Kurt Cobain - 26 lata temu Nirvana straciła wokalistę

5 kwi 2015

Kurt Cobain - 26 lata temu Nirvana straciła wokalistę

Kurt Cobain 5 kwietnia 1994 roku popełnił samobójstwo. To właśnie wtedy rozpadła się także Nirvana - bez lidera nie mogła już funkcjonować. Dzisiaj mija 26. rocznica śmierci legendarnego wokalisty.
Tak zmarł Kurt Cobain.
Kurt Cobain przejawiał skłonności samobójcze już wiele lat przed tym, jak zmarł, jednak nasilały się one na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Courtney Love, żona wokalisty twierdzi, że jego pierwsza próba samobójcza miała miejsce 3 marca 1994 roku, a następna - 15 dni później. Kurt Cobain był też uzależniony od heroiny - 25 marca 1994 roku doszło do interwencji ze strony przyjaciół i współpracowników artysty. Udało się - 30 marca Kurt Cobain udał się na odwyk do słynnego centrum leczenia uzależnień Exodus w Los Angeles. Już następnego dnia uciekł z placówki.

Kurt Cobain taksówką dotarł na lotnisko w Los Angeles i wsiadł na pokład samolotu do Seattle. Obok niego siedział Duff McKagan, basista Guns N' Roses. Chociaż w przeszłości Nirvana i Gunsi nie darzyli się sympatią, tym razem Duff nawiązał kontakt z wokalistą. Później pisał w swojej książce, że żałuje, że nie zaprosił go do swojego domu.


Kurt Cobain popełnia samobójstwo. Nirvana się rozpada Courtney Love wynajęła detektywa, który miał odnaleźć Kurta Cobaina. Artysta był widywany w Seattle, ale nie udało się go namierzyć. W tym czasie Nirvana była coraz bliższa rozpadu. Dzień po tym, jak zespół odwołał swój występ na Coachelli odnaleziono ciało Kurta Cobaina. Według oficjalnych ustaleń policji, artysta 5 kwietnia 1994 roku popełnił samobójstwo w wieku 27 lat - zażył dużą dawkę heroiny, a następnie się zastrzelił. Nirvana automatycznie przestała istnieć.

Do dzisiaj krąży wiele teorii na temat śmierci Cobaina. Wiele osób twierdzi, że samobójstwo było upozorowane i że tak naprawdę artystę zabiła jego żona, Courtney Love. Na ten temat powstała nawet książka pod tytułem "Kto zabił Kurta Cobaina?".

Dzisiaj wypada 26. rocznica śmierci artysty. Kurt Cobain do dzisiaj pamiętany jest jako jedna z największych ikon muzyki rockowej i alternatywnej, jego nazwisko widnieje na wielu listach najlepszych wokalistów i gitarzystów świata. Nirvana pozostaje zespołem, dzięki któremu grunge stał się popularny. Do najbardziej znanych piosenek Nirvany należą: "Smells Like Teen Spirit", "Come As You Are", "Heart-Shaped Box". Ostatnia studyjna płyta zespołu to "In Utero" z 1993 roku.

Wspominając Kurta Cobaina. Biografia lidera Nirvany - Fragment Książki

Myślę, że gdyby nie poznał Courtney, opuściłby ten świat już dawno temu - takie słowa na pogrzebie Kurta Cobaina wygłosił menedżer Nirvany Danny Goldberg.

Fragment książki - Wspominając Kurta Cobaina. Biografia lidera Nirvany / Goldberg Danny - Wydawnictwo Znak

Jeszcze raz podkreśliłem, że niezależnie od tego, jakie ma problemy z zespołem albo z Courtney, albo z demonami siedzącymi w jego własnej głowie, do których nie mam dostępu, niezależnie od tego, jakich wyborów dokona w życiu artystycznym czy prywatnym, będzie w stanie myśleć bardziej trzeźwo i podejmować mądrzejsze decyzje, jeśli najpierw przejdzie detoks. Po prostu żadne inne słowa nie przychodziły mi do głowy.

Kurt nie chciał o tym słyszeć. Tłumaczył, że William Burroughs był w stanie funkcjonować kilkadziesiąt lat jako narkoman, więc dlaczego on sam też nie mógłby tak żyć. To z jakiegoś powodu wyprowadziło mnie z równowagi bardziej niż wszystko, co powiedział do tej pory, i było to słychać w moim głosie. Stwierdziłem, że chcę wracać do domu, do swoich dzieci. Przyleciałem tylko dlatego, że się o niego martwiłem, ale teraz musiałem zdążyć na samolot. Jeszcze raz zacząłem go błagać, żeby poszedł na odwyk, bo dopiero wtedy będzie w stanie podejmować rozsądne decyzje. Zapewniłem, że gdy to zrobi, będę go wspierał w każdy możliwy sposób we wszystkim, co postanowi, ale musiałem już jechać na lotnisko.

