie uniesionym mieczem. Z daleka, zza szyby samochodu lub podczas szybkiego spaceru, można by pomyśleć: kolejny średniowieczny władca, kolejny pomnik, obok którego po prostu przechodzi się w codziennym pośpiechu. Wystarczy jednak podejść bliżej, zatrzymać wzrok na cokole i przeczytać umieszczone tam imię, by natychmiast trafić na opowieść wymykającą się jakimkolwiek schematom. To Władysław Biały - książę gniewkowski, niezmordowany pielgrzym, zakonnik, uczestnik zbrojnych wypraw i człowiek, który z uporem godnym największych rodów próbował sięgnąć po polską koronę. Jego pomnik jest jednym z tych punktów, w których Szlak Piastowski odsłania przed nami mniej znane, a szalenie barwne karty dynastii.

Zbliżenie na konną rzeźbę Władysława Białego, sfotografowaną od dołu.

Kiedy po raz pierwszy przyglądałem się temu monumentowi w letnim słońcu, od razu wiedziałem, że aparat nie spocznie w torbie. Fotografowałem go z różnych perspektyw: raz pełną sylwetkę jeźdźca w dynamicznym układzie, raz wyrazistą głowę konia z rozszerzonymi chrapami, innym razem miecz przecinający błękit kujawskiego nieba. Kadr z dołu nadaje mu niezwykłej potęgi, jakby książę za chwilę miał zjechać z cokołu prosto na rynek. Dopiero kilka lat później, po podróży do Albanii, przyszło mi do głowy wyraziste skojarzenie z innym jeźdźcem: pomnikiem Skanderbega na głównym placu Tirany. Tam również koń w rączym chodzie, uniesiony miecz i postać górująca nad przestrzenią. Skanderbeg jest bohaterem narodowym Albanii; Władysław Biały należy przede wszystkim do historii Gniewkowa i Kujaw. Jego biografia wykracza jednak daleko poza granice niewielkiego księstwa i śmiało mogłaby posłużyć za scenariusz wielkiego kina historycznego.

Kim był książę z gniewkowskiego rynku?

Władysław należał do kujawskiej linii Piastów. Był synem księcia Kazimierza III gniewkowskiego i wnukiem Ziemomysła inowrocławskiego. Rządził ziemią, której sercem było Gniewkowo, a od Kazimierza Wielkiego otrzymał w lenno także Inowrocław. Los obdarzył go jednak temperamentem i doświadczeniami, których trudno oczekiwać po władcy niewielkiego piastowskiego księstwa. Po śmierci żony Elżbiety strzeleckiej nie ożenił się ponownie. Według współczesnego mu kronikarza Janka z Czarnkowa bardzo ją kochał, a ból po jej stracie pchnął go do bezprecedensowej decyzji o opuszczeniu ojcowizny. W 1363 lub 1364 roku zastawił księstwo samemu Kazimierzowi Wielkiemu za okrągłą sumę tysiąca florenów i wyruszył w świat.

I nie była to zwykła podróż po sąsiednich księstwach. Władysław odbył daleką pielgrzymkę do Ziemi Świętej, bywał w Pradze na cesarskim dworze Karola IV i dotarł do papieskiego Awinionu. Gdy podróże nie ukoiły jego niespokojnego ducha, wstąpił do klasztoru cystersów w Cîteaux we Francji, a następnie przeniósł się do benedyktynów w Dijon, gdzie złożył śluby zakonne. Wyobraźcie sobie ten kontrast: piastowski książę krwi zamienia dworskie wygody na skromny habit w Burgundii. Mogłoby się wydawać, że w cichej zakonnej celi jego historia dobiegnie końca. Tymczasem najburzliwszy rozdział miał dopiero nadejść.

Od klasztoru w Dijon do walki o koronę

W 1370 roku zmarł król Kazimierz Wielki - ostatni monarcha z dynastii Piastów na polskim tronie. Zgodnie z wcześniejszymi układami władzę objął Ludwik Węgierski, lecz w kraju natychmiast narosła opozycja. Część rycerstwa wielkopolskiego widziała we Władysławie Białym naturalnego, piastowskiego pretendenta do korony. Książę postanowił wykorzystać szansę. Starał się u papieża o zwolnienie ze ślubów zakonnych, a gdy spotkał się z odmową, nie zważając na zakazy, zrzucił habit i wyruszył walczyć o spuściznę przodków.

Zbliżenie na głowę konia z pomnika Władysława Białego; za nią widoczna twarz jeźdźca na tle nieba.Pomnik Władysława Białego na koniu na tle ceglanego budynku.

Jego pojawienie się w kraju w 1373 roku brzmi jak gotowy szkic filmowy. Janko z Czarnkowa zanotował, że Władysław przekroczył granicę potajemnie, dotarł do Gniezna i znalazł schronienie u tamtejszego burmistrza. Stamtąd ruszył na Kujawy i błyskawicznym wypadem opanował Gniewkowo oraz warownie w Szarleju i Złotorii u ujścia Drwęcy. Choć pierwsze sukcesy były spektakularne, przeważające siły wierne Ludwikowi Węgierskiemu zmusiły go do odwrotu. Schronił się w Drezdenku, ale myśli o władzy nie porzucił.