Kiedy kilka godzin późnej przyleciałem do Los Angeles, czułem się okropnie. Żałowałem tego, że przed samym wyjściem okazałem Kurtowi swoją irytację, i natychmiast do niego zadzwoniłem. Przepraszałem za to, że próbowałem go pouczać, powtarzałem, że go kocham i szanuję, a moje zdenerwowanie wynikało jedynie z troski. Był bardzo smutny i prawdopodobnie na haju, ale nawet w tym stanie miał w sobie tę łagodną serdeczność. Odpowiedział: "Wiem o tym".

Podczas gdy z nim rozmawiałem, do pokoju weszła Katie, która też chciała mu coś powiedzieć. Pomyślałem, że może to go trochę rozweseli, więc podałem jej słuchawkę. Rozmawiała z Kurtem przez minutę, dwie, z oburzeniem informując go, że Frances  ją uszczypnęła, kiedy ostatnio się widziały. Umilkła, żeby wysłuchać jego odpowiedzi, a potem stwierdziła: "Kurt, mówisz jak jakiś zrzęda. Nie bądź zrzędą!". Następnie powiedziała, że go kocha, i oddała mi telefon. Ja również mu to powtórzyłem. Kiedy się żegnaliśmy, wydawał się równie przybity jak wcześniej. Poczułem się bezsilny. To była nasza ostatnia rozmowa.


W następnych dniach zarówno Kurt, jak i Courtney przylecieli do Los Angeles, żeby iść na odwyk, i miałem nadzieję, że tym razem da to jakiś trwalszy efekt. Znałem mnóstwo historii narkomanów, którzy przechodzili ten proces kilka razy, zanim wreszcie udało im się dokonać przełomu. Myślałem, że może to właśnie będzie ten moment.

Dwa tygodnie później, w piątek 8 kwietnia, byłem w Nowym Jorku na spotkaniu z dyrektorem generalnym Atlantic Valem Azzolim i Stevie Nicks. Rozmawialiśmy o jej planowanej nowej płycie, kiedy moja asystentka dała mi znać, że Rosemary czeka przy telefonie i mówi, że to pilne. Dzwoniła do mnie z samochodu, bo właśnie jechała do Courtney, która ciągle przebywała na odwyku. Tłumaczyła, że musi jej powiedzieć, co się stało. Ponieważ nie miałem pojęcia, o czym mówi, odparła: "O mój Boże. Oczywiście, ty też jeszcze nic nie wiesz. Kurt się zabił". Już nigdy nie otrząsnę się do końca z bólu i smutku, które przeszyły mnie w tamtej sekundzie.

Cierpienie wkrótce zastąpił szok oraz świadomość, że trzeba jakoś dalej funkcjonować. Wsiadłem w samolot powrotny do Los Angeles i nazajutrz razem z Rosemary, Katie i czteroipółmiesięcznym Maxem polecieliśmy do Seattle, gdzie czekała na nas limuzyna z kobietą za kierownicą. Szybko domyśliła się, że jesteśmy w mieście z powodu pogrzebu Kurta.

"Wiecie, woziłam go kilka miesięcy temu. Był naprawdę miły. Powiedziałam mu, że mój czternastoletni syn jest jego wielkim fanem, a on zapytał, gdzie mieszkamy. Okazało się, że to po drodze do jego domu, więc zaproponował, żebyśmy się tam na chwilę zatrzymali, to pójdzie się z nim przywitać". Potem dodała: Kurt uścisnął rękę mojemu synowi, spojrzał mu w oczy i powiedział: 'Wiesz co, twoja mama jest naprawdę świetnym kierowcą.

Zanim dotarła do końca opowieści, była już cała we łzach, podobnie jak my. Kiedy ochłonęła, powiedziała jeszcze: Mój syn bardzo się złości na tych, którzy teraz krytykują Kurta. Mówi, że po prosu nie rozumieją, co on przeżywał.

Janet musiała ustalić, gdzie odbędzie się pogrzeb. Ponieważ Kurt popełnił samobójstwo, większość kościołów nie chciała go przyjąć. "Siedziałam w Four Seasons i wydzwaniałam na ślepo pod numery z książki telefonicznej. W końcu Susan Silver zasugerowała, żebym spróbowała u unitarian.

Jakiś czas później wszyscy byliśmy w domu Courtney. Po różnych pomieszczeniach kręciły się dziesiątki ludzi, ale kilkoro z nas usiadło razem z Courtney i matką Kurta, Wendy, w jednej z sypialni. Pojawiła się Kat Bjelland z Babes in Toyland - Courtney często ścinała się z nią na łamach prasy, ale obie nadal dużo dla siebie znaczyły.

Courtney powiedziała nam nagle, że znalazła list pożegnalny Kurta. Nie wiem, czy wcześniej nie chciała o tym wspominać, czy dopiero co się na niego natknęła. W kolejnych latach ten list był publikowany dziesiątki razy w różnych miejscach i poddawany rozmaitym interpretacjom, ale gdy czytała go wtedy na głos, była to naprawdę rozdzierająca serce chwila.

Zaczęła: Do Boddy: Mówię do was językiem doświadczonego prostaka, który zdecydowanie wolałby być zniewieściałym, infantylnym, wiecznie niezadowolonym typem... . W tym momencie przerwała: Kurwa, Kurt, nawet nie umiałeś dobrze napisać imienia Buddy. Wtedy Wendy głośno westchnęła i wyjaśniła nam, że Bodda to imię wyimaginowanego przyjaciela Kurta z czasów, gdy był małym dzieckiem. Przez chwilę wszyscy siedzieliśmy jak oniemiali.

Później tego samego wieczoru Courtney wzięła mnie na stronę i powiedziała przez łzy: Kurt i ja chcieliśmy być jak Danny i Rosemary, ale problem w tym, że oboje chcieliśmy być Rosemary. Spytała, czy wygłosiłbym mowę podczas nabożeństwa, a ja zacząłem się rozglądać po domu w poszukiwaniu Biblii. Ostatnio byłem na pogrzebie, na którym rabin odczytał poruszający fragment Księgi Koheleta: Wszystko ma swój czas, (...) Jest czas rodzenia i czas umierania. Chciała też, żeby po zakończeniu uroczystości poleciała jakaś piosenka, a ja zaproponowałem - In My Life - Johna Lennona.

W miejscu, które zaklepała Janet, Unitariańskim Kościele Prawdy, najpierw zabierali głos różni ludzie, którzy znali Kurta, kiedy dorastał, a później przyszła moja kolej. Nie zrobiłem sobie wcześniej żadnych notatek i o ile wiem, nie istnieje żadne nagranie z pogrzebu, więc nie pamiętam zbyt szczegółowo swojego wystąpienia. Wiem, że zacytowałem Koheleta i stwierdziłem, że Kurt był kimś szczególnym, świetlistą istotą, która zstąpiła na ziemię, bo później krytykował to w swojej książce Everett True. Ale tak uważałem wtedy i w dalszym ciągu tak uważam.

Nie chciałem, aby ludzie, którzy poznali go w ciągu ostatnich kilku lat, poczuli się wykluczeni. Eddie Rosenblatt powiedział, że na pogrzeb powinni przyjść tylko ci pracownicy Geffena, który znali Kurta osobiście, ale to i tak oznaczało, że w kościele tamtego dnia znaleźli się Gary Gersh, Mark Kates, John Rosenfelder, Ray Farrell i Robin Sloane. To oni głównie zaprzątali moje myśli, a także John Silva i inne osoby z Gold Mountain. Opowiadałem o naszej współpracy, gdy mieszkał w Los Angeles, o tym, jak walczył o zachowanie swojej tożsamości artystycznej, a jednocześnie starał się dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Myślałem też o Rosemary, więc przytoczyłem rozmowę, którą oboje z nim odbyliśmy, kiedy próbował zdecydować, czy wystąpić na rozdaniu nagród VMA, czy nie. I wreszcie, myślałem o żonie Kurta. Rolling Stone wydrukował jedno zdanie z mojej przemowy, które dzięki temu przetrwało: Myślę, że gdyby nie poznał Courtney, opuściłby ten świat już dawno temu.

Mam jedynie strzępki wspomnień na temat tego, co się działo później, kiedy z głośników leciała piosenka Lennona. Wiem, że gdy zobaczyłem Eddiego Rosenblatta, objąłem go i zacząłem szlochać w jego ramionach. Kilka minut później podszedł do mnie jakiś mężczyzna. Podał mi rękę i przedstawił się jako Don Cobain, ojciec Kurta. Powiedziałem potem Kristowi, że nigdy wcześniej go nie spotkałem, a on odparł: No tak. Kurt nigdy nie umiał mu wybaczyć. A po chwili dodał smutno: Ja wolę wybaczać.