W 1375 roku Władysław powrócił z nowymi zaciągami i ponownie opanował zamek w Złotorii. Pod Gniewkowem doszło do regularnej bitwy z wojskami królewskimi pod wodzą Sędziwoja z Szubina. Rozbity książę uszedł za Wisłę i zamknął się w Złotorii, której oblężenie w 1376 roku kronikarze opisują z niezwykłym pietyzmem - były machiny oblężnicze, podkopy i zacięte szturmy. Gdy kapitulacja stała się nieunikniona, Władysław złożył broń, lecz na pożegnanie wyzwał na rycerski pojedynek na kopie Bartosza z Wezenborga (Bartosza z Odolanowa), odnosząc w tym starciu ranę prawego ramienia.

Konny pomnik Władysława Białego na tle drzew i budynków.

Ostatecznie w 1377 roku w Brześciu Kujawskim zawarto ugodę. Władysław zrzekł się praw do księstwa gniewkowskiego w zamian za dziesięć tysięcy florenów oraz zarząd nad opactwem benedyktynów w Pannonhalmie na Węgrzech. Wkrótce powrócił do Francji. Zmarł w Strasburgu w 1388 roku i spoczął w kościele św. Benigna w Dijon. Droga tego niezwykłego Piasta zatoczyła pełne koło: od kujawskich lasów, przez Ziemię Świętą i Burgundię, aż po krwawe oblężenia i europejskie klasztory. To bez wątpienia jeden z najbardziej fascynujących życiorysów w całej naszej historii.

Dlaczego ten pomnik przyciąga uwagę?

Konna rzeźba na gniewkowskim rynku stanęła w 2011 roku. Jej autorem jest bydgoski rzeźbiarz Marek Guczalski. Kiedy fotografowałem ten monument, szybko zrozumiałem, jak wielką rolę odgrywa tu zmiana perspektywy i cierpliwe szukanie punktu widzenia:

  • Perspektywa z dołu (żabia perspektywa): Zejście nisko z obiektywem sprawia, że wierzchowiec wydaje się potężniejszy, a uniesiony miecz wyraziście tnie chmury. W ten sposób zyskujemy monumentalny, dynamiczny kadr, który od razu buduje filmową dramaturgię.
  • Praca światła: Brązowa patyna rzeźby fenomenalnie reaguje na ostre, popołudniowe światło. Boczne promienie precyzyjnie modelują fakturę zbroi, mięśni konia i skupioną twarz rycerza. Warto obejść rzeźbę dookoła, by znaleźć moment, gdy słońce rysuje ostry kontur postaci.
  • Detal i kontekst miejsca: Zbliżenia na głowę wierzchowca lub dłoń trzymającą rękojeść miecza pozwalają docenić kunszt rzeźbiarza. Z kolei szerszy plan z płytą rynku pozwala osadzić średniowieczną legendę w sercu współczesnego, spokojnego miasteczka.

W Tiranie pomnik Skanderbega dominował nad wielkim, tętniącym życiem placem bałkańskiej metropolii. W Gniewkowie motyw jeźdźca działa inaczej - zmusza do wyhamowania, zatrzymania wzroku i przypomnienia sobie, że wielka historia działa się również tuż obok nas, na kujawskich drogach. Bardzo lubię takie odkrycia. Wyruszam w trasę niedaleko domu, a wracam z opowieścią spinającą całą średniowieczną Europę. Dlatego, jeśli będziecie podróżować przez Kujawy, poświęćcie rynkowi w Gniewkowie kilkanaście minut. Podejdźcie do cokołu, spójrzcie na niebo znad końskiego łba i przeczytajcie tablicę. Za uniesionym mieczem stoi historia człowieka, który nie godził się na zapomnienie.

Pomnik Władysława Białego na koniu na tle ceglanego budynku.

Planujecie własne odkrywanie regionalnych perełek? Sprawdźcie koniecznie moją interaktywną Mapę Okiem Obiektywu, gdzie znajdziecie dziesiątki sprawdzonych punktów fotograficznych, zabytków i inspiracji z tras po całej Polsce i Europie.

A jeśli reprezentujesz samorząd, lokalną organizację turystyczną lub instytucję kultury i zależy Ci na tym, by opowiedzieć o historii i atrakcjach Twojego regionu w angażujący, profesjonalny sposób - zapraszam do kontaktu. Szczegóły znajdziesz w dedykowanej ofercie promocji miast i regionów. Realizuję reportaże fotograficzne, ujęcia z drona oraz dynamiczne materiały wideo, które pomagają miejscom zaistnieć w świadomości turystów.

Podobała Ci się ta opowieść z kujawskiego szlaku? Będzie mi bardzo miło, jeśli postawisz mi wirtualną kawę: buycoffee.to/okiemobiektywu. Każde takie wsparcie to bezpośredni impuls do odpalania silnika, pakowania plecaka ze sprzętem i odkrywania kolejnych niezwykłych historii!